Dawno,
dawno temu... tak powinien zaczynać się ten post. I nie, nie będzie
to żadna bajka, ani opowieść, lecz krótka notka biograficzna,
która zapoczątkowała ten cały galimatias. Wydarzyło się tak
wiele rzeczy, tyle przeciwności, zwątpień i powrotów, a wszystko
po to, bym mogła znaleźć się tutaj, gdzie jestem dzisiaj.
Pamiętam
to tak, jakby było wczoraj. Rok 2012, wszyscy moi znajomi z zapałem
przygotowywali się do matury, ja natomiast zamiast usiąść z nosem
w książkach, podjęłam decyzję, która zaważyła na dalszym moim
życiu. Założyłam bloga. Nie, nie tego, na którym coś tam
publikuję dzisiaj. Tamten był zupełnie inny, w konkretnym stylu –
i przyznam, ogromnie za nim tęsknie.
Już
nie wiem, co mnie zainspirowało do napisania tamtej historii.
Usłyszana opowieść? Jakiś film? A może wyłącznie moja
wyobraźnia? Pamiętam jedynie, że to właśnie tam, na tamtym
blogu, po kilku dniach wstawiania nowych rozdziałów, pojawili się
moi pierwsi czytelnicy. Cóż to było za przeżycie! Te pierwsze
komentarze, emocje w nich zawarte i dopisek przy każdym mówiący:
pisz dalej szybko, nie mogę się doczekać co będzie dalej!
Więc
pisałam.
W
dzień uczyłam się (a przynajmniej próbowałam), nocami zaś
stukałam kolejne słowa na klawiaturze i publikowałam. To była
pierwsza książka, którą napisałam od początku do końca. I
pierwsza którą niestety utraciłam.
Osoby,
które już mnie kojarzą, wiedzą jaką historię mam na myśli.
Burzliwy, dramatyczny romans nastoletniej Charlotte i starszego od
niej Roberta, skradł serca naprawdę sporej ilości czytelników. To
dzięki „Mojemu belfrowi” – bo taki był tytuł powieści,
zaczęłam powoli spełniać swoje marzenia.
Dzisiaj
jestem w zupełnie innym miejscu. Motywowana, wspierana przez
najbliższych – MĘŻU, kocham Cię nad życie – i pchana dalej w
marzenia, zrobiłam to, czego bałam się całe życie. Wyszłam
przed szereg i zdecydowałam się pokazać moją twórczość nie
tylko anonimowo w Internecie, ale również szerszemu gronu
odbiorców.
Już
w przyszłym roku zostanie wydana moja pierwsza powieść, dzięki
cudownemu wydawnictwu ReWizja. Ale wiem, że to dopiero początek. Bo
nie zamierzam poprzestać na „Zapachu róży” z historią Marii i
Wiktora.
Zrobiłam
małe przeszukanie starych dysków. I chociaż „Belfra” utraciłam
niemal w całości, odnalazłam kilka końcowych rozdziałów i
początek. To wystarczy, abym w wolnych chwilach mogła powrócić do
tej powieści i napisać ją na nowo. I to zrobię, a jej fragmenty
będę publikowała tutaj, na Wattpadzie i moim fanpage.
Dlatego
już dzisiaj serdecznie Was zapraszam na nową odsłonę starej
historii o zakochanej nastolatce!
„LOTTE”
Charlotte nie była
zachwycona na wieść o indywidualnych lekcjach z języka
angielskiego. Nie uważała, aby ich potrzebowała, w końcu
dzieciństwo spędziła w Nowym Jorku. Niestety jej protesty na nic
się zdają, ponieważ Robert – nauczyciel oraz dyrekcja, stawiają
dziewczynę przed faktem dokonanym.
Siedemnastolatka
niechętnie rozpoczyna prywatne zajęcia u Roberta Kulczyckiego –
szanowanego, podziwianego i uwielbianego przez uczniów wykładowcy.
I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Lotte czuje
dyskomfort w obecności mężczyzny.
W dodatku, coraz
częściej wpada na niego poza budynkiem szkoły.
Czy Robert celowo
odciąga uczennicę od kolegów z klasy? Dlaczego tak bardzo nalega
na prywatne lekcje? I czy na pewno jest tym, za kogo się podaje?
Jeszcze przed świętami opublikuję prolog oraz rozdział 1. Zapraszam również na mój fanpage oraz Instagram, gdzie jestem bardziej aktywna. Tam również będą pojawiały się informacje odnośnie „Zapachu róży” i wszystkich nowych projektów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz