(Robert)
Robert
Kulczycki opadł na rogówkę w swoim salonie i zakrył oczy dłonią.
Jak mógł się tak zachować? Doskonale wiedział, że całą winę
za incydent w sali ponosił on i tylko on. Charlotte nie była
niczemu winna. To on do wszystko doprowadził, on zainicjował, mimo
tego, że nie powinien. Jako nauczyciel zawsze starał się traktować
uczniów na równi, ale w młodej Charlotte było coś, co zaczynało
go fascynować. Pragnął poznać jaka jest poza szkołą, dowiedzieć
się co lubi, jakie ma hobby i upodobania. Imponowała mu swoją
radością życia, uśmiechem, który praktycznie nie schodził jej z
twarzy. Aż do tamtego dnia...
Chyba
nigdy nie zapomni jej oczu, zagubionych i wystraszonych, kiedy
odsunęła się od niego. Nie wyrzuci z pamięci jej paniki i nagłej
ucieczki. Robert nie dziwił się swojej uczennicy. Będąc na jej
miejscu, zapewne zareagowałby tak samo. Doskonale wiedział, że
popełnił bardzo duży błąd, posunął się o wiele za daleko,
dlatego chciał to jak najszybciej naprawić. W obecnej sytuacji był
nawet skłonny poprosić innego nauczyciela, by zastąpił go podczas
indywidualnych zajęć. Nie chciał niszczyć życia nastolatce,
która dopiero wchodziła w dorosłość. Nie chciał mącić w jej
świecie, chociaż wszystko mu mówiło, że już to zrobił.
Kulczycki
zawsze przestrzegał swoich granic. Był nauczycielem od wielu, wielu
lat, ale nigdy nie zdarzyło mu się postąpić w taki sposób. Miał
przecież wiele uczniów. Uczył całe klasy, dawał indywidualne
lekcje i korepetycje uczniom innych szkół. Często przychodziły do
niego młode, atrakcyjne dziewczyny, maturzystki z pobliskich liceów
lub studentki, ale Robertowi nigdy nie zdarzyło się na żadną z
nich, spojrzeć inaczej, niż na zwykłą uczennicę. W szkole
uchodził za nauczyciela – kumpla, ale potrafił wytyczyć i
postawić jasne granice oraz warunki i wszystko odbywało się na
jego zasadach. Doskonale też wiedział, co uczennice o nim mówiły
– grono pedagogiczne również miało swoje przecieki i lubiło
plotkować, jednak Robert uważał, że to zwykłe młodzieńcze
zauroczenie, które minie równie szybko, jak się pojawiło.
Wszystkie dziewczęce zaloty ignorował na tyle, na ile mógł, a
kiedy stawały się zbyt odważne lub nieetyczne, rozmawiał z taką
nastolatką i uświadamiał, że był nauczycielem i powinna go
traktować wyłącznie w taki sposób.
Dlatego,
dla samego Roberta zagadką było jego zachowanie. W sali to on stał
się niczym te wszystkie, trzepoczące rzęsami nastolatki.
Doprowadził do sytuacji, która nie powinna mieć miejsca. Nawet
jeżeli Charlotte go fascynowała, on jako dorosły mężczyzna,
powinien zdusić to w sobie i odizolować się od dziewczyny tak
bardzo, jak było to tylko możliwe. Nie powinien był proponować
jej indywidualnych lekcji, a jeśli już to jego obowiązkiem było
wycofać się z tego w momencie, w którym zauważył, że coraz
ciężej było mu odpędzić się od myśli o siedemnastolatce.
Powtarzał sobie, wmawiał, że Charlotte Bright to jego uczennica i
nie miał prawa jej tknąć, jednak jak widać, wmawianie sobie, a
robienie – to dwie różne rzeczy. Czy dziewczyna się go
przestraszyła? Na pewno. Mogła go nawet uznać za zboczeńca, ale
Robert taki nie był. Nigdy w życiu, nie zbliżyłby się do żadnej
kobiety, a zwłaszcza uczennicy, mając tylko i wyłącznie pobudki
cielesne. Zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli Charlotte zechce
komuś opowiedzieć, co się wydarzyło, mógł wpaść w poważne
tarapaty. Groziła mu utrata pracy, a nawet prawa do wykonywania
zawodu, a to byłaby dla niego katastrofa.
Robert
Kulczycki był nauczycielem z powołania. Już jako mały chłopiec,
uwielbiał uczyć innych i pomagać w nauce. Zawsze miał najlepsze
świadectwa, i chociaż nie poświęcał dużo czasu na ślęczenie
nad książkami, to jego średnia była wręcz imponująca. Mając
piętnaście lat, udało mu się dostać do prestiżowej szkoły z
internatem w Nowym Jorku. To tam nauczył się języka i studiował.
Po ukończeniu szkoły, wrócił do Polski w jednym celu – chciał
uczyć młodzież.
Mieszkanie
w USA nie było dla Roberta łatwe. Dopóki chodził do szkoły
średniej, miał zapewnione lokum oraz opłatę za naukę –
otrzymał stypendium do ukończenia szkoły. Jednakże kiedy poszedł
na studia, zmuszony był zadbać o siebie samodzielnie. Rodziców
mężczyzny nie było stać na to, aby opłacić jego edukację, więc
Robert zatrudnił się na zmywaku w jakiejś upadającej, chińskiej
restauracji. Warunki były okropne, płaca marna, ale nie miał
większego wyboru. Później udało mu się zdobyć zatrudnienie w
jednym z nocnych klubów, jako barman. Zarywał niemalże każdą
noc, rozlewając drinki i ucząc się z zeszytu, ukrytego pod ladą
baru. Sypiał po dwie, trzy godziny dziennie, jadł niewiele, ale
osiągnął swój cel i został nauczycielem. Wrócił do Polski i
niemal natychmiast znalazł pracę jako nauczyciel w szkole
podstawowej. Później pracował w gimnazjum, aż zatrzymał sięna
dłużej w liceum.
Krótko
po powrocie z USA poznał Kingę – swoją żonę. Nigdy nie dażył
jej uczuciem, a ich związek opierał się raczej na zwykłej
przyjaźni, jednak gdy się okazało, że Robert zostanie ojcem, bez
wahania poślubił Kingę, aby zapewnić jej i ich dziecku dobry byt.
Małżeństwo niestety przechodziło poważny kryzys i obecnie byli w
separacji, a im dłużej to trwało, tym bardziej mężczyzna
przekonywał się, że powinien to zakończyć.
Tamtej
nocy profesor nie sprał dobrze. Szczerze powiedziawszy, nie spał
prawie wcale. Próbował się jeszcze skontaktować z Lotte, jednak
nastolatka wyłączyła telefon. Zdobycie jej numeru wcale nie było
takie trudne, jak sądził. Na jednej z przerw złapał Ilonę i
poprosił o numer telefonu Charlotte, pod pretekstem przekazania jej
pilnych informacji na temat jutrzejszych zajęć. Dziewczyna nie
pytała o szczegóły i bez wahania wstukała w telefon swojego
nauczyciela kontakt do koleżanki. Przez cały wieczór miał
nadzieję, że nastolatka jednak się zgodzi na spotkanie i pozwoli
sobie wszystko wyjaśnić. Jeżeli by zechciała, Robert był gotowy
odsunąć się od zajęć indywidualnych, aby dziewczyna nie czuła
się skrępowana. Jednak jak miał jej to powiedzieć, skoro nie
chciała z nim rozmawiać?
Nie
zdziwił się, kiedy Charlotte nie pojawiła się na lekcji. Nie
zaskoczyła go również jej nieobecność na zajęciach
indywidualnych. Nie miał również pewności, czy w ogóle pojawiła
się w szkole, ponieważ nie natknął się na nią na korytarzu.
Dotychczas jej ruda głowa mignęła mu przed oczami przynajmniej raz
dziennie, tamtego nic jej nie wyłapał.
Kiedy
po swoich nieodbytych zajęciach wszedł do pokoju nauczycielskiego,
natknął się na rozmowę swojej koleżanki Magdy Lipowicz i
nauczyciela historii Pawła Białowąsa. Oczywiście tematem ich
rozmowy byli uczniowie, a właściwie jedna uczennica.
– Podejrzewam,
że ta dziewczyna ma jakieś problemy – powiedziała Magda i
założyła nogę na nogę.
– Może
problemy rodzinne? – zasugerował Paweł, a zaintrygowany Robert
usiadł na fotelu.
– O
kim mowa? – zapytał.
Koleżanka
uśmiechnęła się w jego stronę.
– O
Bright – odpowiedziała. – Ostatnio wagaruje. Dzisiaj, na
przykład, nie przyszła na lekcje, a doskonale wiedziała, że jest
klasówka z geografii.
– Pogoda
nie dopisuje – rzekł Robert, mając nadzieję, że jego koledzy
nie widzą zakłopotania na jego twarzy. – Może się pochorowała.
– Wątpię.
– Paweł pokręcił przecząco głową. – Kilka tygodni temu też
znikneła. Nigdy jej się to nie zdarzało.
– I
ubiera się jakoś tak... wyzywająco – dodała Magda.
Kulczycki
stłumił w sobie śmiech. Charlotte ubierała się dokładnie tak
samo, jak inne nastolatki w jej wieku.
– Kiedy
zasugerowałam jej mamie, że powinna bardziej zwracać uwagę na
strój córki, o mało nie wydrapała mi oczu.
– Mnie
się wydala bardzo miła – powiedział Robert. – Poza tym nie
zapominajcie, że mamy do czynienia z nastolatkami. Wagary, dziwne
stroje, fryzury i używki to normalne w ich wieku.
– Chcesz
powiedzieć, że popierasz tą małolatę? – zapytał Paweł,
patrząc na kolegę z niedowierzaniem.
Był
otyły a pod nosem widniał siwy wąs.
– Nie.
– Robert się podniósł. – Nikogo nie popieram, mówię tylko,
że dzieciaki w tym wieku już takie są, a wy jako nauczyciele
powinniście to wiedzieć.
– Chyba
powinnam zadzwonić do jej matki – stwierdziła Magda.
Robert
o mało nie krzyknął, aby ją powstrzymać. Nie mógł przecież
zdradzić, że to on był przyczyną nieobecności Charlotte. Musiał
coś zrobić, zanim Lipowicz by się nakręciła, a ta kobieta
potrafiła być upierdliwa.
– Jeżeli
chcesz, to spróbuję porozmawiać z Charlotte lub z jej matką –
rzekł. – W końcu mamy te zajęcia indywidualne.
– I
myślisz, że uda ci się coś wskórać? – zapytała z ironicznym
uśmiechem. – Jej matka jest jak kotka z wścieklizną. Zaatakuje
cię, jak tylko powiesz złe słowo o jej córeczce.
– Przesadzasz,
Magda – powiedział Kulczycki i chwycił swoją kurtkę, a
następnie plecak. – I nie róbcie z Charlotte nie wiadomo kogo.
Może miała gorszy dzień i już.
– Bronisz
jej jak lew. – Zauważył Paweł. – To tylko głupi dzieciak,
Robert.
Mężczyzna
zdusił w sobie chęć, przywalenia temu gamoniowi w twarz.
– To
moja uczennica, a wy oskarżacie ją o jakieś bzdury. Nie macie ku
temu żadnych podstaw. – Otworzył drzwi. – Mówię wam, że to
tylko gorszy dzień i jutro wszystko wróci do normy.
– Obyś
miał rację Kulczycki – powiedziała jeszcze Magda, zanim opuścił
pokój nauczycielski.
(Charlotte)
Tego
dnia celowo nie poszłam do szkoły. Nie dlatego, że mieliśmy
klasówkę z geografii, ale dlatego, że nie wiedziałam, jak miałam
się zachować względem Kulczyckiego. Ten pocałunek... Nie mogłam
o nim zapomnieć. Na początku byłam tym wszystkim zaskoczona i
skołowana, ale potem zrozumiałam, że byłam równie winna, co mój
nauczyciel. Przecież ja też go całowałam, nie siedziałam, jak
ten pal drewna, tylko obejmowałam go i oddawałam pieszczotę,
równie namiętnie, co mężczyzna.
Moja
przyjaciółka wciąż uważała, że byłam nienormalna i powinnam
korzystać z „daru”, jaki otrzymałam od losu. Według niej,
byłam jedyną uczennicą w całej szkole, dla której Kulczycki
złamał wszystkie swoje zasady. Ja jednak, nie miałam pewności,
czy powinnam się z tego cieszyć. W końcu nadal był moim
nauczycielem. I przecież nie mogłam wiecznie unikać szkoły, bo
mój ojciec, znowu mógł zacząć coś mówić, że niby mama sobie
ze mną nie radzi, i powinnam wrócić do Stanów.
Właśnie
robiłam sobie herbatę, kiedy mój telefon zasygnalizował nadejście
wiadomości. Od poprzedniego dnia, bałam się każdego dźwięku,
ogładzającego SMS-a, więc kiedy zobaczyłam, kto był nadawcą,
tym bardziej zaczęłam się bać. Patrzyłam przez chwilę na ekran
komórki, aż w końcu otworzyłam wiadomość.
ROBERT:
Czekam koło marketu.
Że
niby co?!
Zerknęłam
na godzinę. Była niemalże dwudziesta-druga, market już dawno był
zamknięty. Ten człowiek chyba był niepoważny, jeżeli myślał,
że wyjdę z domu, bo jemu zachciało się pogawędek. Z drugiej
jednak strony, przyjechał tak późno, więc naprawdę musiało mu
zależeć na rozmowie. Może było tak, jak mówiła Sara, koleś
zaczął się bać, że skomplikuję mu życie.
Przewróciłam
oczami, wyłączyłam czajnik i zajrzałam do salonu, gdzie moja mama
wesoło trajkotała przez telefon ze swoją wczorajszą randką.
– Mamo,
wychodzę! – zawołałam, a ta kiwnęła głową i roześmiała się
z czegoś. Zaraz potem zrobiła duże oczy.
– Hola,
hola, młoda damo! – zawołała. – O tej porze?
– Idę
niedaleko, zaraz wrócę.
Patrzyła
na mnie podejrzliwie.
– Chłopak
chce się ze mną zobaczyć – dodałam, a na twarzy Teresy rozkwitł
uśmiech.
– A
to zmienia postać rzeczy – odpowiedziała.
I to
był kolejny dowód na to, że moja mama była zdrowo rąbnięta.
Chwyciłam kurtkę w dłonie i wyszłam na chłodny, listopadowy
wieczór. Jeżeli ktoś zechciałby mnie napaść w tej ciemnicy,
będzie to wina mojego pedagoga i cała odpowiedzialność spada na
niego.
Już
z daleka widziałam samotny samochód, stojący na parkingu koło
marketu. Gdy podeszłam bliżej, w ciemności wyraźnie odznaczały
się jasne włosy mojego nauczyciela i bez wątpienia patrzył wprost
na mnie. Znów przed oczami stanął mi obraz z poprzedniego dnia.
Jego usta na moich, moje dłonie na jego karku, palce pieszczące mój
policzek. Mimowolnie uderzyło we mnie niesamowite gorąco.
Opanuj
się idiotko, myślałam. Powiesz mu swoje i spadasz do domu. Nic
więcej. Żadnego całowania, przytulania, ani nic, jasne?! Mój mózg
trzymał w dłoni szpicrutę, gotów walnąć mnie nią, za każdym
razem, gdybym zechciała zrobić coś głupiego. Podeszłam do
samochodu i wsiadłam na miejsce pasażera.
Pan
Robert niemal od razu odpalił i wycofał się bardziej na tyły
marketu, prawdopodobnie, by nikt nas nie zauważył.
– Cieszę
się, że przyszłaś – powiedział. – Chciałem porozmawiać.
Chyba
było mu niezręcznie, mi zresztą też, więc mogliśmy sobie podać
ręce.
– Słucham
– powiedziałam i udałam, że na ścianie budynku zauważyłam coś
niesamowicie ciekawego.
– Wczoraj.
– Westchnął i chyba przeczesał dłonią włosy.
Nie
byłam pewna, bo głowę miałam odwróconą, ale kątem oka
wyśledziłam jakiś ruch.
– Charlotte,
wybacz mi. Nie powinienem był tego robić. Nie miałam prawa
naruszać twojej cielesności i jeżeli będzie trzeba, poniosę za
wszystko pełną odpowiedzialność.
Wzruszyłam
ramionami.
– Stało
się, trudno – mruknęłam. – Też jestem winna, bo mogłam pana
odepchnąć, kopnąć, albo napluć panu w twarz, a nie zrobiłam
tego.
– Kopnęłabyś
mnie? – zapytał wyraźnie zaskoczony.
Odważyłam
się spojrzeć w jego twarz.
– Jak
każda, broniąca się kobieta – odpowiedziałam. – Także
spokojnie. Wiem, co się stało, rozumiem to i zdaję sobie sprawę,
że więcej się to nie może powtórzyć.
– Nie
może – potwierdził. – Jestem twoim nauczycielem. Jestem dorosły
i muszę być odpowiedzialny. Powinienem bardziej się hamować.
Jeżeli będziesz chciała to wycofam się z zajęć i będziesz je
miała z jakimś innym wykładowcą.
– Nie
chcę mieć z nikim innym. – Mówiłam szczerą prawdę. – I
jeżeli wszystko wróci do normalności, dalej będę chodziła na
zajęcia.
– Co
rozumiesz przez słowo „normalność”?
No
właśnie. Co miałam na myśli? Hugo wie. Nie chciałam innego
nauczyciela, mimo tego, co się wydarzyło. Wolałam trwać w
niezręcznej relacji do końca roku szkolnego, niż od nowa
przyzwyczajać się do nowego wykładowcy.
– Po
prostu wymazujemy wczorajsze wydarzenie z pamięci i zachowujemy się
normalnie – rzekłam.
Pan
Robert przyglądał mi się w zamyśleniu.
– Jesteś
zaskakująca, Charlotte – powiedział. – Sądziłem, że raczej
będziesz dążyła do tego, aby coś między nami było. Tak
zrobiłaby większość dziewczyn na twoim miejscu.
– Nie
jestem jak większość dziewczyn – burknęłam. – Jak już pan
zauważył, jestem pana uczennicą. Po kiego grzyba ryzykować
wszystko dla paru chwil zapomnienia?
– Mówisz
tak, aby mi dopiec, czy rzeczywiście tak uważasz?
Spojrzałam
na mężczyznę. W ciemności widziałam tylko jego jasne włosy i
błyszczące oczy.
– A
pan? – zapytałam. – A jak pan uważa?
– Ze
względu na nasze położenie, lepiej żebym ci nie mówił, co sądzę
na ten temat – rzekł.
– Mam
tylko jedno pytanie.
– Jakie?
– Dlaczego
pan to zrobił?
Spojrzał
gdzieś przed siebie.
– Dlaczego
mnie pocałowałeś, Robert?
Nie
zwrócił mi uwagi, że porzuciłam formę grzecznościową. Zerknął
na mnie szybko, a potem ponownie przed siebie.
– Poniosło
mnie – wyrzucił wreszcie. – Ale od dzisiaj będę cię traktował
czysto zawodowo. Masz na to moje słowo.
– W
porządku. – Chwyciłam klamkę od drzwi. – Więc będę cię
trzymała, za to twoje słowo. Dobranoc, Robert. – Już chciałam
wysiąść, ale usłyszałam głos nauczyciela.
– Pilnuj
się, Lotte. Lipowicz cię obserwuje i chce dzwonić do twojej mamy.
Nie możesz wagarować.
Przewróciłam
oczami.
– Żadna
nowość – warknęłam. – Ta kobieta do samego diabła by
zadzwoniła, żeby mnie udupić.
Mężczyzna
uśmiechnął się pod nosem.
– Gdybyś
miała z nią jakieś problemy to daj znać – powiedział. –
Załatwię to.
– Oczywiście.
– Również się uśmiechnęłam. – Wedle życzenia, panie
Kulczycki.
I
wysiadłam, zostawiając mojego nauczyciela samego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz