Zdradzona.
To
jedno słowo zawsze wydawało się jakąś abstrakcją. Zdrada? Nie,
to mnie nie dotyczy, przecież ma przy mnie wszystko. Niepotrzebne mu
kochanki, przygody i ekscytacje. Jego praca – bo przecież pracuje
fizycznie – wypompowuje go do tego stopnia, że on nawet nie ma
głowy do tego, by oglądać się za innymi. Zawsze jest w domu na
czas, nie dostaje podejrzanych telefonów, nie pisze z nikim.
Ale
tak się tylko wydaje.
Bo
Ty jesteś obecna w naszym życiu, chociaż ja o tym nie wiem.
Zapewne dużo o mnie wiesz, bo on mimochodem coś wspomni. A że nie
mógł odpisać, bo siedziałam obok i oglądaliśmy film, nie mógł
zadzwonić, bo byliśmy na zakupach, że w weekend się nie zobaczycie, bo wyjeżdżamy do mojej rodziny... Jestem tak samo częścią
Twojego świata, jak Ty mojego, jednak ty masz tego świadomość, ja
żyję w błogiej niewiedzy.
Tobie
ten układ odpowiada, a przynajmniej przez jakiś czas jesteś z
niego zadowolona. Ty, rozwódka, dwoje dzieci masz już dorosłych,
dwoje w wieku nastoletnim. Też masz partnera, bo przecież dlaczego
miałabyś nie mieć? Rozwód nie zobowiązuje Cię przecież do
celibatu. Pracujesz w jakimś małym sklepie osiedlowym, gdzie każdy
każdego zna. Żyjesz niby spokojnie, zwyczajnie. A potem poznajesz
jego – mojego męża.
Podoba
Ci się, bo nie ma co ukrywać – jest zadbany, wysportowany, lubi
być atrakcyjny. Jest flirciarzem, zawsze nim był i o tym doskonale
wiem. Podłapujesz jego teksty, niewinne uśmiechy. Niby kupuje tylko
wodę lub przekąskę. Najpierw pojawia się raz, góra dwa razy w
tygodniu, potem, gdy łapiecie lepszy kontakt, przyjeżdża
codziennie. Nie jest nachalny, nie ukrywa niczego – od razu mówi,
że jedzie do domu, do żony. Kocha mnie, bo jestem jego
wymarzoną. Tylko coś się w nim wypaliło, brakuje mu tych
młodzieńczych lat, kiedy dookoła było mnóstwo dziewczyn, nawet
kobiet, bo nie jest tajemnicą, że pociągają go dojrzałe,
doświadczone rozwódki.
Tobie
to odpowiada.
Nasze życie łóżkowe już od pewnego czasu pozostawia wiele do życzenia, Tobie zwyczajnie znudził się jeden, ten sam facet, który z resztą ma pretensje nie wiadomo o co. Każdego dnia czekasz, aż przyjedzie do sklepu po tą jedną butelkę wody, wypatrujesz przez okno, by po siedemnastej zobaczyć, jak przejeżdża obok, w drodze do mnie. Nieraz zatrąbi, by dać Ci znak, że o Tobie myśli, nieraz przejedzie obojętnie, jakbyś nie istniała. Wie, że to mała miejscowość i ludzie go znają, nie chce się rzucać w oczy, bo ciekawskie uszy mogą zbyt wiele usłyszeć, a jeszcze dłuższe języki wyciągnąć wszystko na światło dzienne.
Nasze życie łóżkowe już od pewnego czasu pozostawia wiele do życzenia, Tobie zwyczajnie znudził się jeden, ten sam facet, który z resztą ma pretensje nie wiadomo o co. Każdego dnia czekasz, aż przyjedzie do sklepu po tą jedną butelkę wody, wypatrujesz przez okno, by po siedemnastej zobaczyć, jak przejeżdża obok, w drodze do mnie. Nieraz zatrąbi, by dać Ci znak, że o Tobie myśli, nieraz przejedzie obojętnie, jakbyś nie istniała. Wie, że to mała miejscowość i ludzie go znają, nie chce się rzucać w oczy, bo ciekawskie uszy mogą zbyt wiele usłyszeć, a jeszcze dłuższe języki wyciągnąć wszystko na światło dzienne.
Zasady
są jasne. On się z Tobą kontaktuje, Ty nie masz nawet jego numeru
telefonu, by Cię nie kusiło zadzwonić. Masz go jedynie w znajomych
na Facebooku, czasami przeglądasz nasze zdjęcia, niby przypadkiem,
ale gdzieś w środku rodzi się w Tobie nutka zazdrości. Spotykacie
się w sklepie, bo przecież nie możesz go zaprosić do siebie, Twój
facet dostałby szału. W naszym domu jestem ja, a wydawanie
pieniędzy na hotele bardzo szybko by się wydało, zwłaszcza że mamy wspólne konto. Więc spędzacie krótkie, dosłownie
kilkunastominutowe chwile na zapleczu, gdzie ty robisz to, co do
Ciebie należy, a on po wszystkim wychodzi, jakbyś przed sekundą
sprzedała mu jabłko.
Wszystko
jest okej.
Ale
Twoja zazdrość rośnie.
On
nie chce rozmawiać, nie chce Cię słuchać i wgłębiać się w
Twoje problemy. Ty masz dzieci, faceta, dom, niepotrzebne mu komplikacje. To miał być prosty układ – przyjeżdża, robisz mu
loda i wraca do mnie, do żony wiernej, kochającej, naiwnej. A
przynajmniej on chce wierzyć, że ja nadal nic nie wiem, nic nie
czuję, nie widzę.
A
widzę sporo.
Już
dawno dostrzegłam jego dziwne zdystansowanie, które chwilę później
maskuje przesadną czułością. Spóźnia się z powrotem do domu –
nie dużo, bo ledwie pół godziny – ale przez dziesięć lat się to
nie zdarzało. Czasami wyjeżdża wcześniej do pracy, chociaż
doskonale wiem, że nie ma takiej potrzeby. Znam ludzi z którymi
pracuje, żona jego kierownika to moja bardzo dobra koleżanka. Więc
skoro jego kierownik wyjeżdża punktualnie o szóstej trzydzieści,
dlaczego mój mąż wyrusza czterdzieści minut wcześniej?
Bo
jedzie do Ciebie.
Nie
śledzę go, nie szpieguję. Jestem cierpliwa, bo wiem, że to się w
końcu wyda.
Oczywiście
próbuję z nim rozmawiać, wypytuję, ale zbywa mnie słynnym „przestań szukać dziury w całym. Kocham cię, jestem z tobą
szczęśliwy, nie potrzebuję nikogo innego. Gdyby ktoś był,
powiedziałbym ci, przysięgam”.
Ale
ja wiem, że kłamie. Znam go dziesięć lat, przeszliśmy razem zbyt
wiele, bym nie dostrzegła tego lekkiego drgania powieki i delikatnej
zmiany w tonie. Już wiem, że jest ktoś inny. Nie mam pewności,
ale podświadomie to wiem.
I
czekam dalej.
W
tym czasie Ty zaczynasz wariować. Nie chcesz być dziwką od loda, a kobietą, której się pragnie nie tylko fizycznie, ale też
mentalnie. Zaczyna Cię męczyć jego obojętność, zaczynasz nawet
wypytywać o mnie, o nasze małżeństwo, o jego podejście i poglądy.
A on
bardzo brutalnie sprowadza Cię na ziemię.
Nigdy
nie byłaś kandydatką na partnerkę. Spodobałaś mu się wizualnie
i tyle. Nie zostawi mnie, nie ma takiej opcji. Jestem tą, na którą
czekał całe życie, umarłby, gdybym nagle zniknęła z jego
świata. Nie masz prawa wnikać w nasze małżeństwo, bo nic nie
znaczysz. Jesteś, bo na razie robisz dobrą laskę, kiedy mu się
znudzisz, przestanie przyjeżdżać i zajmie się mną tak, jak na to
zasługuję.
Myślisz, że to skurwysyn.
I
masz rację.
On
sam tak o sobie myśli, tylko nie powie Ci tego w twarz. Nie wyjawi,
jak wiele godzin przesiedział w samochodzie, zastanawiając się, co
on właściwie wyrabia. Przecież ma mnie, czułą, kochającą,
zawsze gotową do pomocy. Tak wiele dla niego zrobiłam i robię
nadal. Nawet zajmuję się jego ciężko chorą matką, wstaję do
niej w nocy, pielęgnuję, biegam po lekarzach. On miał tylko
zarabiać, utrzymać nas i zapewnić spokój.
W
końcu coś w nim pęka. Widzi, że staję się coraz bardziej
podejrzliwa. W jego sercu rośnie strach i pilnuje, by nigdzie nie
zostawić telefonu – bo przecież mogłabym go przeszukać. A nieraz wypadnie mu z głowy, by usunąć wiadomości na Messengerze, bo tam zazwyczaj
się z Tobą kontaktuje.
Zupełnie
zapomina, że nigdy go nie szpiegowałam i nie kontrolowałam.
Jeździł gdzie chciał, nawet na całonocne imprezy z kolegami. A
przynajmniej robił tak, dopóki Koronawirus nie pozamykał
wszystkich lokali. Wie, że to co robi może nie jest jakoś
drastycznie złe, bo ludzie się zdradzają nie od dziś, ale ma
świadomość tego, że strasznie tym mnie krzywdzi. Uświadamia
sobie, do czego może dojść, jeśli wszystko wyjdzie na jaw.
Zaczyna
Cię odwiedzać rzadziej. W końcu przyjeżdża tylko po to, by to
zakończyć. Widzisz po nim, w jak wielką paranoję popadł. Jak
ogromny strach go obleciał. Nie chce Ci się nawet tłumaczyć. Po
prostu masz o nim zapomnieć i tyle. Bo to będzie lepsze dla całej
naszej trójki, a nawet czwórki, bo przecież Ty też jesteś w
związku.
Tylko
Ty się zakochałaś.
Traktował
Cię przedmiotowo, chłodno i protekcjonalnie, ale przy nim czułaś
się ważna i w pewien sposób szczęśliwa. Miałaś nadzieję, że kiedyś poczuje to samo i
razem ogłosicie światu swoją miłość. Nie byłaś gotowa na
odrzucenie, na ten ból, który Ci zadał.
I
nie zamierzałaś tego tak zostawić.
Odezwałaś
się do mnie, bo podobno obudziła się w Tobie solidarność
jajników. Zrozumiałaś swój błąd, romansując z żonatym
facetem, krzywdzisz też jego rodzinę. Twoje sumienie nie dawało Ci
spokoju, więc chciałaś mnie przeprosić.
Ale
ja wiem, że to kłamstwo.
W
Twoich wiadomościach wyczuwam desperację, ból i zemstę. Nigdy nie
chodziło o wyrzuty sumienia, zwyczajnie chciałaś, by cierpiał
tak, jak cierpisz Ty. Może liczyłaś, że go zostawię, zrobię
awanturę i wyrzucę z domu, a wtedy on nie będzie miał wyboru i
wróci do Ciebie. Nie spodziewałaś się jednak, że nie jestem
typem wrzeszczącej, rozhisteryzowanej żony.
Zabolało.
Och, jak bardzo boli świadomość, że człowiek, którego tak
kochałam, oszukał mnie i zranił. To było trochę tak, jakbym
zaczęła się rozpadać na małe kawałeczki. Wasz romans rozbił
mnie psychicznie, zdeptał moje serce i zabił zaufanie.
Napisałaś
do mnie około godziny dziewiątej rano. Wyjaśniłaś wszystko,
nawet wysłałaś screeny rozmów, w których pisał, jak bardzo
czeka, by „wsadzić fiuta w Twoje usta”. Był wtedy w pracy, więc
zadzwoniłam do niego i powiedziałam krótko: „ o wszystkim wiem”.
Nie
pytał, od razu się domyślił, że to Twoja sprawka. Oczywiście
niemal natychmiast padły słowa przeprosin, błagań i deklaracja,
że wraca do domu, on musi mi to przecież wyjaśnić.
Powinnam krzyczeć, powinnam zrównać go z ziemią, ale poczekałam.
Pozwoliłam, by usiadł na naszej kanapie, w naszym salonie i zaczął
opowiadać o tym, dlaczego tak bardzo pragnął Cię mieć.
Problem
polegał na tym, że nie potrafił mi tego racjonalnie wytłumaczyć.
Kocha
mnie, wiem o tym i widzę to w jego oczach. Dostrzegam również to
poczucie winy, jakie w nim drzemie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z
tego, jak bardzo płakał, błagając o wybaczenie. Był niczym małe
dziecko, chłopiec, któremu odebrano zabawkę. Dosłownie wył ze
strachu, że się spakuję i odejdę. Zabiorę wszystko, co mu dałam,
całą moją miłość, troskę i czułość, a następnie odejdę
gdzieś, gdzie w końcu zostanę doceniona.
Czegoś
mu brakowało i znalazł to u Ciebie. Nie traktował tego jak coś
długotrwałego. Wyznał, że od początku miałaś być tylko
przygodą, nie miałaś większego znaczenia dla niego. Ale to nie
było dla mnie ważne. Bo mnie nie interesowało jakie znaczenie
miałaś, chciałam zrozumieć, czemu nie przyznał się sam, czemu
nie powiedział, skoro tyle razy pytałam.
Powodem
był paniczny strach.
On
beze mnie jest jak niemowlę bez matki. Nie byłby w stanie
przetrwać. To ja od dziesięciu lat dawałam mu motywację do walki
i życia, to ja napędzałam go do działania. Stałam się
powietrzem, bez którego nie mógłby oddychać.
Wiem,
że cierpisz. Wyobraź sobie, jak muszę cierpieć ja. Ciebie z nim
łączyła tylko cielesność, ja przez te wszystkie lata,
wypracowałam relację psychiczną, bardzo bliską, dosłownie
intymną. Tak, mam do niego pretensje, w końcu przez te wszystkie
lata ani razu nie spojrzałam na innego mężczyznę, ale również
mam pretensje do Ciebie.
Bo
pozwoliłaś, by żonaty facet zawrócił Ci w głowie. Ty, kobieta,
pozwoliłaś, by zraniono drugą kobietę. Ty, która kiedyś także
zostałaś zdradzona, przyczyniłaś się do mojego bólu.
Wiem,
że bardzo to Ciebie interesuje – nie wyrzuciłam go z domu.
I
nie wiem, jak dalej będzie wyglądało moje małżeństwo, bo oboje
je zniszczyliście. Mam jedynie nadzieję, że Ty, droga kochanko
mojego męża, nigdy nie będziesz musiała czuć tego cierpienia.
Życzę Ci tego z całego serca.
Trzymaj
się, Zdradzona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz