niedziela, 12 lutego 2023

LOTTE - Rozdział 11

 

W czwartek, kiedy weszłam do szkoły, niemal natychmiast pojawiła się przy mnie Ilona, wraz ze swoją świtą pustych przyjaciółeczek, które z całą pewnością pragnęły wyglądać jak lalki Barbie. Ona oraz jej trzy koleżanki – Sandra, Daria i Angelika zawsze nakładały tonę tapety, włosy skrzętnie prostowały i udawały, że były miss świata. Teraz jednak, chwyciły mnie za kurtkę, zaciągnęły do łazienki, a tam Ilona pchnęła mnie na ścianę, jakbym była jakimś workiem kartofli.
Pogięło cię? – zawołałam.
Masz się od niego odczepić, ty jędzo! – wrzasnęła i odrzuciła do tyłu swoje długie, blond włosy.
O czym ty mówisz? – zapytałam poirytowana. Naprawdę nie miałam ochoty wysłuchiwać tej bandy pustych idiotek.
Masz się odpierdolić od Kulczyckiego, jasne?! – Znów mnie pchnęła.
Co ty bredzisz, Ilona? – Spojrzałam na jej towarzyszki.
Wszystkie spoglądały na mnie tak buntowniczo, że normalnie czułam się baranek rzucony na pożarcie piraniom. Chociaż nie... czułam się jak zdrowy człowiek wepchnięty do pokoju pełnego wariatów.
Wiem, że na niego lecisz – wycedziła i chwyciła mnie za koszulę, wystającą spod rozpiętej kurtki.
No nie...
Ale masz się od niego odczepić, rozumiesz? On jest mój!
Po pierwsze – chwyciłam jej dłoń i oderwałam ode mnie – to koszula z NOWEGO JORKU, kumasz? York City, baby. Po drugie: swoje gorzkie żale zanieś do kościoła, bo ja nie jestem księdzem, żeby tego słuchać. A po trzecie: zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś za głupia, za brzydka, i w ogóle zbyt kretyńska, żeby Kulczycki zwrócił na ciebie uwagę?
Wszystkie cztery wciągnęły ze świstem powietrze.
Ty wredna, ruda wywłoko! – wywarczała jak wściekły ratlerek. – Myślisz, że nie wiem?! Widzę jak wodzisz za nim oczami, jak biegniesz w skowronkach na te swoje durne lekcyjki!
Ziewnęłam teatralnie, a potem wyminęłam te puste lalunie.
Tak, tak oczywiście – rzuciłam w ich stronę. – Nie wiem, co brałaś, ale chętnie też spróbuję, bo masz zajebiste wizje. – Otworzyłam drzwi i wyszłam z łazienki.
Mój Boże, jak można być tak tępym? I to jest plemnik, który wygrał? Serio?
Nagle usłyszałam za sobą wściekły pisk i zanim się zorientowałam, Ilona już szarpała mnie za włosy, drapała po ramionach i kopała w nogi. Przez pierwszą chwilę byłam tak zaskoczona nagłym napadem na moją skromną osobę, że pozwalałam rwać sobie włosy z głowy, ale po chwili przestałam być bierna i też chwyciłam ją za te blond kudły.
Ty szmato! – wrzeszczała, okładając mnie tymi swoimi bladymi łapami.
Wokół nas chyba zebrał się tłum, bo broniąc się przed tą skończoną idiotką, słyszałam krzyki innych uczniów. Coś w stylu: „dawaj!”, „wal ją!”, „z buta! Z buta w ryj jej!”. Nie wiem. Naprawdę nie mam pojęcia jak dałam się wciągnąć w tę bójkę. Ja, Charlotte Bright, okładałam się pięściami na korytarzu szkolnym? Trzeba zapisać tę datę w kalendarzu.
Ktoś chwycił moje ramię i próbował odciągnąć od Ilony, ale ta uporczywie trzymała mnie za włosy i okładała kopniakami kolana. I w sumie, nie byłam lepsza, bo robiłam dokładnie to samo.
Puść ją, Ilona! – wrzasnął Bartek.
To on trzymał mnie za ramię, a drugą ręką próbował chwycić dłoń dziewczyny.
Pojebało cię?!
Podszedł do nas ktoś jeszcze, ale nie widziałam kto, bo ta blond dziunia puściła moje włosy i chciała mi przywalić z pięści w nos, jednak Bartek wskoczył przede mnie, niczym rycerz w lśniącej zbroi.
Nie wtrącaj się! – wrzasnęła, próbując go wyminąć, jednak zagrodził jej drogę.
Krystian chwycił Ilonę w pół i zaczął odciągać, ale łatwo nie miał, bo debilka szarpała się, jakby dostała ataku furii.
No pięknie. Naprawdę zajebiście. Z samego rana już musiałam stoczyć pojedynek z chodzącą lalką barbie i to z powodu nauczyciela. A nie mówiłam, że wpakowałam się w gówno? Szczytem moich marzeń było robić z siebie widowisko na środku korytarza. Serio. Do wszystkiego brakowało tylko przyczyny tego zamieszania, czyli samego Kulczyckiego.
W porządku? – zapytał Bartek, odwracając się w moją stronę.
Tak, jasne – rzuciłam. Moje serce waliło jak szalone, bolała mnie głowa od szarpania, i dyszałam jakbym przebiegła miliony kilometrów, ale tak... było w porządku.
O co poszło? – zapytał. Schylił się, podniósł mój plecak, a tłum zaczął się rozchodzić.
A bo ja wiem? – Wzruszyłam ramionami i zabrałam od niego plecak. – Rzuciła się na mnie, jak jakaś wariatka. – Piekła mnie prawa skroń.
Bartek sięgnął do kieszeni i wyciągnął paczkę chusteczek higienicznych. Wyjął jedną z opakowania, a potem mi ją podał, chociaż zupełnie nie wiedziałam, po co.
Podrapała cię – wyjaśnił, gdy przez chwilę gapiłam się na niego.
Och... – Tylko tyle z siebie wydusiłam, przykładając papier do skroni.
Na pewno wszystko ok? – dopytywał. – Może chcesz iść do higienistki?
Nie. Nie potrzebowałam nigdzie iść. Potrzebowałam się uwolnić od bagna, w jakie wdepnęłam.
Naprawdę jest w porządku, Bartek – powiedziałam. – Dzięki. Za ratunek też.
Posłał mi lekki uśmiech.
Polecam się na przyszłość – rzucił wesoło. – Idę do szatni, daj kurtkę, zaniosę przy okazji – dodał i zawiesił na jedno ramie swój czerwony plecak.
Jezu, jesteś wielki. – Szybko ściągnęłam kurtkę.
Bartek wziął ją ode mnie i odszedł, witając się jeszcze uściskiem dłoni z jakimś szatynem, którego znałam tylko z widzenia. Ja ruszyłam pod salę, gdzie już czekała na mnie Sara, a jej oczy błyszczały z podekscytowania.
Powiedz, że dałaś jej popalić – powiedziała, jak tylko podeszłam. – Wyrwałaś jej połowę klatrów z głowy? Przywaliłaś z prawego sierpowego? Sprzedałaś porządnego liścia?
Skąd wiesz o bójce? – zapytałam, zerkając na chusteczkę.
Kobieto! Wszyscy o tym gadają! – Uśmiechnęła się szeroko. – Należało się tej suce porządne manto. Niech wie, że z Bright się nie zadziera!
Jeju, puknij się w głowę – powiedziałam. – To ona mnie zaatakowała. Jest zazdrosna o... – rozejrzałam się czy nikt nie podsłuchuje – o Kulczyckiego – dodałam ciszej.
Sara zmarszczyła brwi.
Są ludzie i taborety – skwitowała, uważniej przyglądając się mojemu zadrapaniu. – Do wesela się zagoi. – Znów posłała mi szeroki uśmiech.
Pan Robert spóźnił się na lekcje niemal piętnaście minut. Tego dnia miał na sobie szary sweter wciągany przez głowę, zwykłe jeansy i białe adidasy, a jego włosy były w lekkim nieładzie. Dokładnie tak, jakby zaspał i dopiero wstał z łóżka. Moje serce szybciej zabiło na jego widok, natomiast mózg pokazał środkowy palec i odwrócił się plecami. Usiadłam na swoim zwykłym miejscu, jednak mężczyzna odłożył dziennik na biurko i rozejrzał się po klasie.
Pouczcie się słówek z piątego rozdziału – rzekł. – Później kogoś przepytam. – Spojrzał w moją stronę, ale minę miał dziwnie srogą. – Charlotte i Ilona pójdziecie ze mną.
Spojrzałam na przyjaciółkę wielkimi oczami, a ta wzruszyła ramionami.
Wstałam i wraz z moją niedawną rywalką wyszłyśmy z sali za nauczycielem. Kulczycki prowadził nas w stronę pokoju nauczycielskiego w zupełnym milczeniu. Doskonale wiedziałam, że zapewne chodzi o bojkę, bo po co wzywałby nas obie? Tylko czy wiedział, że to on był przyczyną tego całego zamieszania?
Profesor otworzył przed nami drzwi do królestwa nauczycieli i wskazał dłonią, że mamy wejść pierwsze.
Pokój był duży, ściany miały kolor bieli, a na środku stała sofa przykryta zielonym kocem w kratkę. Przed nią niewielki, porysowany stolik do kawy oraz dwa fotele. Na prawo znajdowały się dwa duże regały wypełnione książkami, między którymi było przejście, chyba do dalszej części pomieszczenia. Na lewo stała ławka z jakiejś klasy, na niej czajnik, szklanki i talerzyki, poukładane jeden na drugim. Nad ławką wisiała niewielka półka, która została wypełniona kolorowymi puszkami.
Kulczycki wskazał ręką, że mamy usiąść na sofie, sam zaś zajął miejsce na fotelu i spojrzał groźnie najpierw na Ilonę, później na mnie.
Mam dzwonić po rodziców, czy od razu wzywać policję? – zapytał ostro, bez ogródek, tak prosto z mostu.
Policję? Po cholerę mu policja? Ilona spuściła głowę i chyba zamierzała udawać niewiniątko, więc pan Robert, swoje szare spojrzenie wbił wprost we mnie.
Nic nie zrobiłam – powiedziałam. – To Ilona mnie zaatakowała.
Zamknij się! – syknęła w moją stronę.
No świetnie! Jeszcze zamierzała mi rozkazywać!
Nie wiem, która zaczęła – powiedział. – W szkole są kamery, widziałem tylko jak okładacie się pięściami na korytarzu. Zanim zbiegłem na dół, było już po wszystkim, ale to nie zmienia faktu, że pobiłyście się na terenie szkoły. – Znów spojrzał na Ilonę. – O co ta bójka?
Cóż... jakby to powiedzieć... o ciebie, pomyślałam. Ten bezmózgowiec jest zazdrosny i stąd ta afera.
O nic – powiedziała cicho Ilona.
Naprawdę, o nic? – zapytałam, patrząc na nią. – Zaatakowałaś mnie od tak?
Mówiłam już, zamknij ryj!
Dobra, dzwonię po policję. – Mężczyzna wyciągnął telefon z kieszeni, a Ilona drgnęła.
Nie! – zawołała. – Niech pan nie dzwoni!
Nie będę wysłuchiwał jakichś bzdur – powiedział ostro. – Albo zaczniesz normalnie rozmawiać, albo dzwonię i do rodziców, i na policję. – Znów spojrzał na mnie. – O co poszło? I nie mów mi, że mam pytać Ilony, bo zamiast do twojej matki, zadzwonię do ojca.
Szczęka mi opadła. Co za wredny pajac!
Ilona jest zazdrosna o faceta – warknęłam zła. Jak ten cholerny Adonis, mógł mnie szantażować ojcem?
Kulczycki rozchylił usta, jakby nie wierzył własnym uszom.
Słucham? – zapytał.
Uważa, że chcę jej zabrać faceta sprzed nosa, co jest gówno prawdą. – Spojrzałam na koleżankę. – Prawda Ilonka?
Rzuciła mi krótkie, złowrogie spojrzenie.
Prawda – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Już wszystko sobie wyjaśniłyśmy, to było nieporozumienie.
Nauczyciel patrzył raz na mnie, raz na nią. A ja? A ja wstałam i chciałam sobie pójść. Nie miałam ochoty i przyjemności przebywać z tymi ludźmi w jednym pomieszczeniu. Nikt nie będzie mnie szantażował, zwłaszcza moim durnowatym ojczulkiem. Ilona też wstała, jednak niepewnie.
Ilona, ty możesz iść – powiedział pan Robert. – Waszych rodziców i tak poinformuję o zajściu, numery telefonów już spisałem z dziennika.
Dziewczyna wyglądała tak, jakby chciała coś powiedzieć, ale w końcu kiwnęła tylko głową i ruszyła do wyjścia. A ja zaraz za nią. Chciał dzwonić do mojej matki? Proszę bardzo! Miałam to szeroko w dupie!
Charlotte, ty zostań.
Usłyszałam jego głos i spojrzałam w te szare oczy. Byłam wkurwiona, jak diabli. Ilona wyszła z pokoju nauczycielskiego i zamknęła za sobą drzwi. Odczekałam chwilę aż odejdzie, wzięłam głębszy oddech i robiłam co mogłam, by nie wybuchnąć.
Nie wiem, o co, ci człowieku chodzi – powiedziałam – ale gówno mnie obchodzi, gdzie zadzwonisz. Nie będziesz mnie szantażował moim ojcem, ani nikim innym, rozumiesz?! – No cóż... nie wyszło. Wybuchłam.
Nie zapominaj się – powiedział i wstał. Nawet jeżeli był zaskoczony moim zachowaniem, to skrzętnie to ukrywał. – Jestem twoim nauczycielem.
Ach, teraz jesteś nauczycielem? – zapytałam z ironią. – A kim byłeś, kiedy mnie całowałeś? – Odwróciłam się i chciałam odejść, ale poczułam jak mężczyzna chwyta mnie za nadgarstek i odwraca w swoją stronę.
Chciałaś normalności – przypomniał. – Więc jest normalność. Biłaś się w szkole, a ja jako twój nauczyciel, muszę na to reagować. Twojej wychowawczyni nie ma, i na razie nie będzie, więc to ja przejmuję jej obowiązki wobec całej twojej klasy.
Jak to nie ma? I nie będzie? Jeszcze tego brakowało, żeby objął wychowawstwo mojej klasy!
Jeżeli szantażowanie uczennicy, jest dla ciebie normalnością, to gratuluję światopoglądu – powiedziałam i spróbowałam wyrwać rękę, ale na marne.
Uścisk Roberta był mocny, ale nie na tyle, by sprawiał ból. Wręcz przeciwnie, po całym moim ciele rozchodziło się to przyjemne mrowienie, gorąco, które docierało do nawet najskrytszych zakamarków.
Dziewczyno, czy ty oszalałaś? – zapytał łagodniej. – Niczym cię nie szantażuję, nie jestem tutaj od tego. – Poluźnił uścisk, jednak nie zabrał dłoni. – Nie chcę, byś pakowała się w kłopoty.
Uwierz, że ja też tego nie chcę – odpowiedziałam. – Ja się tylko broniłam.
Robert westchnął.
W porządku – rzekł. – Wiesz, że muszę zadzwonić do twojej mamy. – Palce mężczyzny zaczęły się przesuwać w dół.
Teraz dotykały mojej dłoni, którą jak się okazuje, miałam zaciśnięte w pięść i nawet o tym nie wiedziałam. Ale on nie mógł mnie dotykać... Nie mógł! Jednak jego skóra była tak cudownie ciepła, taka szorstka.
Wiem – odpowiedziałam, niemal szeptem.
Biłyście się w miejscu, gdzie sięga kamera. Dyrektor może być zainteresowany, więc lepiej żebym porozmawiał z twoją mamą.
Chyba mi się wydawało, ale oczy mojego nauczyciela zaszły taką jakąś ledwo dostrzegalną mgłą. Chyba Ilona poturbowała mnie bardziej, niż przypuszczałam.
Okej.
Dłoń Roberta trzymała moją, jego szare oczy ponownie wpatrywały się w moje. Przecież miało być normalnie... Między nami zapadła cisza, pełna... sama nie wiem czego. Kulczycki delikatnie – i chyba niechętnie – puścił moją dłoń i zrobił trzy kroki w tył. Między nami nic nie było normalnie. I chyba już nigdy takie nie będzie.
Lekcje mijały spokojnie. Po powrocie do sali, Robert ogłosił całej klasie, że nasza wychowawczyni nabawiła się zapalenia płuc i na czas jej nieobecności, to on będzie sprawował rolę naszego wychowawcy. Podczas zajęć zachowywał się tak jak zawsze, i nie pokazywał, że między nami do czegoś doszło. Znów zaczęłam się bać zajęć indywidualnych. Podczas normalnych lekcji było wszystko w porządku, ale kiedy zostawaliśmy sami, tworzyła się między nami dziwna, magnetyczna siła. Bliska obecność tego mężczyzny zabierała mi możliwość skupienia się i nie potrafiłam zebrać myśli.
Byłam pewna, że powrót do normalnych relacji między nami, będzie prostym zadaniem. Ten jeden, namiętny pocałunek, planowałam wymazać z pamięci i żyć tak jak wcześniej, ale niestety ogromnie się myliłam. Zamiast coraz lepiej, było coraz gorzej, bo obudziło się we mnie pragnienie powtórzenia tej krótkiej, zakazanej chwili zapomnienia.
Wieczorem siedziałam na łóżku i przeglądałam coś na laptopie, kiedy z dołu dobiegł mnie dźwięk trzaskających drzwi, a następnie gwałtowne tupanie damskich obcasów. Było to tak intensywne, że dziwiłam się, iż schody nie pękły pod naporem, a kilka sekund później drzwi mojego pokoju otworzyły się z impetem i odbiły od ściany. W progu stanęła matka Teresa, rzuciła na moje łóżko swoją torebkę, następnie kurtkę i oparła ręce na biodrach. Jej spojrzenie mówiło, że chyba wymordowałam jej pół rodziny.
Bójka w szkole! – zawołała, dysząc jak ktoś z wścieklizną. – Bójka! Moja własna córka, okłada się pięściami, jak jakiś szermierz!
Pięściarz – poprawiłam ją.
PRZESTAŃ! – krzyknęła. – Nie wiem, co ci strzeliło do tego twojego łba, ale nie życzę sobie, żeby dzwonił do mnie jakiś tam nauczycielek, i pieprzył mi farmazony o tym, że moje dziecko zamiast się uczyć, chodzi do szkoły po to, by robić z siebie worek treningowy!
Oderwałam wzrok od ekranu laptopa i spojrzałam na Teresę. Czy mi się wydawało, czy ta kobieta, pierwszy raz w życiu, gadała jak NORMALNA matka?
Dobrze się czujesz? – zapytałam.
Do jasnej cholery, Charlotte Bright, natychmiast mi to wyjaśnij! – wrzasnęła.
Broniłam się tylko – powiedziałam. – To Ilona mnie zaatakowała. Miałam stać i pozwolić, żeby wyrwała mi wszystkie włosy?
Mama wypuściła z płuc powietrze i opadła na łóżko, obok mnie.
Dzwonił do mnie ten twój nauczyciel – zaczęła nieco spokojniej. – Ten Kluczyński.
Kulczycki – ponownie ją poprawiłam.
Nieważne. – Machnęła ręką. – W każdym razie, dzwonił i powiedział, że zrobiłyście z koleżanką ring ze szkolnego korytarza.
Niczego nie robiłam! – zawołałam. – Wyszłam z łazienki, a Ilona na mnie z pięściami skoczyła!
Nieistotne. – Uniosła rękę, jakby chciała mnie przed czymś powstrzymać. – Dowaliłaś jej chociaż? – dodała.
Okej... Matka Teresa wróciła.
A bo ja wiem... – Wzruszyłam ramionami. – Chyba odniosłam większe obrażenia. – Wskazałam niewielkie zadrapanie na skroni.
Chwyciła moją brodę w dwa palce i odwróciła mi głowę w bok, by lepiej się przyjrzeć.
Co za suka – skwitowała, a ja parsknęłam śmiechem.
Mam szlaban? – zapytałam.
Mama zrobiła minę, jakby się poważnie nad tym zastanawiała.
W sumie, nie umrzesz od jednego szlabanu. – Uśmiechnęła się.
Zero wychodnego? – Udałam zawiedzioną.
Zero – potwierdziła. – Szkoła, dom i te sprawy. – Puściła w moją stronę oczko, a następnie wybuchła śmiechem.

(Sara)

W tym samym czasie, Sara bez pukania weszła do pokoju swojego przyszywanego brata. Chłopak siedział przy komputerze ze słuchawkami na uszach, i grał w jakąś – jak wywnioskowała – brutalną grę. Na ekranie tryskała krew, a animowane postaci padały martwe u stóp człowieczka, którym sterował Artur. Nie zauważył jej, więc opadła na łóżko i chwyciła książkę, która leżała na stoliku nocnym. Przewróciła się na bok, by być przodem do Artura i zaczęła przeglądać strony, czytając niektóre fragmenty. Wywnioskowała, że chłopak lubił czytać kryminały i skrzywiła się nieznacznie. Nie przepadała za taką literaturą.
Artur spojrzał na Sarę ze zdziwieniem. Wcisnął pauzę, ściągnął słuchawki i zawiesił je sobie na karku.
Nie pomyliłaś pokoi? – zapytał, jednak ton był spokojny i uprzejmy.
Mam sprawę – powiedziała i zamknęła książkę. – Rodzice wyjeżdżają z dziewczynkami na weekend – zaczęła.
Wiem – odpowiedział. – Twoja mama mówiła przy kolacji.
Chcę zrobić imprezę. – Spojrzała wprost na Artura. – Dużą imprezę. Taką z prawdziwego zdarzenia.
Uniósł jedną brew do góry.
A rodzice o tym wiedzą?
Właśnie o tym chcę z tobą pogadać. – Wstała. – Mają się nie dowiedzieć.
Artur zaśmiał się cicho.
Chcesz żebym nie kablował, że planujesz rozpierdziel domu – zgadł. – A może całkowicie mam się ulotnić na czas zabawy?
Wystarczy, że będziesz cichutko siedział w swoim pokoju, i nikomu nie piśniesz słówka. – Założyła ręce na piersi.
Dobre – znów się zaśmiał. – Niezła jesteś, przyznaję. Ale nie będę brał udziału w tym przedstawieniu.
Sara zrobiła srogą minę, pochyliła się i dłonie położyła na podparciach fotela, na którym siedział Artur. Spojrzała prosto w jego niebieskie oczy.
Posłuchaj mnie, ty marna imitacjo faceta – zaczęła groźnie – chcę zrobić imprezę i ją zrobię. Nawet jeżeli będę musiała cię związać i zamknąć na strychu.
Uuu – zmarszczył czoło – bo się przestraszę.
Zacisnęła zęby ze złości. Chwyciła Artura za włosy i odciągnęła jego głowę do tyłu.
Pytam po raz ostatni – rzekła. – Nie wykapujesz mnie?
Patrzył przez chwilę na Sarę, a potem na jego usta wkradł się krzywy, kpiący uśmiech. Chwycił dłonie dziewczyny, szybko wstał, wyginając jej ręce do tyłu i zamknął w żelaznym uścisku na plecach. Stali tak blisko siebie, że stykali się ciałami. Sara musiała zadrzeć głowę do góry, by móc patrzyć na Artura, a ten wciąż się uśmiechał. W jego oczach tańczyły wesołe ogniki i nastolatka zrozumiała, że chłopak się z nią droczył.
A co ja będę z tego miał – wyszeptał jej do ucha – księżniczko?
Świnia! – wyrzuciła z siebie i spróbowała oswobodzić ręce, ale na marne.
Artur nie poluzował uścisku.
Jeden taniec – powiedział normalnym głosem, patrząc na dziewczynę z góry. – Zatańczysz ze mną na tej swojej imprezie. – Puścił ją i Sara natychmiast się cofnęła.
Spadaj! – zawołała, uderzyła Artura w ramię i wybiegła z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami.
Serce waliło jej w piersi, krew w żyłach wrzała, a na uchu nadal czuła jego oddech. Oparła się plecami o drzwi i wypuściła z płuc powietrze. Taniec. Jeden, jedyny taniec, w zamian za milczenie. Na twarz Sary, mimowolnie, wkradł się delikatny, szczery uśmiech.

_____________________

To już ostatni rozdział z maratonu LOTTE. 
Kolejny pojawi się niedługo :) 

W kwietniu debiutuję na rynku wydawniczym z moim ukochanym dzieckiem literackim pt. Zapach róży. Książka już jest dostępna w przedsprzedaży w EMPIK   <--- KLIKNIJ :)

Niedługo pojawi się tutaj więcej wpisów. Pozdrawiam cieplutko!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz