niedziela, 12 lutego 2023

LOTTE - Rozdział 10

 (Robert)

Robert Kulczycki opadł na rogówkę w swoim salonie i zakrył oczy dłonią. Jak mógł się tak zachować? Doskonale wiedział, że całą winę za incydent w sali ponosił on i tylko on. Charlotte nie była niczemu winna. To on do wszystko doprowadził, on zainicjował, mimo tego, że nie powinien. Jako nauczyciel zawsze starał się traktować uczniów na równi, ale w młodej Charlotte było coś, co zaczynało go fascynować. Pragnął poznać jaka jest poza szkołą, dowiedzieć się co lubi, jakie ma hobby i upodobania. Imponowała mu swoją radością życia, uśmiechem, który praktycznie nie schodził jej z twarzy. Aż do tamtego dnia...
Chyba nigdy nie zapomni jej oczu, zagubionych i wystraszonych, kiedy odsunęła się od niego. Nie wyrzuci z pamięci jej paniki i nagłej ucieczki. Robert nie dziwił się swojej uczennicy. Będąc na jej miejscu, zapewne zareagowałby tak samo. Doskonale wiedział, że popełnił bardzo duży błąd, posunął się o wiele za daleko, dlatego chciał to jak najszybciej naprawić. W obecnej sytuacji był nawet skłonny poprosić innego nauczyciela, by zastąpił go podczas indywidualnych zajęć. Nie chciał niszczyć życia nastolatce, która dopiero wchodziła w dorosłość. Nie chciał mącić w jej świecie, chociaż wszystko mu mówiło, że już to zrobił.
Kulczycki zawsze przestrzegał swoich granic. Był nauczycielem od wielu, wielu lat, ale nigdy nie zdarzyło mu się postąpić w taki sposób. Miał przecież wiele uczniów. Uczył całe klasy, dawał indywidualne lekcje i korepetycje uczniom innych szkół. Często przychodziły do niego młode, atrakcyjne dziewczyny, maturzystki z pobliskich liceów lub studentki, ale Robertowi nigdy nie zdarzyło się na żadną z nich, spojrzeć inaczej, niż na zwykłą uczennicę. W szkole uchodził za nauczyciela – kumpla, ale potrafił wytyczyć i postawić jasne granice oraz warunki i wszystko odbywało się na jego zasadach. Doskonale też wiedział, co uczennice o nim mówiły – grono pedagogiczne również miało swoje przecieki i lubiło plotkować, jednak Robert uważał, że to zwykłe młodzieńcze zauroczenie, które minie równie szybko, jak się pojawiło. Wszystkie dziewczęce zaloty ignorował na tyle, na ile mógł, a kiedy stawały się zbyt odważne lub nieetyczne, rozmawiał z taką nastolatką i uświadamiał, że był nauczycielem i powinna go traktować wyłącznie w taki sposób.
Dlatego, dla samego Roberta zagadką było jego zachowanie. W sali to on stał się niczym te wszystkie, trzepoczące rzęsami nastolatki. Doprowadził do sytuacji, która nie powinna mieć miejsca. Nawet jeżeli Charlotte go fascynowała, on jako dorosły mężczyzna, powinien zdusić to w sobie i odizolować się od dziewczyny tak bardzo, jak było to tylko możliwe. Nie powinien był proponować jej indywidualnych lekcji, a jeśli już to jego obowiązkiem było wycofać się z tego w momencie, w którym zauważył, że coraz ciężej było mu odpędzić się od myśli o siedemnastolatce. Powtarzał sobie, wmawiał, że Charlotte Bright to jego uczennica i nie miał prawa jej tknąć, jednak jak widać, wmawianie sobie, a robienie – to dwie różne rzeczy. Czy dziewczyna się go przestraszyła? Na pewno. Mogła go nawet uznać za zboczeńca, ale Robert taki nie był. Nigdy w życiu, nie zbliżyłby się do żadnej kobiety, a zwłaszcza uczennicy, mając tylko i wyłącznie pobudki cielesne. Zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli Charlotte zechce komuś opowiedzieć, co się wydarzyło, mógł wpaść w poważne tarapaty. Groziła mu utrata pracy, a nawet prawa do wykonywania zawodu, a to byłaby dla niego katastrofa.
Robert Kulczycki był nauczycielem z powołania. Już jako mały chłopiec, uwielbiał uczyć innych i pomagać w nauce. Zawsze miał najlepsze świadectwa, i chociaż nie poświęcał dużo czasu na ślęczenie nad książkami, to jego średnia była wręcz imponująca. Mając piętnaście lat, udało mu się dostać do prestiżowej szkoły z internatem w Nowym Jorku. To tam nauczył się języka i studiował. Po ukończeniu szkoły, wrócił do Polski w jednym celu – chciał uczyć młodzież.
Mieszkanie w USA nie było dla Roberta łatwe. Dopóki chodził do szkoły średniej, miał zapewnione lokum oraz opłatę za naukę – otrzymał stypendium do ukończenia szkoły. Jednakże kiedy poszedł na studia, zmuszony był zadbać o siebie samodzielnie. Rodziców mężczyzny nie było stać na to, aby opłacić jego edukację, więc Robert zatrudnił się na zmywaku w jakiejś upadającej, chińskiej restauracji. Warunki były okropne, płaca marna, ale nie miał większego wyboru. Później udało mu się zdobyć zatrudnienie w jednym z nocnych klubów, jako barman. Zarywał niemalże każdą noc, rozlewając drinki i ucząc się z zeszytu, ukrytego pod ladą baru. Sypiał po dwie, trzy godziny dziennie, jadł niewiele, ale osiągnął swój cel i został nauczycielem. Wrócił do Polski i niemal natychmiast znalazł pracę jako nauczyciel w szkole podstawowej. Później pracował w gimnazjum, aż zatrzymał sięna dłużej w liceum.
Krótko po powrocie z USA poznał Kingę – swoją żonę. Nigdy nie dażył jej uczuciem, a ich związek opierał się raczej na zwykłej przyjaźni, jednak gdy się okazało, że Robert zostanie ojcem, bez wahania poślubił Kingę, aby zapewnić jej i ich dziecku dobry byt. Małżeństwo niestety przechodziło poważny kryzys i obecnie byli w separacji, a im dłużej to trwało, tym bardziej mężczyzna przekonywał się, że powinien to zakończyć.
Tamtej nocy profesor nie sprał dobrze. Szczerze powiedziawszy, nie spał prawie wcale. Próbował się jeszcze skontaktować z Lotte, jednak nastolatka wyłączyła telefon. Zdobycie jej numeru wcale nie było takie trudne, jak sądził. Na jednej z przerw złapał Ilonę i poprosił o numer telefonu Charlotte, pod pretekstem przekazania jej pilnych informacji na temat jutrzejszych zajęć. Dziewczyna nie pytała o szczegóły i bez wahania wstukała w telefon swojego nauczyciela kontakt do koleżanki. Przez cały wieczór miał nadzieję, że nastolatka jednak się zgodzi na spotkanie i pozwoli sobie wszystko wyjaśnić. Jeżeli by zechciała, Robert był gotowy odsunąć się od zajęć indywidualnych, aby dziewczyna nie czuła się skrępowana. Jednak jak miał jej to powiedzieć, skoro nie chciała z nim rozmawiać?
Nie zdziwił się, kiedy Charlotte nie pojawiła się na lekcji. Nie zaskoczyła go również jej nieobecność na zajęciach indywidualnych. Nie miał również pewności, czy w ogóle pojawiła się w szkole, ponieważ nie natknął się na nią na korytarzu. Dotychczas jej ruda głowa mignęła mu przed oczami przynajmniej raz dziennie, tamtego nic jej nie wyłapał.
Kiedy po swoich nieodbytych zajęciach wszedł do pokoju nauczycielskiego, natknął się na rozmowę swojej koleżanki Magdy Lipowicz i nauczyciela historii Pawła Białowąsa. Oczywiście tematem ich rozmowy byli uczniowie, a właściwie jedna uczennica.
Podejrzewam, że ta dziewczyna ma jakieś problemy – powiedziała Magda i założyła nogę na nogę.
Może problemy rodzinne? – zasugerował Paweł, a zaintrygowany Robert usiadł na fotelu.
O kim mowa? – zapytał.
Koleżanka uśmiechnęła się w jego stronę.
O Bright – odpowiedziała. – Ostatnio wagaruje. Dzisiaj, na przykład, nie przyszła na lekcje, a doskonale wiedziała, że jest klasówka z geografii.
Pogoda nie dopisuje – rzekł Robert, mając nadzieję, że jego koledzy nie widzą zakłopotania na jego twarzy. – Może się pochorowała.
Wątpię. – Paweł pokręcił przecząco głową. – Kilka tygodni temu też znikneła. Nigdy jej się to nie zdarzało.
I ubiera się jakoś tak... wyzywająco – dodała Magda.
Kulczycki stłumił w sobie śmiech. Charlotte ubierała się dokładnie tak samo, jak inne nastolatki w jej wieku.
Kiedy zasugerowałam jej mamie, że powinna bardziej zwracać uwagę na strój córki, o mało nie wydrapała mi oczu.
Mnie się wydala bardzo miła – powiedział Robert. – Poza tym nie zapominajcie, że mamy do czynienia z nastolatkami. Wagary, dziwne stroje, fryzury i używki to normalne w ich wieku.
Chcesz powiedzieć, że popierasz tą małolatę? – zapytał Paweł, patrząc na kolegę z niedowierzaniem.
Był otyły a pod nosem widniał siwy wąs.
Nie. – Robert się podniósł. – Nikogo nie popieram, mówię tylko, że dzieciaki w tym wieku już takie są, a wy jako nauczyciele powinniście to wiedzieć.
Chyba powinnam zadzwonić do jej matki – stwierdziła Magda.
Robert o mało nie krzyknął, aby ją powstrzymać. Nie mógł przecież zdradzić, że to on był przyczyną nieobecności Charlotte. Musiał coś zrobić, zanim Lipowicz by się nakręciła, a ta kobieta potrafiła być upierdliwa.
Jeżeli chcesz, to spróbuję porozmawiać z Charlotte lub z jej matką – rzekł. – W końcu mamy te zajęcia indywidualne.
I myślisz, że uda ci się coś wskórać? – zapytała z ironicznym uśmiechem. – Jej matka jest jak kotka z wścieklizną. Zaatakuje cię, jak tylko powiesz złe słowo o jej córeczce.
Przesadzasz, Magda – powiedział Kulczycki i chwycił swoją kurtkę, a następnie plecak. – I nie róbcie z Charlotte nie wiadomo kogo. Może miała gorszy dzień i już.
Bronisz jej jak lew. – Zauważył Paweł. – To tylko głupi dzieciak, Robert.
Mężczyzna zdusił w sobie chęć, przywalenia temu gamoniowi w twarz.
To moja uczennica, a wy oskarżacie ją o jakieś bzdury. Nie macie ku temu żadnych podstaw. – Otworzył drzwi. – Mówię wam, że to tylko gorszy dzień i jutro wszystko wróci do normy.
Obyś miał rację Kulczycki – powiedziała jeszcze Magda, zanim opuścił pokój nauczycielski.

(Charlotte)

Tego dnia celowo nie poszłam do szkoły. Nie dlatego, że mieliśmy klasówkę z geografii, ale dlatego, że nie wiedziałam, jak miałam się zachować względem Kulczyckiego. Ten pocałunek... Nie mogłam o nim zapomnieć. Na początku byłam tym wszystkim zaskoczona i skołowana, ale potem zrozumiałam, że byłam równie winna, co mój nauczyciel. Przecież ja też go całowałam, nie siedziałam, jak ten pal drewna, tylko obejmowałam go i oddawałam pieszczotę, równie namiętnie, co mężczyzna.
Moja przyjaciółka wciąż uważała, że byłam nienormalna i powinnam korzystać z „daru”, jaki otrzymałam od losu. Według niej, byłam jedyną uczennicą w całej szkole, dla której Kulczycki złamał wszystkie swoje zasady. Ja jednak, nie miałam pewności, czy powinnam się z tego cieszyć. W końcu nadal był moim nauczycielem. I przecież nie mogłam wiecznie unikać szkoły, bo mój ojciec, znowu mógł zacząć coś mówić, że niby mama sobie ze mną nie radzi, i powinnam wrócić do Stanów.
Właśnie robiłam sobie herbatę, kiedy mój telefon zasygnalizował nadejście wiadomości. Od poprzedniego dnia, bałam się każdego dźwięku, ogładzającego SMS-a, więc kiedy zobaczyłam, kto był nadawcą, tym bardziej zaczęłam się bać. Patrzyłam przez chwilę na ekran komórki, aż w końcu otworzyłam wiadomość.
ROBERT: Czekam koło marketu.
Że niby co?!
Zerknęłam na godzinę. Była niemalże dwudziesta-druga, market już dawno był zamknięty. Ten człowiek chyba był niepoważny, jeżeli myślał, że wyjdę z domu, bo jemu zachciało się pogawędek. Z drugiej jednak strony, przyjechał tak późno, więc naprawdę musiało mu zależeć na rozmowie. Może było tak, jak mówiła Sara, koleś zaczął się bać, że skomplikuję mu życie.
Przewróciłam oczami, wyłączyłam czajnik i zajrzałam do salonu, gdzie moja mama wesoło trajkotała przez telefon ze swoją wczorajszą randką.
Mamo, wychodzę! – zawołałam, a ta kiwnęła głową i roześmiała się z czegoś. Zaraz potem zrobiła duże oczy.
Hola, hola, młoda damo! – zawołała. – O tej porze?
Idę niedaleko, zaraz wrócę.
Patrzyła na mnie podejrzliwie.
Chłopak chce się ze mną zobaczyć – dodałam, a na twarzy Teresy rozkwitł uśmiech.
A to zmienia postać rzeczy – odpowiedziała.
I to był kolejny dowód na to, że moja mama była zdrowo rąbnięta. Chwyciłam kurtkę w dłonie i wyszłam na chłodny, listopadowy wieczór. Jeżeli ktoś zechciałby mnie napaść w tej ciemnicy, będzie to wina mojego pedagoga i cała odpowiedzialność spada na niego.
Już z daleka widziałam samotny samochód, stojący na parkingu koło marketu. Gdy podeszłam bliżej, w ciemności wyraźnie odznaczały się jasne włosy mojego nauczyciela i bez wątpienia patrzył wprost na mnie. Znów przed oczami stanął mi obraz z poprzedniego dnia. Jego usta na moich, moje dłonie na jego karku, palce pieszczące mój policzek. Mimowolnie uderzyło we mnie niesamowite gorąco.
Opanuj się idiotko, myślałam. Powiesz mu swoje i spadasz do domu. Nic więcej. Żadnego całowania, przytulania, ani nic, jasne?! Mój mózg trzymał w dłoni szpicrutę, gotów walnąć mnie nią, za każdym razem, gdybym zechciała zrobić coś głupiego. Podeszłam do samochodu i wsiadłam na miejsce pasażera.
Pan Robert niemal od razu odpalił i wycofał się bardziej na tyły marketu, prawdopodobnie, by nikt nas nie zauważył.
Cieszę się, że przyszłaś – powiedział. – Chciałem porozmawiać.
Chyba było mu niezręcznie, mi zresztą też, więc mogliśmy sobie podać ręce.
Słucham – powiedziałam i udałam, że na ścianie budynku zauważyłam coś niesamowicie ciekawego.
Wczoraj. – Westchnął i chyba przeczesał dłonią włosy.
Nie byłam pewna, bo głowę miałam odwróconą, ale kątem oka wyśledziłam jakiś ruch.
Charlotte, wybacz mi. Nie powinienem był tego robić. Nie miałam prawa naruszać twojej cielesności i jeżeli będzie trzeba, poniosę za wszystko pełną odpowiedzialność.
Wzruszyłam ramionami.
Stało się, trudno – mruknęłam. – Też jestem winna, bo mogłam pana odepchnąć, kopnąć, albo napluć panu w twarz, a nie zrobiłam tego.
Kopnęłabyś mnie? – zapytał wyraźnie zaskoczony.
Odważyłam się spojrzeć w jego twarz.
Jak każda, broniąca się kobieta – odpowiedziałam. – Także spokojnie. Wiem, co się stało, rozumiem to i zdaję sobie sprawę, że więcej się to nie może powtórzyć.
Nie może – potwierdził. – Jestem twoim nauczycielem. Jestem dorosły i muszę być odpowiedzialny. Powinienem bardziej się hamować. Jeżeli będziesz chciała to wycofam się z zajęć i będziesz je miała z jakimś innym wykładowcą.
Nie chcę mieć z nikim innym. – Mówiłam szczerą prawdę. – I jeżeli wszystko wróci do normalności, dalej będę chodziła na zajęcia.
Co rozumiesz przez słowo „normalność”?
No właśnie. Co miałam na myśli? Hugo wie. Nie chciałam innego nauczyciela, mimo tego, co się wydarzyło. Wolałam trwać w niezręcznej relacji do końca roku szkolnego, niż od nowa przyzwyczajać się do nowego wykładowcy.
Po prostu wymazujemy wczorajsze wydarzenie z pamięci i zachowujemy się normalnie – rzekłam.
Pan Robert przyglądał mi się w zamyśleniu.
Jesteś zaskakująca, Charlotte – powiedział. – Sądziłem, że raczej będziesz dążyła do tego, aby coś między nami było. Tak zrobiłaby większość dziewczyn na twoim miejscu.
Nie jestem jak większość dziewczyn – burknęłam. – Jak już pan zauważył, jestem pana uczennicą. Po kiego grzyba ryzykować wszystko dla paru chwil zapomnienia?
Mówisz tak, aby mi dopiec, czy rzeczywiście tak uważasz?
Spojrzałam na mężczyznę. W ciemności widziałam tylko jego jasne włosy i błyszczące oczy.
A pan? – zapytałam. – A jak pan uważa?
Ze względu na nasze położenie, lepiej żebym ci nie mówił, co sądzę na ten temat – rzekł.
Mam tylko jedno pytanie.
Jakie?
Dlaczego pan to zrobił?
Spojrzał gdzieś przed siebie.
Dlaczego mnie pocałowałeś, Robert?
Nie zwrócił mi uwagi, że porzuciłam formę grzecznościową. Zerknął na mnie szybko, a potem ponownie przed siebie.
Poniosło mnie – wyrzucił wreszcie. – Ale od dzisiaj będę cię traktował czysto zawodowo. Masz na to moje słowo.
W porządku. – Chwyciłam klamkę od drzwi. – Więc będę cię trzymała, za to twoje słowo. Dobranoc, Robert. – Już chciałam wysiąść, ale usłyszałam głos nauczyciela.
Pilnuj się, Lotte. Lipowicz cię obserwuje i chce dzwonić do twojej mamy. Nie możesz wagarować.
Przewróciłam oczami.
Żadna nowość – warknęłam. – Ta kobieta do samego diabła by zadzwoniła, żeby mnie udupić.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem.
Gdybyś miała z nią jakieś problemy to daj znać – powiedział. – Załatwię to.
Oczywiście. – Również się uśmiechnęłam. – Wedle życzenia, panie Kulczycki.
I wysiadłam, zostawiając mojego nauczyciela samego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz