niedziela, 12 lutego 2023

LOTTE - Rozdział 11

 

W czwartek, kiedy weszłam do szkoły, niemal natychmiast pojawiła się przy mnie Ilona, wraz ze swoją świtą pustych przyjaciółeczek, które z całą pewnością pragnęły wyglądać jak lalki Barbie. Ona oraz jej trzy koleżanki – Sandra, Daria i Angelika zawsze nakładały tonę tapety, włosy skrzętnie prostowały i udawały, że były miss świata. Teraz jednak, chwyciły mnie za kurtkę, zaciągnęły do łazienki, a tam Ilona pchnęła mnie na ścianę, jakbym była jakimś workiem kartofli.
Pogięło cię? – zawołałam.
Masz się od niego odczepić, ty jędzo! – wrzasnęła i odrzuciła do tyłu swoje długie, blond włosy.
O czym ty mówisz? – zapytałam poirytowana. Naprawdę nie miałam ochoty wysłuchiwać tej bandy pustych idiotek.
Masz się odpierdolić od Kulczyckiego, jasne?! – Znów mnie pchnęła.
Co ty bredzisz, Ilona? – Spojrzałam na jej towarzyszki.
Wszystkie spoglądały na mnie tak buntowniczo, że normalnie czułam się baranek rzucony na pożarcie piraniom. Chociaż nie... czułam się jak zdrowy człowiek wepchnięty do pokoju pełnego wariatów.
Wiem, że na niego lecisz – wycedziła i chwyciła mnie za koszulę, wystającą spod rozpiętej kurtki.
No nie...
Ale masz się od niego odczepić, rozumiesz? On jest mój!
Po pierwsze – chwyciłam jej dłoń i oderwałam ode mnie – to koszula z NOWEGO JORKU, kumasz? York City, baby. Po drugie: swoje gorzkie żale zanieś do kościoła, bo ja nie jestem księdzem, żeby tego słuchać. A po trzecie: zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś za głupia, za brzydka, i w ogóle zbyt kretyńska, żeby Kulczycki zwrócił na ciebie uwagę?
Wszystkie cztery wciągnęły ze świstem powietrze.
Ty wredna, ruda wywłoko! – wywarczała jak wściekły ratlerek. – Myślisz, że nie wiem?! Widzę jak wodzisz za nim oczami, jak biegniesz w skowronkach na te swoje durne lekcyjki!
Ziewnęłam teatralnie, a potem wyminęłam te puste lalunie.
Tak, tak oczywiście – rzuciłam w ich stronę. – Nie wiem, co brałaś, ale chętnie też spróbuję, bo masz zajebiste wizje. – Otworzyłam drzwi i wyszłam z łazienki.
Mój Boże, jak można być tak tępym? I to jest plemnik, który wygrał? Serio?
Nagle usłyszałam za sobą wściekły pisk i zanim się zorientowałam, Ilona już szarpała mnie za włosy, drapała po ramionach i kopała w nogi. Przez pierwszą chwilę byłam tak zaskoczona nagłym napadem na moją skromną osobę, że pozwalałam rwać sobie włosy z głowy, ale po chwili przestałam być bierna i też chwyciłam ją za te blond kudły.
Ty szmato! – wrzeszczała, okładając mnie tymi swoimi bladymi łapami.
Wokół nas chyba zebrał się tłum, bo broniąc się przed tą skończoną idiotką, słyszałam krzyki innych uczniów. Coś w stylu: „dawaj!”, „wal ją!”, „z buta! Z buta w ryj jej!”. Nie wiem. Naprawdę nie mam pojęcia jak dałam się wciągnąć w tę bójkę. Ja, Charlotte Bright, okładałam się pięściami na korytarzu szkolnym? Trzeba zapisać tę datę w kalendarzu.
Ktoś chwycił moje ramię i próbował odciągnąć od Ilony, ale ta uporczywie trzymała mnie za włosy i okładała kopniakami kolana. I w sumie, nie byłam lepsza, bo robiłam dokładnie to samo.
Puść ją, Ilona! – wrzasnął Bartek.
To on trzymał mnie za ramię, a drugą ręką próbował chwycić dłoń dziewczyny.
Pojebało cię?!
Podszedł do nas ktoś jeszcze, ale nie widziałam kto, bo ta blond dziunia puściła moje włosy i chciała mi przywalić z pięści w nos, jednak Bartek wskoczył przede mnie, niczym rycerz w lśniącej zbroi.
Nie wtrącaj się! – wrzasnęła, próbując go wyminąć, jednak zagrodził jej drogę.
Krystian chwycił Ilonę w pół i zaczął odciągać, ale łatwo nie miał, bo debilka szarpała się, jakby dostała ataku furii.
No pięknie. Naprawdę zajebiście. Z samego rana już musiałam stoczyć pojedynek z chodzącą lalką barbie i to z powodu nauczyciela. A nie mówiłam, że wpakowałam się w gówno? Szczytem moich marzeń było robić z siebie widowisko na środku korytarza. Serio. Do wszystkiego brakowało tylko przyczyny tego zamieszania, czyli samego Kulczyckiego.
W porządku? – zapytał Bartek, odwracając się w moją stronę.
Tak, jasne – rzuciłam. Moje serce waliło jak szalone, bolała mnie głowa od szarpania, i dyszałam jakbym przebiegła miliony kilometrów, ale tak... było w porządku.
O co poszło? – zapytał. Schylił się, podniósł mój plecak, a tłum zaczął się rozchodzić.
A bo ja wiem? – Wzruszyłam ramionami i zabrałam od niego plecak. – Rzuciła się na mnie, jak jakaś wariatka. – Piekła mnie prawa skroń.
Bartek sięgnął do kieszeni i wyciągnął paczkę chusteczek higienicznych. Wyjął jedną z opakowania, a potem mi ją podał, chociaż zupełnie nie wiedziałam, po co.
Podrapała cię – wyjaśnił, gdy przez chwilę gapiłam się na niego.
Och... – Tylko tyle z siebie wydusiłam, przykładając papier do skroni.
Na pewno wszystko ok? – dopytywał. – Może chcesz iść do higienistki?
Nie. Nie potrzebowałam nigdzie iść. Potrzebowałam się uwolnić od bagna, w jakie wdepnęłam.
Naprawdę jest w porządku, Bartek – powiedziałam. – Dzięki. Za ratunek też.
Posłał mi lekki uśmiech.
Polecam się na przyszłość – rzucił wesoło. – Idę do szatni, daj kurtkę, zaniosę przy okazji – dodał i zawiesił na jedno ramie swój czerwony plecak.
Jezu, jesteś wielki. – Szybko ściągnęłam kurtkę.
Bartek wziął ją ode mnie i odszedł, witając się jeszcze uściskiem dłoni z jakimś szatynem, którego znałam tylko z widzenia. Ja ruszyłam pod salę, gdzie już czekała na mnie Sara, a jej oczy błyszczały z podekscytowania.
Powiedz, że dałaś jej popalić – powiedziała, jak tylko podeszłam. – Wyrwałaś jej połowę klatrów z głowy? Przywaliłaś z prawego sierpowego? Sprzedałaś porządnego liścia?
Skąd wiesz o bójce? – zapytałam, zerkając na chusteczkę.
Kobieto! Wszyscy o tym gadają! – Uśmiechnęła się szeroko. – Należało się tej suce porządne manto. Niech wie, że z Bright się nie zadziera!
Jeju, puknij się w głowę – powiedziałam. – To ona mnie zaatakowała. Jest zazdrosna o... – rozejrzałam się czy nikt nie podsłuchuje – o Kulczyckiego – dodałam ciszej.
Sara zmarszczyła brwi.
Są ludzie i taborety – skwitowała, uważniej przyglądając się mojemu zadrapaniu. – Do wesela się zagoi. – Znów posłała mi szeroki uśmiech.
Pan Robert spóźnił się na lekcje niemal piętnaście minut. Tego dnia miał na sobie szary sweter wciągany przez głowę, zwykłe jeansy i białe adidasy, a jego włosy były w lekkim nieładzie. Dokładnie tak, jakby zaspał i dopiero wstał z łóżka. Moje serce szybciej zabiło na jego widok, natomiast mózg pokazał środkowy palec i odwrócił się plecami. Usiadłam na swoim zwykłym miejscu, jednak mężczyzna odłożył dziennik na biurko i rozejrzał się po klasie.
Pouczcie się słówek z piątego rozdziału – rzekł. – Później kogoś przepytam. – Spojrzał w moją stronę, ale minę miał dziwnie srogą. – Charlotte i Ilona pójdziecie ze mną.
Spojrzałam na przyjaciółkę wielkimi oczami, a ta wzruszyła ramionami.
Wstałam i wraz z moją niedawną rywalką wyszłyśmy z sali za nauczycielem. Kulczycki prowadził nas w stronę pokoju nauczycielskiego w zupełnym milczeniu. Doskonale wiedziałam, że zapewne chodzi o bojkę, bo po co wzywałby nas obie? Tylko czy wiedział, że to on był przyczyną tego całego zamieszania?
Profesor otworzył przed nami drzwi do królestwa nauczycieli i wskazał dłonią, że mamy wejść pierwsze.
Pokój był duży, ściany miały kolor bieli, a na środku stała sofa przykryta zielonym kocem w kratkę. Przed nią niewielki, porysowany stolik do kawy oraz dwa fotele. Na prawo znajdowały się dwa duże regały wypełnione książkami, między którymi było przejście, chyba do dalszej części pomieszczenia. Na lewo stała ławka z jakiejś klasy, na niej czajnik, szklanki i talerzyki, poukładane jeden na drugim. Nad ławką wisiała niewielka półka, która została wypełniona kolorowymi puszkami.
Kulczycki wskazał ręką, że mamy usiąść na sofie, sam zaś zajął miejsce na fotelu i spojrzał groźnie najpierw na Ilonę, później na mnie.
Mam dzwonić po rodziców, czy od razu wzywać policję? – zapytał ostro, bez ogródek, tak prosto z mostu.
Policję? Po cholerę mu policja? Ilona spuściła głowę i chyba zamierzała udawać niewiniątko, więc pan Robert, swoje szare spojrzenie wbił wprost we mnie.
Nic nie zrobiłam – powiedziałam. – To Ilona mnie zaatakowała.
Zamknij się! – syknęła w moją stronę.
No świetnie! Jeszcze zamierzała mi rozkazywać!
Nie wiem, która zaczęła – powiedział. – W szkole są kamery, widziałem tylko jak okładacie się pięściami na korytarzu. Zanim zbiegłem na dół, było już po wszystkim, ale to nie zmienia faktu, że pobiłyście się na terenie szkoły. – Znów spojrzał na Ilonę. – O co ta bójka?
Cóż... jakby to powiedzieć... o ciebie, pomyślałam. Ten bezmózgowiec jest zazdrosny i stąd ta afera.
O nic – powiedziała cicho Ilona.
Naprawdę, o nic? – zapytałam, patrząc na nią. – Zaatakowałaś mnie od tak?
Mówiłam już, zamknij ryj!
Dobra, dzwonię po policję. – Mężczyzna wyciągnął telefon z kieszeni, a Ilona drgnęła.
Nie! – zawołała. – Niech pan nie dzwoni!
Nie będę wysłuchiwał jakichś bzdur – powiedział ostro. – Albo zaczniesz normalnie rozmawiać, albo dzwonię i do rodziców, i na policję. – Znów spojrzał na mnie. – O co poszło? I nie mów mi, że mam pytać Ilony, bo zamiast do twojej matki, zadzwonię do ojca.
Szczęka mi opadła. Co za wredny pajac!
Ilona jest zazdrosna o faceta – warknęłam zła. Jak ten cholerny Adonis, mógł mnie szantażować ojcem?
Kulczycki rozchylił usta, jakby nie wierzył własnym uszom.
Słucham? – zapytał.
Uważa, że chcę jej zabrać faceta sprzed nosa, co jest gówno prawdą. – Spojrzałam na koleżankę. – Prawda Ilonka?
Rzuciła mi krótkie, złowrogie spojrzenie.
Prawda – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Już wszystko sobie wyjaśniłyśmy, to było nieporozumienie.
Nauczyciel patrzył raz na mnie, raz na nią. A ja? A ja wstałam i chciałam sobie pójść. Nie miałam ochoty i przyjemności przebywać z tymi ludźmi w jednym pomieszczeniu. Nikt nie będzie mnie szantażował, zwłaszcza moim durnowatym ojczulkiem. Ilona też wstała, jednak niepewnie.
Ilona, ty możesz iść – powiedział pan Robert. – Waszych rodziców i tak poinformuję o zajściu, numery telefonów już spisałem z dziennika.
Dziewczyna wyglądała tak, jakby chciała coś powiedzieć, ale w końcu kiwnęła tylko głową i ruszyła do wyjścia. A ja zaraz za nią. Chciał dzwonić do mojej matki? Proszę bardzo! Miałam to szeroko w dupie!
Charlotte, ty zostań.
Usłyszałam jego głos i spojrzałam w te szare oczy. Byłam wkurwiona, jak diabli. Ilona wyszła z pokoju nauczycielskiego i zamknęła za sobą drzwi. Odczekałam chwilę aż odejdzie, wzięłam głębszy oddech i robiłam co mogłam, by nie wybuchnąć.
Nie wiem, o co, ci człowieku chodzi – powiedziałam – ale gówno mnie obchodzi, gdzie zadzwonisz. Nie będziesz mnie szantażował moim ojcem, ani nikim innym, rozumiesz?! – No cóż... nie wyszło. Wybuchłam.
Nie zapominaj się – powiedział i wstał. Nawet jeżeli był zaskoczony moim zachowaniem, to skrzętnie to ukrywał. – Jestem twoim nauczycielem.
Ach, teraz jesteś nauczycielem? – zapytałam z ironią. – A kim byłeś, kiedy mnie całowałeś? – Odwróciłam się i chciałam odejść, ale poczułam jak mężczyzna chwyta mnie za nadgarstek i odwraca w swoją stronę.
Chciałaś normalności – przypomniał. – Więc jest normalność. Biłaś się w szkole, a ja jako twój nauczyciel, muszę na to reagować. Twojej wychowawczyni nie ma, i na razie nie będzie, więc to ja przejmuję jej obowiązki wobec całej twojej klasy.
Jak to nie ma? I nie będzie? Jeszcze tego brakowało, żeby objął wychowawstwo mojej klasy!
Jeżeli szantażowanie uczennicy, jest dla ciebie normalnością, to gratuluję światopoglądu – powiedziałam i spróbowałam wyrwać rękę, ale na marne.
Uścisk Roberta był mocny, ale nie na tyle, by sprawiał ból. Wręcz przeciwnie, po całym moim ciele rozchodziło się to przyjemne mrowienie, gorąco, które docierało do nawet najskrytszych zakamarków.
Dziewczyno, czy ty oszalałaś? – zapytał łagodniej. – Niczym cię nie szantażuję, nie jestem tutaj od tego. – Poluźnił uścisk, jednak nie zabrał dłoni. – Nie chcę, byś pakowała się w kłopoty.
Uwierz, że ja też tego nie chcę – odpowiedziałam. – Ja się tylko broniłam.
Robert westchnął.
W porządku – rzekł. – Wiesz, że muszę zadzwonić do twojej mamy. – Palce mężczyzny zaczęły się przesuwać w dół.
Teraz dotykały mojej dłoni, którą jak się okazuje, miałam zaciśnięte w pięść i nawet o tym nie wiedziałam. Ale on nie mógł mnie dotykać... Nie mógł! Jednak jego skóra była tak cudownie ciepła, taka szorstka.
Wiem – odpowiedziałam, niemal szeptem.
Biłyście się w miejscu, gdzie sięga kamera. Dyrektor może być zainteresowany, więc lepiej żebym porozmawiał z twoją mamą.
Chyba mi się wydawało, ale oczy mojego nauczyciela zaszły taką jakąś ledwo dostrzegalną mgłą. Chyba Ilona poturbowała mnie bardziej, niż przypuszczałam.
Okej.
Dłoń Roberta trzymała moją, jego szare oczy ponownie wpatrywały się w moje. Przecież miało być normalnie... Między nami zapadła cisza, pełna... sama nie wiem czego. Kulczycki delikatnie – i chyba niechętnie – puścił moją dłoń i zrobił trzy kroki w tył. Między nami nic nie było normalnie. I chyba już nigdy takie nie będzie.
Lekcje mijały spokojnie. Po powrocie do sali, Robert ogłosił całej klasie, że nasza wychowawczyni nabawiła się zapalenia płuc i na czas jej nieobecności, to on będzie sprawował rolę naszego wychowawcy. Podczas zajęć zachowywał się tak jak zawsze, i nie pokazywał, że między nami do czegoś doszło. Znów zaczęłam się bać zajęć indywidualnych. Podczas normalnych lekcji było wszystko w porządku, ale kiedy zostawaliśmy sami, tworzyła się między nami dziwna, magnetyczna siła. Bliska obecność tego mężczyzny zabierała mi możliwość skupienia się i nie potrafiłam zebrać myśli.
Byłam pewna, że powrót do normalnych relacji między nami, będzie prostym zadaniem. Ten jeden, namiętny pocałunek, planowałam wymazać z pamięci i żyć tak jak wcześniej, ale niestety ogromnie się myliłam. Zamiast coraz lepiej, było coraz gorzej, bo obudziło się we mnie pragnienie powtórzenia tej krótkiej, zakazanej chwili zapomnienia.
Wieczorem siedziałam na łóżku i przeglądałam coś na laptopie, kiedy z dołu dobiegł mnie dźwięk trzaskających drzwi, a następnie gwałtowne tupanie damskich obcasów. Było to tak intensywne, że dziwiłam się, iż schody nie pękły pod naporem, a kilka sekund później drzwi mojego pokoju otworzyły się z impetem i odbiły od ściany. W progu stanęła matka Teresa, rzuciła na moje łóżko swoją torebkę, następnie kurtkę i oparła ręce na biodrach. Jej spojrzenie mówiło, że chyba wymordowałam jej pół rodziny.
Bójka w szkole! – zawołała, dysząc jak ktoś z wścieklizną. – Bójka! Moja własna córka, okłada się pięściami, jak jakiś szermierz!
Pięściarz – poprawiłam ją.
PRZESTAŃ! – krzyknęła. – Nie wiem, co ci strzeliło do tego twojego łba, ale nie życzę sobie, żeby dzwonił do mnie jakiś tam nauczycielek, i pieprzył mi farmazony o tym, że moje dziecko zamiast się uczyć, chodzi do szkoły po to, by robić z siebie worek treningowy!
Oderwałam wzrok od ekranu laptopa i spojrzałam na Teresę. Czy mi się wydawało, czy ta kobieta, pierwszy raz w życiu, gadała jak NORMALNA matka?
Dobrze się czujesz? – zapytałam.
Do jasnej cholery, Charlotte Bright, natychmiast mi to wyjaśnij! – wrzasnęła.
Broniłam się tylko – powiedziałam. – To Ilona mnie zaatakowała. Miałam stać i pozwolić, żeby wyrwała mi wszystkie włosy?
Mama wypuściła z płuc powietrze i opadła na łóżko, obok mnie.
Dzwonił do mnie ten twój nauczyciel – zaczęła nieco spokojniej. – Ten Kluczyński.
Kulczycki – ponownie ją poprawiłam.
Nieważne. – Machnęła ręką. – W każdym razie, dzwonił i powiedział, że zrobiłyście z koleżanką ring ze szkolnego korytarza.
Niczego nie robiłam! – zawołałam. – Wyszłam z łazienki, a Ilona na mnie z pięściami skoczyła!
Nieistotne. – Uniosła rękę, jakby chciała mnie przed czymś powstrzymać. – Dowaliłaś jej chociaż? – dodała.
Okej... Matka Teresa wróciła.
A bo ja wiem... – Wzruszyłam ramionami. – Chyba odniosłam większe obrażenia. – Wskazałam niewielkie zadrapanie na skroni.
Chwyciła moją brodę w dwa palce i odwróciła mi głowę w bok, by lepiej się przyjrzeć.
Co za suka – skwitowała, a ja parsknęłam śmiechem.
Mam szlaban? – zapytałam.
Mama zrobiła minę, jakby się poważnie nad tym zastanawiała.
W sumie, nie umrzesz od jednego szlabanu. – Uśmiechnęła się.
Zero wychodnego? – Udałam zawiedzioną.
Zero – potwierdziła. – Szkoła, dom i te sprawy. – Puściła w moją stronę oczko, a następnie wybuchła śmiechem.

(Sara)

W tym samym czasie, Sara bez pukania weszła do pokoju swojego przyszywanego brata. Chłopak siedział przy komputerze ze słuchawkami na uszach, i grał w jakąś – jak wywnioskowała – brutalną grę. Na ekranie tryskała krew, a animowane postaci padały martwe u stóp człowieczka, którym sterował Artur. Nie zauważył jej, więc opadła na łóżko i chwyciła książkę, która leżała na stoliku nocnym. Przewróciła się na bok, by być przodem do Artura i zaczęła przeglądać strony, czytając niektóre fragmenty. Wywnioskowała, że chłopak lubił czytać kryminały i skrzywiła się nieznacznie. Nie przepadała za taką literaturą.
Artur spojrzał na Sarę ze zdziwieniem. Wcisnął pauzę, ściągnął słuchawki i zawiesił je sobie na karku.
Nie pomyliłaś pokoi? – zapytał, jednak ton był spokojny i uprzejmy.
Mam sprawę – powiedziała i zamknęła książkę. – Rodzice wyjeżdżają z dziewczynkami na weekend – zaczęła.
Wiem – odpowiedział. – Twoja mama mówiła przy kolacji.
Chcę zrobić imprezę. – Spojrzała wprost na Artura. – Dużą imprezę. Taką z prawdziwego zdarzenia.
Uniósł jedną brew do góry.
A rodzice o tym wiedzą?
Właśnie o tym chcę z tobą pogadać. – Wstała. – Mają się nie dowiedzieć.
Artur zaśmiał się cicho.
Chcesz żebym nie kablował, że planujesz rozpierdziel domu – zgadł. – A może całkowicie mam się ulotnić na czas zabawy?
Wystarczy, że będziesz cichutko siedział w swoim pokoju, i nikomu nie piśniesz słówka. – Założyła ręce na piersi.
Dobre – znów się zaśmiał. – Niezła jesteś, przyznaję. Ale nie będę brał udziału w tym przedstawieniu.
Sara zrobiła srogą minę, pochyliła się i dłonie położyła na podparciach fotela, na którym siedział Artur. Spojrzała prosto w jego niebieskie oczy.
Posłuchaj mnie, ty marna imitacjo faceta – zaczęła groźnie – chcę zrobić imprezę i ją zrobię. Nawet jeżeli będę musiała cię związać i zamknąć na strychu.
Uuu – zmarszczył czoło – bo się przestraszę.
Zacisnęła zęby ze złości. Chwyciła Artura za włosy i odciągnęła jego głowę do tyłu.
Pytam po raz ostatni – rzekła. – Nie wykapujesz mnie?
Patrzył przez chwilę na Sarę, a potem na jego usta wkradł się krzywy, kpiący uśmiech. Chwycił dłonie dziewczyny, szybko wstał, wyginając jej ręce do tyłu i zamknął w żelaznym uścisku na plecach. Stali tak blisko siebie, że stykali się ciałami. Sara musiała zadrzeć głowę do góry, by móc patrzyć na Artura, a ten wciąż się uśmiechał. W jego oczach tańczyły wesołe ogniki i nastolatka zrozumiała, że chłopak się z nią droczył.
A co ja będę z tego miał – wyszeptał jej do ucha – księżniczko?
Świnia! – wyrzuciła z siebie i spróbowała oswobodzić ręce, ale na marne.
Artur nie poluzował uścisku.
Jeden taniec – powiedział normalnym głosem, patrząc na dziewczynę z góry. – Zatańczysz ze mną na tej swojej imprezie. – Puścił ją i Sara natychmiast się cofnęła.
Spadaj! – zawołała, uderzyła Artura w ramię i wybiegła z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami.
Serce waliło jej w piersi, krew w żyłach wrzała, a na uchu nadal czuła jego oddech. Oparła się plecami o drzwi i wypuściła z płuc powietrze. Taniec. Jeden, jedyny taniec, w zamian za milczenie. Na twarz Sary, mimowolnie, wkradł się delikatny, szczery uśmiech.

_____________________

To już ostatni rozdział z maratonu LOTTE. 
Kolejny pojawi się niedługo :) 

W kwietniu debiutuję na rynku wydawniczym z moim ukochanym dzieckiem literackim pt. Zapach róży. Książka już jest dostępna w przedsprzedaży w EMPIK   <--- KLIKNIJ :)

Niedługo pojawi się tutaj więcej wpisów. Pozdrawiam cieplutko!

LOTTE - Rozdział 10

 (Robert)

Robert Kulczycki opadł na rogówkę w swoim salonie i zakrył oczy dłonią. Jak mógł się tak zachować? Doskonale wiedział, że całą winę za incydent w sali ponosił on i tylko on. Charlotte nie była niczemu winna. To on do wszystko doprowadził, on zainicjował, mimo tego, że nie powinien. Jako nauczyciel zawsze starał się traktować uczniów na równi, ale w młodej Charlotte było coś, co zaczynało go fascynować. Pragnął poznać jaka jest poza szkołą, dowiedzieć się co lubi, jakie ma hobby i upodobania. Imponowała mu swoją radością życia, uśmiechem, który praktycznie nie schodził jej z twarzy. Aż do tamtego dnia...
Chyba nigdy nie zapomni jej oczu, zagubionych i wystraszonych, kiedy odsunęła się od niego. Nie wyrzuci z pamięci jej paniki i nagłej ucieczki. Robert nie dziwił się swojej uczennicy. Będąc na jej miejscu, zapewne zareagowałby tak samo. Doskonale wiedział, że popełnił bardzo duży błąd, posunął się o wiele za daleko, dlatego chciał to jak najszybciej naprawić. W obecnej sytuacji był nawet skłonny poprosić innego nauczyciela, by zastąpił go podczas indywidualnych zajęć. Nie chciał niszczyć życia nastolatce, która dopiero wchodziła w dorosłość. Nie chciał mącić w jej świecie, chociaż wszystko mu mówiło, że już to zrobił.
Kulczycki zawsze przestrzegał swoich granic. Był nauczycielem od wielu, wielu lat, ale nigdy nie zdarzyło mu się postąpić w taki sposób. Miał przecież wiele uczniów. Uczył całe klasy, dawał indywidualne lekcje i korepetycje uczniom innych szkół. Często przychodziły do niego młode, atrakcyjne dziewczyny, maturzystki z pobliskich liceów lub studentki, ale Robertowi nigdy nie zdarzyło się na żadną z nich, spojrzeć inaczej, niż na zwykłą uczennicę. W szkole uchodził za nauczyciela – kumpla, ale potrafił wytyczyć i postawić jasne granice oraz warunki i wszystko odbywało się na jego zasadach. Doskonale też wiedział, co uczennice o nim mówiły – grono pedagogiczne również miało swoje przecieki i lubiło plotkować, jednak Robert uważał, że to zwykłe młodzieńcze zauroczenie, które minie równie szybko, jak się pojawiło. Wszystkie dziewczęce zaloty ignorował na tyle, na ile mógł, a kiedy stawały się zbyt odważne lub nieetyczne, rozmawiał z taką nastolatką i uświadamiał, że był nauczycielem i powinna go traktować wyłącznie w taki sposób.
Dlatego, dla samego Roberta zagadką było jego zachowanie. W sali to on stał się niczym te wszystkie, trzepoczące rzęsami nastolatki. Doprowadził do sytuacji, która nie powinna mieć miejsca. Nawet jeżeli Charlotte go fascynowała, on jako dorosły mężczyzna, powinien zdusić to w sobie i odizolować się od dziewczyny tak bardzo, jak było to tylko możliwe. Nie powinien był proponować jej indywidualnych lekcji, a jeśli już to jego obowiązkiem było wycofać się z tego w momencie, w którym zauważył, że coraz ciężej było mu odpędzić się od myśli o siedemnastolatce. Powtarzał sobie, wmawiał, że Charlotte Bright to jego uczennica i nie miał prawa jej tknąć, jednak jak widać, wmawianie sobie, a robienie – to dwie różne rzeczy. Czy dziewczyna się go przestraszyła? Na pewno. Mogła go nawet uznać za zboczeńca, ale Robert taki nie był. Nigdy w życiu, nie zbliżyłby się do żadnej kobiety, a zwłaszcza uczennicy, mając tylko i wyłącznie pobudki cielesne. Zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli Charlotte zechce komuś opowiedzieć, co się wydarzyło, mógł wpaść w poważne tarapaty. Groziła mu utrata pracy, a nawet prawa do wykonywania zawodu, a to byłaby dla niego katastrofa.
Robert Kulczycki był nauczycielem z powołania. Już jako mały chłopiec, uwielbiał uczyć innych i pomagać w nauce. Zawsze miał najlepsze świadectwa, i chociaż nie poświęcał dużo czasu na ślęczenie nad książkami, to jego średnia była wręcz imponująca. Mając piętnaście lat, udało mu się dostać do prestiżowej szkoły z internatem w Nowym Jorku. To tam nauczył się języka i studiował. Po ukończeniu szkoły, wrócił do Polski w jednym celu – chciał uczyć młodzież.
Mieszkanie w USA nie było dla Roberta łatwe. Dopóki chodził do szkoły średniej, miał zapewnione lokum oraz opłatę za naukę – otrzymał stypendium do ukończenia szkoły. Jednakże kiedy poszedł na studia, zmuszony był zadbać o siebie samodzielnie. Rodziców mężczyzny nie było stać na to, aby opłacić jego edukację, więc Robert zatrudnił się na zmywaku w jakiejś upadającej, chińskiej restauracji. Warunki były okropne, płaca marna, ale nie miał większego wyboru. Później udało mu się zdobyć zatrudnienie w jednym z nocnych klubów, jako barman. Zarywał niemalże każdą noc, rozlewając drinki i ucząc się z zeszytu, ukrytego pod ladą baru. Sypiał po dwie, trzy godziny dziennie, jadł niewiele, ale osiągnął swój cel i został nauczycielem. Wrócił do Polski i niemal natychmiast znalazł pracę jako nauczyciel w szkole podstawowej. Później pracował w gimnazjum, aż zatrzymał sięna dłużej w liceum.
Krótko po powrocie z USA poznał Kingę – swoją żonę. Nigdy nie dażył jej uczuciem, a ich związek opierał się raczej na zwykłej przyjaźni, jednak gdy się okazało, że Robert zostanie ojcem, bez wahania poślubił Kingę, aby zapewnić jej i ich dziecku dobry byt. Małżeństwo niestety przechodziło poważny kryzys i obecnie byli w separacji, a im dłużej to trwało, tym bardziej mężczyzna przekonywał się, że powinien to zakończyć.
Tamtej nocy profesor nie sprał dobrze. Szczerze powiedziawszy, nie spał prawie wcale. Próbował się jeszcze skontaktować z Lotte, jednak nastolatka wyłączyła telefon. Zdobycie jej numeru wcale nie było takie trudne, jak sądził. Na jednej z przerw złapał Ilonę i poprosił o numer telefonu Charlotte, pod pretekstem przekazania jej pilnych informacji na temat jutrzejszych zajęć. Dziewczyna nie pytała o szczegóły i bez wahania wstukała w telefon swojego nauczyciela kontakt do koleżanki. Przez cały wieczór miał nadzieję, że nastolatka jednak się zgodzi na spotkanie i pozwoli sobie wszystko wyjaśnić. Jeżeli by zechciała, Robert był gotowy odsunąć się od zajęć indywidualnych, aby dziewczyna nie czuła się skrępowana. Jednak jak miał jej to powiedzieć, skoro nie chciała z nim rozmawiać?
Nie zdziwił się, kiedy Charlotte nie pojawiła się na lekcji. Nie zaskoczyła go również jej nieobecność na zajęciach indywidualnych. Nie miał również pewności, czy w ogóle pojawiła się w szkole, ponieważ nie natknął się na nią na korytarzu. Dotychczas jej ruda głowa mignęła mu przed oczami przynajmniej raz dziennie, tamtego nic jej nie wyłapał.
Kiedy po swoich nieodbytych zajęciach wszedł do pokoju nauczycielskiego, natknął się na rozmowę swojej koleżanki Magdy Lipowicz i nauczyciela historii Pawła Białowąsa. Oczywiście tematem ich rozmowy byli uczniowie, a właściwie jedna uczennica.
Podejrzewam, że ta dziewczyna ma jakieś problemy – powiedziała Magda i założyła nogę na nogę.
Może problemy rodzinne? – zasugerował Paweł, a zaintrygowany Robert usiadł na fotelu.
O kim mowa? – zapytał.
Koleżanka uśmiechnęła się w jego stronę.
O Bright – odpowiedziała. – Ostatnio wagaruje. Dzisiaj, na przykład, nie przyszła na lekcje, a doskonale wiedziała, że jest klasówka z geografii.
Pogoda nie dopisuje – rzekł Robert, mając nadzieję, że jego koledzy nie widzą zakłopotania na jego twarzy. – Może się pochorowała.
Wątpię. – Paweł pokręcił przecząco głową. – Kilka tygodni temu też znikneła. Nigdy jej się to nie zdarzało.
I ubiera się jakoś tak... wyzywająco – dodała Magda.
Kulczycki stłumił w sobie śmiech. Charlotte ubierała się dokładnie tak samo, jak inne nastolatki w jej wieku.
Kiedy zasugerowałam jej mamie, że powinna bardziej zwracać uwagę na strój córki, o mało nie wydrapała mi oczu.
Mnie się wydala bardzo miła – powiedział Robert. – Poza tym nie zapominajcie, że mamy do czynienia z nastolatkami. Wagary, dziwne stroje, fryzury i używki to normalne w ich wieku.
Chcesz powiedzieć, że popierasz tą małolatę? – zapytał Paweł, patrząc na kolegę z niedowierzaniem.
Był otyły a pod nosem widniał siwy wąs.
Nie. – Robert się podniósł. – Nikogo nie popieram, mówię tylko, że dzieciaki w tym wieku już takie są, a wy jako nauczyciele powinniście to wiedzieć.
Chyba powinnam zadzwonić do jej matki – stwierdziła Magda.
Robert o mało nie krzyknął, aby ją powstrzymać. Nie mógł przecież zdradzić, że to on był przyczyną nieobecności Charlotte. Musiał coś zrobić, zanim Lipowicz by się nakręciła, a ta kobieta potrafiła być upierdliwa.
Jeżeli chcesz, to spróbuję porozmawiać z Charlotte lub z jej matką – rzekł. – W końcu mamy te zajęcia indywidualne.
I myślisz, że uda ci się coś wskórać? – zapytała z ironicznym uśmiechem. – Jej matka jest jak kotka z wścieklizną. Zaatakuje cię, jak tylko powiesz złe słowo o jej córeczce.
Przesadzasz, Magda – powiedział Kulczycki i chwycił swoją kurtkę, a następnie plecak. – I nie róbcie z Charlotte nie wiadomo kogo. Może miała gorszy dzień i już.
Bronisz jej jak lew. – Zauważył Paweł. – To tylko głupi dzieciak, Robert.
Mężczyzna zdusił w sobie chęć, przywalenia temu gamoniowi w twarz.
To moja uczennica, a wy oskarżacie ją o jakieś bzdury. Nie macie ku temu żadnych podstaw. – Otworzył drzwi. – Mówię wam, że to tylko gorszy dzień i jutro wszystko wróci do normy.
Obyś miał rację Kulczycki – powiedziała jeszcze Magda, zanim opuścił pokój nauczycielski.

(Charlotte)

Tego dnia celowo nie poszłam do szkoły. Nie dlatego, że mieliśmy klasówkę z geografii, ale dlatego, że nie wiedziałam, jak miałam się zachować względem Kulczyckiego. Ten pocałunek... Nie mogłam o nim zapomnieć. Na początku byłam tym wszystkim zaskoczona i skołowana, ale potem zrozumiałam, że byłam równie winna, co mój nauczyciel. Przecież ja też go całowałam, nie siedziałam, jak ten pal drewna, tylko obejmowałam go i oddawałam pieszczotę, równie namiętnie, co mężczyzna.
Moja przyjaciółka wciąż uważała, że byłam nienormalna i powinnam korzystać z „daru”, jaki otrzymałam od losu. Według niej, byłam jedyną uczennicą w całej szkole, dla której Kulczycki złamał wszystkie swoje zasady. Ja jednak, nie miałam pewności, czy powinnam się z tego cieszyć. W końcu nadal był moim nauczycielem. I przecież nie mogłam wiecznie unikać szkoły, bo mój ojciec, znowu mógł zacząć coś mówić, że niby mama sobie ze mną nie radzi, i powinnam wrócić do Stanów.
Właśnie robiłam sobie herbatę, kiedy mój telefon zasygnalizował nadejście wiadomości. Od poprzedniego dnia, bałam się każdego dźwięku, ogładzającego SMS-a, więc kiedy zobaczyłam, kto był nadawcą, tym bardziej zaczęłam się bać. Patrzyłam przez chwilę na ekran komórki, aż w końcu otworzyłam wiadomość.
ROBERT: Czekam koło marketu.
Że niby co?!
Zerknęłam na godzinę. Była niemalże dwudziesta-druga, market już dawno był zamknięty. Ten człowiek chyba był niepoważny, jeżeli myślał, że wyjdę z domu, bo jemu zachciało się pogawędek. Z drugiej jednak strony, przyjechał tak późno, więc naprawdę musiało mu zależeć na rozmowie. Może było tak, jak mówiła Sara, koleś zaczął się bać, że skomplikuję mu życie.
Przewróciłam oczami, wyłączyłam czajnik i zajrzałam do salonu, gdzie moja mama wesoło trajkotała przez telefon ze swoją wczorajszą randką.
Mamo, wychodzę! – zawołałam, a ta kiwnęła głową i roześmiała się z czegoś. Zaraz potem zrobiła duże oczy.
Hola, hola, młoda damo! – zawołała. – O tej porze?
Idę niedaleko, zaraz wrócę.
Patrzyła na mnie podejrzliwie.
Chłopak chce się ze mną zobaczyć – dodałam, a na twarzy Teresy rozkwitł uśmiech.
A to zmienia postać rzeczy – odpowiedziała.
I to był kolejny dowód na to, że moja mama była zdrowo rąbnięta. Chwyciłam kurtkę w dłonie i wyszłam na chłodny, listopadowy wieczór. Jeżeli ktoś zechciałby mnie napaść w tej ciemnicy, będzie to wina mojego pedagoga i cała odpowiedzialność spada na niego.
Już z daleka widziałam samotny samochód, stojący na parkingu koło marketu. Gdy podeszłam bliżej, w ciemności wyraźnie odznaczały się jasne włosy mojego nauczyciela i bez wątpienia patrzył wprost na mnie. Znów przed oczami stanął mi obraz z poprzedniego dnia. Jego usta na moich, moje dłonie na jego karku, palce pieszczące mój policzek. Mimowolnie uderzyło we mnie niesamowite gorąco.
Opanuj się idiotko, myślałam. Powiesz mu swoje i spadasz do domu. Nic więcej. Żadnego całowania, przytulania, ani nic, jasne?! Mój mózg trzymał w dłoni szpicrutę, gotów walnąć mnie nią, za każdym razem, gdybym zechciała zrobić coś głupiego. Podeszłam do samochodu i wsiadłam na miejsce pasażera.
Pan Robert niemal od razu odpalił i wycofał się bardziej na tyły marketu, prawdopodobnie, by nikt nas nie zauważył.
Cieszę się, że przyszłaś – powiedział. – Chciałem porozmawiać.
Chyba było mu niezręcznie, mi zresztą też, więc mogliśmy sobie podać ręce.
Słucham – powiedziałam i udałam, że na ścianie budynku zauważyłam coś niesamowicie ciekawego.
Wczoraj. – Westchnął i chyba przeczesał dłonią włosy.
Nie byłam pewna, bo głowę miałam odwróconą, ale kątem oka wyśledziłam jakiś ruch.
Charlotte, wybacz mi. Nie powinienem był tego robić. Nie miałam prawa naruszać twojej cielesności i jeżeli będzie trzeba, poniosę za wszystko pełną odpowiedzialność.
Wzruszyłam ramionami.
Stało się, trudno – mruknęłam. – Też jestem winna, bo mogłam pana odepchnąć, kopnąć, albo napluć panu w twarz, a nie zrobiłam tego.
Kopnęłabyś mnie? – zapytał wyraźnie zaskoczony.
Odważyłam się spojrzeć w jego twarz.
Jak każda, broniąca się kobieta – odpowiedziałam. – Także spokojnie. Wiem, co się stało, rozumiem to i zdaję sobie sprawę, że więcej się to nie może powtórzyć.
Nie może – potwierdził. – Jestem twoim nauczycielem. Jestem dorosły i muszę być odpowiedzialny. Powinienem bardziej się hamować. Jeżeli będziesz chciała to wycofam się z zajęć i będziesz je miała z jakimś innym wykładowcą.
Nie chcę mieć z nikim innym. – Mówiłam szczerą prawdę. – I jeżeli wszystko wróci do normalności, dalej będę chodziła na zajęcia.
Co rozumiesz przez słowo „normalność”?
No właśnie. Co miałam na myśli? Hugo wie. Nie chciałam innego nauczyciela, mimo tego, co się wydarzyło. Wolałam trwać w niezręcznej relacji do końca roku szkolnego, niż od nowa przyzwyczajać się do nowego wykładowcy.
Po prostu wymazujemy wczorajsze wydarzenie z pamięci i zachowujemy się normalnie – rzekłam.
Pan Robert przyglądał mi się w zamyśleniu.
Jesteś zaskakująca, Charlotte – powiedział. – Sądziłem, że raczej będziesz dążyła do tego, aby coś między nami było. Tak zrobiłaby większość dziewczyn na twoim miejscu.
Nie jestem jak większość dziewczyn – burknęłam. – Jak już pan zauważył, jestem pana uczennicą. Po kiego grzyba ryzykować wszystko dla paru chwil zapomnienia?
Mówisz tak, aby mi dopiec, czy rzeczywiście tak uważasz?
Spojrzałam na mężczyznę. W ciemności widziałam tylko jego jasne włosy i błyszczące oczy.
A pan? – zapytałam. – A jak pan uważa?
Ze względu na nasze położenie, lepiej żebym ci nie mówił, co sądzę na ten temat – rzekł.
Mam tylko jedno pytanie.
Jakie?
Dlaczego pan to zrobił?
Spojrzał gdzieś przed siebie.
Dlaczego mnie pocałowałeś, Robert?
Nie zwrócił mi uwagi, że porzuciłam formę grzecznościową. Zerknął na mnie szybko, a potem ponownie przed siebie.
Poniosło mnie – wyrzucił wreszcie. – Ale od dzisiaj będę cię traktował czysto zawodowo. Masz na to moje słowo.
W porządku. – Chwyciłam klamkę od drzwi. – Więc będę cię trzymała, za to twoje słowo. Dobranoc, Robert. – Już chciałam wysiąść, ale usłyszałam głos nauczyciela.
Pilnuj się, Lotte. Lipowicz cię obserwuje i chce dzwonić do twojej mamy. Nie możesz wagarować.
Przewróciłam oczami.
Żadna nowość – warknęłam. – Ta kobieta do samego diabła by zadzwoniła, żeby mnie udupić.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem.
Gdybyś miała z nią jakieś problemy to daj znać – powiedział. – Załatwię to.
Oczywiście. – Również się uśmiechnęłam. – Wedle życzenia, panie Kulczycki.
I wysiadłam, zostawiając mojego nauczyciela samego.

LOTTE - Rozdział 9

 

Kolejne dni mijały spokojnie. Matka Teresa wróciła do swojej zwykłej formy i z samego rana stała już u mnie w pokoju, znów wypytując o swoją figurę. Sara jak zwykle kłóciła się z Arturem, a w poniedziałek się wściekła, ponieważ zapomniała o wtorkowych urodzinach Aśki. Pan Robert...
Jego sprawa nie dawała mi spokoju. Nie rozumiałam, dlaczego chciał, abym do niego napisała. Przez chwilę sądziłam, że może miał na myśli coś związanego z zdaniami z angielskiego. Chodziło o to, bym dała znać, gdybym miała problem z jakimś ćwiczeniem lub zrozumieniem czegoś, ale wszystko mi podpowiadało, że miał na myśli zupełnie coś innego.
Po naszym przypadkowym spotkaniu przed marketem znowu nie mogłam zasnąć. Coraz częściej łapałam się na tym, że moje myśli nawiedzał boski Adonis i robił mi istne „kiełbie we łbe”. Doszło nawet do tego, że wystukałam w moim telefonie wiadomość o treści „dobranoc panie profesorze” i nawet chciałam ją wysłać. W ostatniej chwili jednak stchórzyłam i rzuciłam telefon w stertę ciuchów, lezących na podłodze. Przez całą niedzielę chodziłam jak struta, zadręczając się myślami o wysłaniu chociaż krótkiego SMS-a, ale w rezultacie nic nie zrobiłam. Nie byłam pewna reakcji pana Roberta. Nie wiedziałam, czy dostałabym burę za zawracanie mu głowy w weekend? A może nie odpisałby wcale, ale za to na zajęciach dałby mi nieźle popalić, tak jak ostatnio dziewczynom na lekcji? W poniedziałek natomiast, spotkałam go na jednym z korytarzy w szkole i serce zabiło mi mocniej. Tym bardziej, że kiedy mnie mijał, uśmiechnął się szeroko i rzucił wesołe „dzień dobry, Charlotte”.Tak... zaczynałam być głupią gówniarą, która miała siano w głowie. I chyba naprawdę tak było, bo najwidoczniej, mój mózg postanowił się wynieść na dobre.
We wtorek rano, wyjątkowo, zamiast rano do szkoły, pobiegłam najpierw do Sary, aby złożyć Asi życzenia urodzinowe. Normalnie zrobiłabym to po lekcjach, jednak dziewczynka zamierzała świętować u dziadków, więc zanim skończyłybyśmy z Sarą zajęcia, dziewczynki już by nie było. W prezencie wręczyłam jej ogromne pudło farb plakatowych, o których ostatnio cały czas mówiła, blok rysunkowy oraz lalkę Barbie, którą kupiła moja mama.
Jezu, dziękuję, dziękuję! – piszczała mi do ucha, wieszając się na szyi z radości.
Sara jeszcze zaspana, stała w piżamie u dołu schodów i ziewała demonstracyjnie.
Jak ja ci współczuję, że musisz już do szkoły biec – powiedziała i skrzywiła się, gdy z kuchni wyjrzała ciemna głowa Artura, który zwyczajnie chciał się przywitać.
Za dwie godziny ty też będziesz musiała. – Wytknęłam jej język, życzyłam jeszcze raz Aśce wszystkiego najlepszego i wybiegłam z domu Głogowskich.
Gdybym wiedziała, co wydarzy się na wtorkowych zajęciach u Kulczyckiego, nigdy bym tam nie poszła. Nie zjawiłabym się na nich ani w środę, ani w żaden inny dzień tygodnia i nigdy, przenigdy, ever. Na początku, sądziłam, że to będzie dobry dzień. A wszystko dlatego, iż po raz pierwszy od wielu dni, do sali wkroczyłam równo z dzwonkiem. Pan Robert, boski jak zwykle, przywitał się ze mną i niemal natychmiast podał książkę. Miał na sobie niebieską koszulę w kratę, którą lekko rozpiął pod szyją. Jasne jeansy idealnie podkreślały umięśnione uda i uwydatniały jego tyłek, który Sara nazwałaby „apetycznym”. Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie, gdy usiadłam na swoim zwykłym miejscu.
Dowiedział się pan czegoś o tym spektaklu? – zapytałam, zanim zaczął prowadzić lekcje.
Aaa, tak – rzekł. – Przedstawienie zaczyna się o godzinie siedemnastej. – Wstał i zaczął wertować swoją książkę. – Myślę, że zbiórkę zrobimy przed domem kultury.
Dużo osób będzie? – Nie wiem czemu, ale zależało mi, aby było ich jak najmniej.
Jeszcze nie wiem. – Wzruszył ramionami, a potem puścił mi oczko. – Najwyżej pójdziemy we dwoje.
O jacie... we dwoje.
Jasne – mruknęłam trochę onieśmielona.
Trochę... dobre sobie. Moje serce waliło jak opętane! Starałam się skupić, ale moje wszystkie myśli przepadły w momencie, w którym pan Robert powiedział, że być może na spektakl pójdziemy sami. Wizja nas dwojga, zupełnie osamotnionych, oglądających sztukę, doprowadzała mnie niemal do szaleństwa. Niemal przez całe zajęcia czułam niesamowite gorąco, serce dudniło mi w piersi, a mózg... on to chyba całkowicie wyparował.
Kulczycki jak zwykle krążył po sali, a za każdym razem kiedy mnie mijał, moje ciało przechodził dreszcz. Dokładnie taki sam jak w samochodzie, kiedy dotknął mojego ramienia.
Jeszcze raz – polecił, bo po raz kolejny podałam złą odpowiedź. – Postaraj się Charlotte. Znasz odpowiedź.
Oczywiście, że znam, myślałam. Jak mogłabym nie znać? Tylko to twoja obecność, człowieku, nie pozwala mi się skupić. Weź wyjdź i po sprawie.
Naprawdę nie wiem – jęknęłam i odrzuciłam ołówek.
Mężczyzna zatrzymał się koło mojej ławki, popukał palcem w treść zadania, widniejącego w mojej książce.
Jeszcze raz – polecił uprzejmie. – Postaraj się bardziej skupić.
Równie dobrze mógł powiedzieć, że mam przestać oddychać i mimo to, żyć dalej. Przecież to niemożliwe, zwłaszcza przy kimś takim, jak on. Ale co ja mogłam? Postanowiłam się zebrać w sobie i znów przeczytałam polecenie, a następnie zadanie.
Naprawdę nie umiem na to odpowiedzieć – westchnęłam, odsuwając od siebie książkę.
Pan Robert patrzył na mnie przez chwilę, potem okrążył biurko, i ku mojemu zdziwieniu, usiadł na krześle obok mnie.
JEZU!
Dobra, Charlotte. – Zamknął mój podręcznik i rzucił na biurko. – Co się dzieje?
Nic, a co ma się dziać? Po prostu działasz na mnie powalająco.
Nic, naprawdę – odpowiedziałam, chociaż czułam, że patrzył na mnie przenikliwie.
Nie jestem ani ślepy, ani głupi – rzekł. – Masz jakieś kłopoty?
Nie. – Pokiwałam przecząco głową.
Jakoś nie umiałam spojrzeć na mojego nauczyciela. Wystarczyło, że siedział bardzo blisko mnie i czułam jego zapach. To całkowicie mnie wyłączało i było jednym z powodów, dla których nie chciałam mieć tych głupich zajęć. Wiedziałam, że prędzej czy później, zadurzę się, jak cała reszta tych wszystkich dziewczyn!
Znów masz problemy z chłopakiem? – dopytywał.
Z jakim chłopakiem? – Spojrzałam na pana Roberta, a widząc jego zdziwiony wyraz twarzy, zrozumiałam, że popełniłam gafę. Przecież powiedziałam mu, że mam chłopaka! – Nie, nie chodzi o niego – dodałam szybko, by jakoś ratować sytuację.
Czy podkreślałam już, że bywam kretynką do potęgi?
Więc co się dzieje? – Patrzyłam prosto w oczy mojego profesora i znów miałam wrażenie, że porwał mnie wielki sztorm.
Bujał mną na prawo i lewo oraz podrzucał, jak szmacianą lalką. Te piękne, stalowe oczy, patrzące prosto w moje.
Rany Julek...
Nic się nie dzieje – skłamałam. – Po prostu to zadanie jest trudne.
Bzdura – skwitował. – Od dwunastu minut ślęczysz nad ćwiczeniem, które już kiedyś rozwiązałaś.
Cholera jasna! I jak ja miałam z tego wybrnąć? Wiedziałam, że Kulczycki tak łatwo mi nie odpuści.
Charlotte, jeżeli coś się dzieje, możesz mi powiedzieć. Jestem twoim nauczycielem, ale nie znaczy, że musisz się przede mną ukrywać. Jestem też od tego, by wysłuchać i pomagać. Między innymi dlatego, zapisałem ci mój numer. Żebyś mogła pisać lub dzwonić o każdej porze dnia i nocy.
Nawet jeżeli wszystko będzie w porządku? – zapytałam tak nienaturalnie cichym głosem, że sama się zdziwiłam.
Pan Robert patrzył przez chwilę prosto w moje oczy, a potem, sama nie wiem jakim cudem, ale ciepłe palce jego dłoni, znalazły się na mojej brodzie. Niech mnie diabli porwą, pomyślałam. Przez moje ciało przeleciało... kij wie co. Ale przyprawiło mnie o ciarki. Cholernie miłe, przyjemne mrowienie i jeszcze nigdy nie czułam czegoś takiego.
Nawet jeżeli wszystko będzie w porządku – powtórzył równie cicho.
Tak cicho, że jego głos wydał mi się jeszcze bardziej seksowny niż zwykle. Jego palce sunęły po mojej brodzie, żuchwie i policzku. Przyjemnie ciepła i szorstka dłoń gładziła moją skórę. Szare tęczówki Kulczyckiego, przyspieszony oddech, dłoń na mojej twarzy... to było najcudowniejsze uczucie na świecie. W mojej głowie wybuchła istna burza z piorunami. Ciało i serce pragnęło bliskości tego mężczyzny, mózg który dotychczas gdzieś się ukrywał, nagle zaczął głośno i stanowczo protestować. Czułam delikatny oddech profesora na mojej twarzy. Jego piękne oczy były coraz bliżej moich, a blond grzywka zaczęła mnie łaskotać w czoło. Wiem, że powinnam była coś zrobić. Zaprotestować, odsunąć się, odepchnąć go, albo zwiać z krzykiem.
Powinnam, ale nie chciałam i tu był pies pogrzebany. Usta pana Roberta delikatnie dotknęły moich. Niepewnie, zupełnie tak, jakby mężczyzna oczekiwał, że się odsunę.
O BOŻE, BOŻE, BOŻE!
Pocałunek był tak subtelny i delikatny, że przez chwilę miałam wrażenie, iż to wszystko mi się śniło. Naprawdę siedziałam w klasie, na głupi krześle, i pozwalałam się całować mojemu nauczycielowi! Język mężczyzny delikatnie wsunął się do moich ust i... BUUM!
W mojej głowie wybuchła jakaś istna bomba. Mózg wyleciał w powietrze, serce waliło jak zwariowane, a ja całkowicie zapomniałam, kim był dla mnie ten człowiek. Po prostu przepadłam. Poddałam się i amen. Straciłam kontrolę nad tym, co robiłam i zarzuciłam ręce na kark pana Roberta. Oddawałam pocałunek najlepiej jak porafiłam, a wszystko we mnie wybuchało, niczym fajerwerki.
Kulczycki odsunął swoje usta i oparł czoło o moje. Oczy miał zamknięte, a ja powoli odzyskiwałam zdolność logicznego myślenia.
Kurwa.
Całowałam się z własnym NAUCZYCIELEM. Czy mnie posrało do reszty?! Dłonią wymacałam mój plecach i chwyciłam go mocno.
Charlotte – wyszeptał pan Robert.
Chyba chciał coś powiedzieć, ale głos najwidoczniej uwiązł mu w gardle. Odsunęłam się od mężczyzny, wstałam i cofnęłam o kilka kroków. Kulczycki wyglądał na zaskoczonego, jednak w mojej głowie odbywała się istna bitwa myśli.
Pójdę już – rzuciłam szybko i zanim zdążył cokolwiek zrobić lub powiedzieć, wybiegłam z klasy nadal nie wierząc w to, co się stało.
Od razu pobiegłam do łazienki, po czym zamknęłam się w jednej z kabin. Tam osunęłam się po ścianie na ziemię, wyrzucając swoją głupotę. Co ja najlepszego narobiłam? Cholerna kretynka! To twój nauczyciel, powtarzałam sobie w myślach. Uczy cię, a ty się z nim całujesz! W dodatku w szkole, gdzie każdy może nas przyłapać!
Jeszcze nigdy nie czułam się tak... sama nie wiedziałam jak. Byłam roztrzęsiona i szczęśliwa zarazem. Nareszcie miałam pewność, że pan Robert naprawdę był mną zainteresowany, ale... no właśnie. Ale nie chciałam się pakować w kłopoty, z powodu jakiegoś durnego zauroczenia. Poza tym, to dorosły mężczyzna. Co jeżeli miał rodzinę? Żonę i dzieci?
KUŹWA MAĆ!
Wyciągnęłam z kieszeni telefon i weszłam w wiadomości.

JA: Kiedy będziesz w szkole?
SARA: Już jestem, siedzę pod klasą.
JA: Przyjdź do łazienki.

Pięć minut później do moich uszu dotarł dźwięk głosu przyjaciółki:
Lotte! Jesteś tutaj?
Otworzyłam kabinę i Sara weszła do środka. Gdy zobaczyła mnie na podłodze, zrobiła duże oczy, uklękła przede mną, patrząc na mnie z troską.
Nie uwierzysz co się stało – powiedziałam niemal z ironią.
Coś złego? – zapytała i zaczęła dotykać moich ramiona, tak jakby sprawdzała czy byłam cała.
Całowałam się.
Uniosła jedną brew do góry.
Jak mi powiesz, że z tym fajtłapą Bartkiem, to ci lutnę – powiedziała. – Stać cię na lepszą partię.
Całowałam się z Kulczyckim – wyszeptałam, a oczy Sary zrobiły się wielkie jak talerze obiadowe.
Świrujesz! – zawołała. – Jak było? Opowiadaj!
Posłałam jej gniewne spojrzenie. Czy ona nie widziała, że byłam w rozsypce?
Wiesz, w co ja się wpakowałam? – jęknęłam niemal z płaczem. – To jest nauczyciel.
Gówno, a nie nauczyciel. – Uśmiechnęła się szeroko. – Opowiadaj lepiej, jak było? Kto zainicjował pocałunek? Jak to wyglądało? Jaki jest?
Jęknęłam zrozpaczona. Czego mogłam się po Sarze spodziewać? Przecież było oczywiste, że ją ta historia wkręci i to na tyle, że wszelkie moje słowa zbagatelizuje.
On, ja... sama już nie wiem. – Walnęłam tyłem głowy o ścianę. – Stało się coś, co nie powinno się stać, Sara. Jak ja będę się teraz pokazywać na lekcjach? Na tych głupich zajęciach?
Spokojnie. – Chwyciła mnie za ramię i pomogła wstać. – Nie dramatyzuj, poczekaj na jego krok.
Ponownie spojrzałam na nią gniewnie.
To jest...
Wiem! – przerwała mi. – Ale zobaczysz, że sam się do ciebie odezwie. Będzie panikował, że wygadasz komuś, co się wydarzyło. Don't panic, baybe.
Łatwo ci powiedzieć – warknęłam, wychodząc z kabiny.
Przez resztę lekcji nie widziałam Kulczyckiego i może to lepiej. Bałam się tego, jakie konsekwencje mogły wyniknąć z tej jednej chwili słabości. Niby krótki moment, a namieszał mi w głowie jak betoniarka. Z jednej strony cieszyłam się, że do tego doszło, z drugiej... Byłam skołowana i sama nie wiedziałam, co powinnam o tym myśleć.
Po powrocie do domu, nie zastałam mamy, i to było lekko zadziwiające. Sądziłam, że w dzień będzie w domu, bo odwołali jej jakieś zajęcia na uczelni. Dopiero w kuchni znalazłam kartkę, przyklejoną do lodówki.
Jestem na randce. Wrócę przed dwudziestą. Całuję, mama.
Zajebiście.
Jakby tego było mało, okazało się, że Teresa chodziła na jakieś randki. Weszłam do salonu i walnęłam się na kanapę w nadziei, że może odpoczynek pozwoli mi na to wszystko spojrzeć z dystansu. Ale niestety. Im więcej myślałam, tym bardziej bolała mnie głowa. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk wiadomości. Sądząc, że to jakiś bzdurny SMS od Sary, otworzyłam niemal natychmiast.

ROBERT: Powinniśmy porozmawiać. Możemy się spotkać?

Moje serce znów zabiło mocniej. Nie chciałam się z nim spotykać. Nie w tamtym momencie, nie po tym co się wydarzyło. Na początku nie zamierzałam odpisywać, ale uznałam, że byłoby to zbyt niegrzeczne.

JA: Nie.

Wysłałam i wyłączyłam komórkę. Zdecydowanie wpakowałam się w największe gówno w moim życiu.

____________________

Maraton LOTTE

Zostały jeszcze trzy rozdziały :)