niedziela, 12 lutego 2023

LOTTE - Rozdział 9

 

Kolejne dni mijały spokojnie. Matka Teresa wróciła do swojej zwykłej formy i z samego rana stała już u mnie w pokoju, znów wypytując o swoją figurę. Sara jak zwykle kłóciła się z Arturem, a w poniedziałek się wściekła, ponieważ zapomniała o wtorkowych urodzinach Aśki. Pan Robert...
Jego sprawa nie dawała mi spokoju. Nie rozumiałam, dlaczego chciał, abym do niego napisała. Przez chwilę sądziłam, że może miał na myśli coś związanego z zdaniami z angielskiego. Chodziło o to, bym dała znać, gdybym miała problem z jakimś ćwiczeniem lub zrozumieniem czegoś, ale wszystko mi podpowiadało, że miał na myśli zupełnie coś innego.
Po naszym przypadkowym spotkaniu przed marketem znowu nie mogłam zasnąć. Coraz częściej łapałam się na tym, że moje myśli nawiedzał boski Adonis i robił mi istne „kiełbie we łbe”. Doszło nawet do tego, że wystukałam w moim telefonie wiadomość o treści „dobranoc panie profesorze” i nawet chciałam ją wysłać. W ostatniej chwili jednak stchórzyłam i rzuciłam telefon w stertę ciuchów, lezących na podłodze. Przez całą niedzielę chodziłam jak struta, zadręczając się myślami o wysłaniu chociaż krótkiego SMS-a, ale w rezultacie nic nie zrobiłam. Nie byłam pewna reakcji pana Roberta. Nie wiedziałam, czy dostałabym burę za zawracanie mu głowy w weekend? A może nie odpisałby wcale, ale za to na zajęciach dałby mi nieźle popalić, tak jak ostatnio dziewczynom na lekcji? W poniedziałek natomiast, spotkałam go na jednym z korytarzy w szkole i serce zabiło mi mocniej. Tym bardziej, że kiedy mnie mijał, uśmiechnął się szeroko i rzucił wesołe „dzień dobry, Charlotte”.Tak... zaczynałam być głupią gówniarą, która miała siano w głowie. I chyba naprawdę tak było, bo najwidoczniej, mój mózg postanowił się wynieść na dobre.
We wtorek rano, wyjątkowo, zamiast rano do szkoły, pobiegłam najpierw do Sary, aby złożyć Asi życzenia urodzinowe. Normalnie zrobiłabym to po lekcjach, jednak dziewczynka zamierzała świętować u dziadków, więc zanim skończyłybyśmy z Sarą zajęcia, dziewczynki już by nie było. W prezencie wręczyłam jej ogromne pudło farb plakatowych, o których ostatnio cały czas mówiła, blok rysunkowy oraz lalkę Barbie, którą kupiła moja mama.
Jezu, dziękuję, dziękuję! – piszczała mi do ucha, wieszając się na szyi z radości.
Sara jeszcze zaspana, stała w piżamie u dołu schodów i ziewała demonstracyjnie.
Jak ja ci współczuję, że musisz już do szkoły biec – powiedziała i skrzywiła się, gdy z kuchni wyjrzała ciemna głowa Artura, który zwyczajnie chciał się przywitać.
Za dwie godziny ty też będziesz musiała. – Wytknęłam jej język, życzyłam jeszcze raz Aśce wszystkiego najlepszego i wybiegłam z domu Głogowskich.
Gdybym wiedziała, co wydarzy się na wtorkowych zajęciach u Kulczyckiego, nigdy bym tam nie poszła. Nie zjawiłabym się na nich ani w środę, ani w żaden inny dzień tygodnia i nigdy, przenigdy, ever. Na początku, sądziłam, że to będzie dobry dzień. A wszystko dlatego, iż po raz pierwszy od wielu dni, do sali wkroczyłam równo z dzwonkiem. Pan Robert, boski jak zwykle, przywitał się ze mną i niemal natychmiast podał książkę. Miał na sobie niebieską koszulę w kratę, którą lekko rozpiął pod szyją. Jasne jeansy idealnie podkreślały umięśnione uda i uwydatniały jego tyłek, który Sara nazwałaby „apetycznym”. Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie, gdy usiadłam na swoim zwykłym miejscu.
Dowiedział się pan czegoś o tym spektaklu? – zapytałam, zanim zaczął prowadzić lekcje.
Aaa, tak – rzekł. – Przedstawienie zaczyna się o godzinie siedemnastej. – Wstał i zaczął wertować swoją książkę. – Myślę, że zbiórkę zrobimy przed domem kultury.
Dużo osób będzie? – Nie wiem czemu, ale zależało mi, aby było ich jak najmniej.
Jeszcze nie wiem. – Wzruszył ramionami, a potem puścił mi oczko. – Najwyżej pójdziemy we dwoje.
O jacie... we dwoje.
Jasne – mruknęłam trochę onieśmielona.
Trochę... dobre sobie. Moje serce waliło jak opętane! Starałam się skupić, ale moje wszystkie myśli przepadły w momencie, w którym pan Robert powiedział, że być może na spektakl pójdziemy sami. Wizja nas dwojga, zupełnie osamotnionych, oglądających sztukę, doprowadzała mnie niemal do szaleństwa. Niemal przez całe zajęcia czułam niesamowite gorąco, serce dudniło mi w piersi, a mózg... on to chyba całkowicie wyparował.
Kulczycki jak zwykle krążył po sali, a za każdym razem kiedy mnie mijał, moje ciało przechodził dreszcz. Dokładnie taki sam jak w samochodzie, kiedy dotknął mojego ramienia.
Jeszcze raz – polecił, bo po raz kolejny podałam złą odpowiedź. – Postaraj się Charlotte. Znasz odpowiedź.
Oczywiście, że znam, myślałam. Jak mogłabym nie znać? Tylko to twoja obecność, człowieku, nie pozwala mi się skupić. Weź wyjdź i po sprawie.
Naprawdę nie wiem – jęknęłam i odrzuciłam ołówek.
Mężczyzna zatrzymał się koło mojej ławki, popukał palcem w treść zadania, widniejącego w mojej książce.
Jeszcze raz – polecił uprzejmie. – Postaraj się bardziej skupić.
Równie dobrze mógł powiedzieć, że mam przestać oddychać i mimo to, żyć dalej. Przecież to niemożliwe, zwłaszcza przy kimś takim, jak on. Ale co ja mogłam? Postanowiłam się zebrać w sobie i znów przeczytałam polecenie, a następnie zadanie.
Naprawdę nie umiem na to odpowiedzieć – westchnęłam, odsuwając od siebie książkę.
Pan Robert patrzył na mnie przez chwilę, potem okrążył biurko, i ku mojemu zdziwieniu, usiadł na krześle obok mnie.
JEZU!
Dobra, Charlotte. – Zamknął mój podręcznik i rzucił na biurko. – Co się dzieje?
Nic, a co ma się dziać? Po prostu działasz na mnie powalająco.
Nic, naprawdę – odpowiedziałam, chociaż czułam, że patrzył na mnie przenikliwie.
Nie jestem ani ślepy, ani głupi – rzekł. – Masz jakieś kłopoty?
Nie. – Pokiwałam przecząco głową.
Jakoś nie umiałam spojrzeć na mojego nauczyciela. Wystarczyło, że siedział bardzo blisko mnie i czułam jego zapach. To całkowicie mnie wyłączało i było jednym z powodów, dla których nie chciałam mieć tych głupich zajęć. Wiedziałam, że prędzej czy później, zadurzę się, jak cała reszta tych wszystkich dziewczyn!
Znów masz problemy z chłopakiem? – dopytywał.
Z jakim chłopakiem? – Spojrzałam na pana Roberta, a widząc jego zdziwiony wyraz twarzy, zrozumiałam, że popełniłam gafę. Przecież powiedziałam mu, że mam chłopaka! – Nie, nie chodzi o niego – dodałam szybko, by jakoś ratować sytuację.
Czy podkreślałam już, że bywam kretynką do potęgi?
Więc co się dzieje? – Patrzyłam prosto w oczy mojego profesora i znów miałam wrażenie, że porwał mnie wielki sztorm.
Bujał mną na prawo i lewo oraz podrzucał, jak szmacianą lalką. Te piękne, stalowe oczy, patrzące prosto w moje.
Rany Julek...
Nic się nie dzieje – skłamałam. – Po prostu to zadanie jest trudne.
Bzdura – skwitował. – Od dwunastu minut ślęczysz nad ćwiczeniem, które już kiedyś rozwiązałaś.
Cholera jasna! I jak ja miałam z tego wybrnąć? Wiedziałam, że Kulczycki tak łatwo mi nie odpuści.
Charlotte, jeżeli coś się dzieje, możesz mi powiedzieć. Jestem twoim nauczycielem, ale nie znaczy, że musisz się przede mną ukrywać. Jestem też od tego, by wysłuchać i pomagać. Między innymi dlatego, zapisałem ci mój numer. Żebyś mogła pisać lub dzwonić o każdej porze dnia i nocy.
Nawet jeżeli wszystko będzie w porządku? – zapytałam tak nienaturalnie cichym głosem, że sama się zdziwiłam.
Pan Robert patrzył przez chwilę prosto w moje oczy, a potem, sama nie wiem jakim cudem, ale ciepłe palce jego dłoni, znalazły się na mojej brodzie. Niech mnie diabli porwą, pomyślałam. Przez moje ciało przeleciało... kij wie co. Ale przyprawiło mnie o ciarki. Cholernie miłe, przyjemne mrowienie i jeszcze nigdy nie czułam czegoś takiego.
Nawet jeżeli wszystko będzie w porządku – powtórzył równie cicho.
Tak cicho, że jego głos wydał mi się jeszcze bardziej seksowny niż zwykle. Jego palce sunęły po mojej brodzie, żuchwie i policzku. Przyjemnie ciepła i szorstka dłoń gładziła moją skórę. Szare tęczówki Kulczyckiego, przyspieszony oddech, dłoń na mojej twarzy... to było najcudowniejsze uczucie na świecie. W mojej głowie wybuchła istna burza z piorunami. Ciało i serce pragnęło bliskości tego mężczyzny, mózg który dotychczas gdzieś się ukrywał, nagle zaczął głośno i stanowczo protestować. Czułam delikatny oddech profesora na mojej twarzy. Jego piękne oczy były coraz bliżej moich, a blond grzywka zaczęła mnie łaskotać w czoło. Wiem, że powinnam była coś zrobić. Zaprotestować, odsunąć się, odepchnąć go, albo zwiać z krzykiem.
Powinnam, ale nie chciałam i tu był pies pogrzebany. Usta pana Roberta delikatnie dotknęły moich. Niepewnie, zupełnie tak, jakby mężczyzna oczekiwał, że się odsunę.
O BOŻE, BOŻE, BOŻE!
Pocałunek był tak subtelny i delikatny, że przez chwilę miałam wrażenie, iż to wszystko mi się śniło. Naprawdę siedziałam w klasie, na głupi krześle, i pozwalałam się całować mojemu nauczycielowi! Język mężczyzny delikatnie wsunął się do moich ust i... BUUM!
W mojej głowie wybuchła jakaś istna bomba. Mózg wyleciał w powietrze, serce waliło jak zwariowane, a ja całkowicie zapomniałam, kim był dla mnie ten człowiek. Po prostu przepadłam. Poddałam się i amen. Straciłam kontrolę nad tym, co robiłam i zarzuciłam ręce na kark pana Roberta. Oddawałam pocałunek najlepiej jak porafiłam, a wszystko we mnie wybuchało, niczym fajerwerki.
Kulczycki odsunął swoje usta i oparł czoło o moje. Oczy miał zamknięte, a ja powoli odzyskiwałam zdolność logicznego myślenia.
Kurwa.
Całowałam się z własnym NAUCZYCIELEM. Czy mnie posrało do reszty?! Dłonią wymacałam mój plecach i chwyciłam go mocno.
Charlotte – wyszeptał pan Robert.
Chyba chciał coś powiedzieć, ale głos najwidoczniej uwiązł mu w gardle. Odsunęłam się od mężczyzny, wstałam i cofnęłam o kilka kroków. Kulczycki wyglądał na zaskoczonego, jednak w mojej głowie odbywała się istna bitwa myśli.
Pójdę już – rzuciłam szybko i zanim zdążył cokolwiek zrobić lub powiedzieć, wybiegłam z klasy nadal nie wierząc w to, co się stało.
Od razu pobiegłam do łazienki, po czym zamknęłam się w jednej z kabin. Tam osunęłam się po ścianie na ziemię, wyrzucając swoją głupotę. Co ja najlepszego narobiłam? Cholerna kretynka! To twój nauczyciel, powtarzałam sobie w myślach. Uczy cię, a ty się z nim całujesz! W dodatku w szkole, gdzie każdy może nas przyłapać!
Jeszcze nigdy nie czułam się tak... sama nie wiedziałam jak. Byłam roztrzęsiona i szczęśliwa zarazem. Nareszcie miałam pewność, że pan Robert naprawdę był mną zainteresowany, ale... no właśnie. Ale nie chciałam się pakować w kłopoty, z powodu jakiegoś durnego zauroczenia. Poza tym, to dorosły mężczyzna. Co jeżeli miał rodzinę? Żonę i dzieci?
KUŹWA MAĆ!
Wyciągnęłam z kieszeni telefon i weszłam w wiadomości.

JA: Kiedy będziesz w szkole?
SARA: Już jestem, siedzę pod klasą.
JA: Przyjdź do łazienki.

Pięć minut później do moich uszu dotarł dźwięk głosu przyjaciółki:
Lotte! Jesteś tutaj?
Otworzyłam kabinę i Sara weszła do środka. Gdy zobaczyła mnie na podłodze, zrobiła duże oczy, uklękła przede mną, patrząc na mnie z troską.
Nie uwierzysz co się stało – powiedziałam niemal z ironią.
Coś złego? – zapytała i zaczęła dotykać moich ramiona, tak jakby sprawdzała czy byłam cała.
Całowałam się.
Uniosła jedną brew do góry.
Jak mi powiesz, że z tym fajtłapą Bartkiem, to ci lutnę – powiedziała. – Stać cię na lepszą partię.
Całowałam się z Kulczyckim – wyszeptałam, a oczy Sary zrobiły się wielkie jak talerze obiadowe.
Świrujesz! – zawołała. – Jak było? Opowiadaj!
Posłałam jej gniewne spojrzenie. Czy ona nie widziała, że byłam w rozsypce?
Wiesz, w co ja się wpakowałam? – jęknęłam niemal z płaczem. – To jest nauczyciel.
Gówno, a nie nauczyciel. – Uśmiechnęła się szeroko. – Opowiadaj lepiej, jak było? Kto zainicjował pocałunek? Jak to wyglądało? Jaki jest?
Jęknęłam zrozpaczona. Czego mogłam się po Sarze spodziewać? Przecież było oczywiste, że ją ta historia wkręci i to na tyle, że wszelkie moje słowa zbagatelizuje.
On, ja... sama już nie wiem. – Walnęłam tyłem głowy o ścianę. – Stało się coś, co nie powinno się stać, Sara. Jak ja będę się teraz pokazywać na lekcjach? Na tych głupich zajęciach?
Spokojnie. – Chwyciła mnie za ramię i pomogła wstać. – Nie dramatyzuj, poczekaj na jego krok.
Ponownie spojrzałam na nią gniewnie.
To jest...
Wiem! – przerwała mi. – Ale zobaczysz, że sam się do ciebie odezwie. Będzie panikował, że wygadasz komuś, co się wydarzyło. Don't panic, baybe.
Łatwo ci powiedzieć – warknęłam, wychodząc z kabiny.
Przez resztę lekcji nie widziałam Kulczyckiego i może to lepiej. Bałam się tego, jakie konsekwencje mogły wyniknąć z tej jednej chwili słabości. Niby krótki moment, a namieszał mi w głowie jak betoniarka. Z jednej strony cieszyłam się, że do tego doszło, z drugiej... Byłam skołowana i sama nie wiedziałam, co powinnam o tym myśleć.
Po powrocie do domu, nie zastałam mamy, i to było lekko zadziwiające. Sądziłam, że w dzień będzie w domu, bo odwołali jej jakieś zajęcia na uczelni. Dopiero w kuchni znalazłam kartkę, przyklejoną do lodówki.
Jestem na randce. Wrócę przed dwudziestą. Całuję, mama.
Zajebiście.
Jakby tego było mało, okazało się, że Teresa chodziła na jakieś randki. Weszłam do salonu i walnęłam się na kanapę w nadziei, że może odpoczynek pozwoli mi na to wszystko spojrzeć z dystansu. Ale niestety. Im więcej myślałam, tym bardziej bolała mnie głowa. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk wiadomości. Sądząc, że to jakiś bzdurny SMS od Sary, otworzyłam niemal natychmiast.

ROBERT: Powinniśmy porozmawiać. Możemy się spotkać?

Moje serce znów zabiło mocniej. Nie chciałam się z nim spotykać. Nie w tamtym momencie, nie po tym co się wydarzyło. Na początku nie zamierzałam odpisywać, ale uznałam, że byłoby to zbyt niegrzeczne.

JA: Nie.

Wysłałam i wyłączyłam komórkę. Zdecydowanie wpakowałam się w największe gówno w moim życiu.

____________________

Maraton LOTTE

Zostały jeszcze trzy rozdziały :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz