Tego
dnia lekcje dłużyły mi się niemiłosiernie. Sara dotarła do
szkoły dopiero po trzeciej godzinie, ponieważ, jak to ona ujęła,
musiała przecież wziąć prysznic, zrobić makijaż, wyprostować
włosy i tak dalej. Oczywiście kiedy tylko mnie zobaczyła, pierwsze
co zrobiła, to zdzieliła mnie w głowę, wyładowując swoją
irytację związaną z zaspaniem, a potem zmierzyła mnie od stóp do
głów i powiedziała:
— Chyba
matka Teresa ci dzisiaj ciuchy wybierała, co? Bo wszyscy chłopacy
się na ciebie gapią.
W
istocie zauważyłam, że kilku kolegów z klasy zerkało na mnie
częściej, niż zazwyczaj, ale nie miałam czasu o tym rozmyślać.
Pojawił się poważniejszy problem, a mianowicie inny tok nauczania,
którego za cholerę nie chciałam. Musiałam z kimś o tym pogadać,
więc na przerwie zaciągnęłam Sarę do kibla, i zanim zaczęłam
mówić, sprawdziłam, czy kabiny były puste.
— Dobra,
rudzielcu — rzekła blondynka i przeczesała dłonią swoje długie,
jasne włosy. Zwykle kręciły się jak spirale, jednak Sara zaczęła
je prostować, mówiąc, że dzięki temu wyglądała dojrzalej i
seksowniej. — Gadaj o co chodzi.
— Kulczycki
chce, żebym miała jakiś indywidualny tok nauczania —
powiedziałam, stając przed lustrem. Przeczesałam moje rude włosy,
podobnie jak przyjaciółka chwilę wcześniej.
— A
po kiego grzyba? — Spojrzała na mnie zdziwiona. Swoje ciemne oczy
podkreśliła cienką kreską eyelinera i tuszem.
— Bo
umiem więcej, niż wy — burknęłam.
— Nawet
nie wiesz ile bym dała, żeby mieć indywidualne lekcje z Kulczyckim
— rozmarzyła się. — Wszystkie dziewczyny będą ci zazdrościć.
Jak
mogłam o tym zapomnieć? Moja przyjaciółka również należała do
grona zagorzałych fanek naszego nauczyciela. Naszła mnie chęć
kopnięcia Sary w twarz, bo ja miałam bardzo poważny problem, a ona
bujała w obłokach!
— Ale
ja nie chcę żadnych lekcji! — powiedziałam dobitnie, patrząc
jak dziewczyna wyciąga z torebki potężną kosmetyczkę, po czym
zaczyna w niej gmerać, szukając maskary.
— Dlaczego?
— zdziwiła się. — Przecież to ci tylko pomoże. Umiesz więcej
niż my, jesteś na wyższym poziomie, więc nauczanie powinnaś mieć
dostosowane pod ciebie, Lotte.
Chęć
kopnięcia Sary wzrosła jeszcze bardziej.
— I
ty, Brutusie, przeciwko mnie?! — zawołałam.
Blondynka
wzruszyła ramionami i zaczęła malować rzęsy, pochylając się
przy tym do przodu, bliżej lustra.
— Przestań
panikować — powiedziała, posyłając mi szeroki uśmiech. —
Spójrz na to z innej strony. Kilka godzin sam na sam z Kulczyckim,
może być całkiem... interesujące. I wzbogaci twoją wiedzę —
znów mnie zmierzyła — nie tylko z angielskiego.
— Cholera
jasna, Sara! Czy ty i moja matka pozamieniałyście się na rozumy?!
— To, że byłam załamana, było jakimś niedopowiedzeniem.
Sądziłam,
iż Sara stanie po mojej stronie, ewentualnie pobiegnie do naszego
nauczyciela, ciężko go pobije, a potem wróci z wielkim napisem na
czole „WE ARE THE CHAMPION”. Ale niestety, musiała całkowicie
poprzeć zdanie boskiego Dawida, a ja zostałam całkowicie sama na
polu bitwy. Bo w to, że Teresa będzie zachwycona takim obrotem
spraw, wcale nie wątpiłam.
— Przestań
dramatyzować — Sara włożyła kosmetyczkę do torby i zamknęła
ją. — To tylko głupie, indywidualne lekcje. Przecież nikt nie
będzie cię tam mordował. Nie rozumiem twojego nastawienia, każdy
inny uczeń by się cieszył, a ty wybrzydzasz.
— Nie
wybrzydzam! — zaprzeczyłam gwałtownie. — Ja po prostu wolę
mieć lekcje z wami wszystkimi.
Moja
przyjaciółka przewróciła oczami i ruszyła do wyjścia z
łazienki.
— Lotte,
nie rób afery o nic — powiedziała, kiedy byłyśmy już na
korytarzu. — To tylko jeden przedmiot, kilka godzin w tygodniu.
Kiedy masz pierwsze zajęcia?
— Jeszcze
nie wiem — wyznałam. — Kulczycki chce najpierw porozmawiać z
dyrkiem.
— Pewnie
ułożą dla ciebie osobny plan, żeby gdzieś ci wpasować lekcje
angielskiego.
Spojrzałam
na nią błagalnie. Dlaczego nie mogła mnie pocieszyć, albo
pozwolić mi uciec, jak najdalej?
— Zabij
mnie — poprosiłam, Sara zaśmiała się wesoło.
Zaraz
po lekcjach poszłyśmy na uczelnię, gdzie pracowała moja mama.
Dziekanat był duży, ściany kremowe, ozdobione bliżej
nieokreślonymi dyplomami i wyróżnieniami uczelni, a za brązowym
blatem siedziała młoda, jasnowłosa kobieta i pisała coś
zawzięcie na komputerze. W rogu stała brązowa kanapa, a przed nią
stolik, jednak nie miałam wątpliwości, że siadać mogą tam tylko
pracownicy uczelni, a ściślej mówiąc – wykładowcy. Po prawej
stronie, na jakiejś starej ławce, leżał cały stos,
porozrzucanych niedbale ulotek, związanych z medycyną. Gdy z Sarą
weszłyśmy do pomieszczenia, blondynka podniosła na nas spojrzenie
i zmarszczyła lekko czoło.
— Słucham?
— zapytała, a ja zdusiłam w sobie chęć jęknięcia.
Dotychczas
nie musiałam mówić kim byłam, i co tam robiłam.
— Szukam
mojej mamy — wyjaśniłam. — Teresy Bright.
Blondynka
zmierzyła mnie uważnie od stóp do głów, jakbym naprawdę była
jakimś eksponatem, a następnie zerwała się z miejsca.
— Pani
Tereso! — zawołała, zaglądając do jakiegoś pomieszczenia obok.
— Przyszły dwie młode dziewczyny do pani!
— Moja
córunia? — Usłyszałam głos mamy, a chwilę później pojawiła
się w dziekanacie.
Wyglądała
dokładnie tak samo, jak rano – czyli moja spódniczka, szpilki,
koszula. Włosy spięła w rozpadającego się koka, twarz ozdobiła
perfekcyjnym, jednak delikatnym makijażem, a na usta przywołała
szeroki, serdeczny uśmiech.
— No,
twoja córunia — bąknęłam, na co Sara parsknęła śmiechem. —
Mam wiadomość do przekazania, od mojego nauczyciela.
— Przeskrobałaś
coś? — oparła się biodrem o biurko.
— Nie,
ale chcę ci oznajmić, że będę miała indywidualne lekcje z
angola.
Mama
zmarszczyła brwi.
— Kto
o tym zadecydował? Powinnam zostać poinformowana.
Boże,
widzisz i nie grzmisz, pomyślałam.
— Przecież
właśnie cię informuję — zauważyłam.
— Kulczycki
— odezwała się Sara. — Stwierdził, że Lotte jest za dobra z
angielskiego i powinna mieć nauczanie na wyższym poziomie. Będzie
rozmawiał z dyrektorem na ten temat.
Mama
zmrużyła oczy w zamyśleniu.
— Chcę
porozmawiać z tym Kulczyckim — powiedziała. — Muszę się
dowiedzieć, jak to będzie wyglądało.
— Chyba
nie chcesz pójść do mojej szkoły? — zapytałam przerażona.
Jeszcze
tego brakowało, matka Teresa w mojej szkole i siara stulecia.
— Oczywiście,
że chcę — odpowiedziała z uśmiechem. — Jutro pójdziemy do
tego twojego nauczyciela.
Stałam,
dosłownie wryta w podłogę, ruszając ustami, niczym ryba wyjęta z
wody. Nie, to nie mogło się dziać.
— Nie
trzeba żebyś tam szła — jęknęłam błagalnie. — Poza tym ja
nie wiem, o której Kulczycki zaczyna zajęcia.
— O
ósmej — wtrąciła Sara, a mnie ogarnęła chęć mordu.
Pogrzebała
moją jedyną możliwość odwiedzenia mamy od pomysłu pójścia do
szkoły. Czy gdybym w tamtym momencie, zadźgała Sarę nożem, a jej
ciało wyrzuciła do rzeki, sędzia uznałby, że działałam pod
wpływem wyższej konieczności? Zapewne tak.
— Więc
świetnie! — Mama wesoło klasnęła w dłonie. — Wrócę z
pracy, wezmę szybki prysznic i pójdziemy do szkoły.
— Zajebiście
— mruknęłam. — Normalnie cud, miód i malinki!
Mama
i Sara wybuchły śmiechem, a ja zaczęłam się zastanawiać czy nie
powinnam zadzwonić do szpitala psychiatrycznego, by zabrali je obie.
Swoją
drogą sama nie rozumiałam, dlaczego tak bardzo sprzeciwiałam się
tym zajęciom. Przecież była cała masa osób, które odbierały
edukację w ten sposób i jakoś świat się z tego powodu nie walił.
Potem jednak, uświadomiłam sobie, skąd ta moje niechęć wynikała.
Jak
już wcześniej wspominałam, damska część szkoły wręcz szalała
za Kulczyckim. Pomimo swojego wieku, miał świetny kontakt z
uczniami, i nawet jeżeli zachowywał się na tak zwanym „luzie”,
to potrafił wzbudzić respekt i utrzymać dyscyplinę. Nie
zachowywał się jak reszta nauczycieli – sztywno i zarozumiale.
Wiedział jak pobudzić uczniów do działania, przekazywał wiedzę
z pasją i zaangażowaniem, dzięki czemu uczniowie z utęsknieniem
czekali na kolejne lekcje. Cały jego charakter, w połączeniu z
nieziemskim wyglądem, sprawiał, że w oczach nastolatek, Robert
Kulczycki był ideałem. Za którym szalała nawet moja przyjaciółka.
Okej,
nie ma co oszukiwać. Mi również imponował, jednak nie
zapominałam, że był przede wszystkim naszym nauczycielem. Poza
tym, chyba każda nastolatka ma w swoim życiu taki moment, kiedy
zaczyna się interesować starszymi mężczyznami. Albo popada w
zauroczenie własnym nauczycielem. Wydawało mi się, to normalna
kolej rzeczy, towarzysząca dojrzewaniu. Nie chciałam mieć
indywidualnych zajęć, ponieważ po pierwsze: nie wiedziałam jak
miałabym się zachowywać, będąc z nauczycielem sam na sam, a po
drugie... Nie chciałam popaść w zauroczenie, które zrobiłoby ze
mnie trzepoczącą rzęsami, zakochaną gówniarę. Wolałam
podziwiać Kulczyckiego z daleka, siedząc z Sarą w ławce i od
czasu do czasu zerkać na jego rozbrajający uśmiech.
Jednak
niestety, pomimo moich próśb i zapewnień, że nie jest to
konieczne, następnego dnia, moja wredna matka, zwlekła mnie za nogi
z łóżka i siłą zaciągnęła do szkoły. Kompletnie nie mnie nie
słuchała i nie dała się przekonać, że przecież wszystko mogłam
sama załatwić. Przypomniałam jej nawet, że żyłyśmy w XXI wieku
i istniały telefony, przez który mogła zadzwonić do Kulczyckiego.
Odpowiedziała mi, że wtedy wyszłaby na wyrodną matkę, która ma
dobro córki w dupie i dzwoni tylko po to, by odpękać nudną,
bezsensowną rozmowę z mało ciekawym nauczycielem. Usłyszawszy to,
zapragnęłam przywalić głową w ścianę, jednakże pechowo,
nigdzie w pobliżu takowej nie było.
Kiedy
już w końcu dotarłyśmy do tej durnej szkoły, zaprowadziłam mamę
do pokoju nauczycielskiego, gdzie drzwi otworzyła nam Lipowicz.
Zerknęłam wymownie w sufit, w niemym pytaniu do Boga, czy skończył
wreszcie robić sobie ze mnie pośmiewisko. Odpowiedzi nie uzyskałam,
więc uznałam, że świetnie się bawił moim kosztem.
— Witam
— pierwsza odezwała się moja mama. — Nazywam się Teresa Bright
i szukam pana Kulczyckiego.
— Ach,
mama Charlotte! — zawołała geograficzka, a jej oczy błysnęły
złowrogo.
W
większe bagno się wpakować nie mogłam. Ciekawe, dlaczego ziemia
nie chciała się rozstąpić pod moimi stopami, bo naprawdę wolałam
zapaść się pod ziemię, niż stać w takim towarzystwie.
— Cieszę
się, że panią widzę, pani Bright — kontynuowała. — Czy może
mi pani powiedzieć, czy w domu wszystko w porządku? Macie państwo
jakieś problemy?
Zarówno
ja, jak i mama zrobiłyśmy wielkie oczy.
— Nie
— odpowiedziała Teresa. — Dlaczego pani pyta?
— Martwię
się trochę o Charlotte. — Po raz pierwszy w życiu widziałam,
jak Lipowicz robiła zatroskaną minę. — Bardzo często spóźnia
się na zajęcia, poza tym wyzywająco się ubiera.
Moja
mama zmierzyła mnie wzrokiem.
Miałam
na sobie czarną bokserkę, czerwoną koszulę w kratę i czarne
rurki.
— Charlotte
to nastolatka. — Mama uniosła dumnie głowę. — Nie będzie
chodziła w moherowych sweterkach. Zapewniam panią, że u nas
wszystko w porządku, a teraz proszę zawołać profesora
Kulczyckiego, bo nie mam czasu rozmawiać o bzdurach.
Matka
Teresa się wkurzyła, a kiedy tak się działo, lepiej było
schodzić jej z drogi, bo waliło piorunami wszędzie, gdzie się
dało.
— Uważa
pani, że to są bzdury? — Lipowicz wyglądała na zdumioną.
— Oczywiście.
— Mama się uśmiechnęła. — Moja córka ubiera się i zachowuje
tak samo, jak inni nastolatkowie w jej wieku. A teraz zawoła pani
tego Kulczyckiego, czy sama mam to zrobić? — Teatralnie założyła
ręce na piersi.
Kilkoro
uczniów, stojących niedaleko, przyglądało się nam z
zaciekawieniem, a ja pragnęłam zniknąć z powierzchni ziemi.
Lipowicz
zmierzyła moją mamę srogim spojrzeniem, a potem zniknęła w
pokoju nauczycielskim tylko po to, by po chwili wyłonić się z
niego z boskim Dawidem. Tego dnia miał na sobie niebieski, obcisły
t-shirt z nadrukiem oraz ciemne jeansy. Przez rękę przerzucił
sobie ciemną bluzę, a w dłoni trzymał dziennik.
— Pani
Bright, jak mniemam — powiedział na przywitanie, ściskając mojej
mamie dłoń.
— Tak,
chciałam z panem porozmawiać. — Teresa uśmiechnęła się.
— Oczywiście,
zapraszam do klasy. — Posłał mi przyjazny uśmiech i wskazał
drzwi sali obok. Przepuścił nas pierwsze, wskazał dłonią
pierwszą ławkę, dając tym samym znak, że mam usiąść, sam zaś
przysunął sobie krzesło i usiadł z boku, zaraz obok mnie.
— Lotte
wspominała o jakichś zajęciach indywidualnych — zaczęła mama,
a Kulczycki skinął twierdząco głową.
— Charlotte
ma świetne oceny. — Otworzył dziennik i wyszukał w nim nazwę
swojego przedmiotu. — Ze wszystkich kartkówek piątki, z klasówek
szóstki. Poza tym potrafi płynnie rozmawiać po angielsku,
akcentować i świetnie zna gramatykę.
— Wychowałam
się w USA — wyjaśniłam. — To dlatego.
— I
to jest powód, dla którego chciałbym przerobić z tobą
trudniejszy materiał. — Ponownie się do mnie uśmiechnął. —
Charlotte — tym razem mówił do mojej mamy — naprawdę radzi
sobie niesamowicie z angielskiego. Jednakże odnoszę wrażenie, że
nudzi się na moich zajęciach, ponieważ materiał, który
przerabiamy na lekcjach, Charlotte pojęła już jako mała
dziewczynka.
— Zgadzam
się z panem — powiedziała Teresa, zakładając nogę na nogę.
Obie ręce położyła na blacie stołu, a ich palce splotła ze
sobą. — Chciałabym jednak wiedzieć, jak to ma wszystko wyglądać,
i oczywiście ile będzie kosztować.
— O
nie, nie — profesor się zaśmiał i opadł na oparcie krzesła. —
Robię to w ramach mojej pracy i mojego etatu. Pani nic za to nie
płaci. Spotykałbym się z Charlotte po jej lekcjach, tutaj w
szkole. Przygotuję specjalny program nauczania, który zostanie
uwzględniony na świadectwie.
— Na
świadectwie? — zapytałam. Ta informacja była całkiem
interesująca.
— Tak.
— Kiwnął głową. — Będziesz miała wyraźnie zaznaczone, że
tego przedmiotu uczyłaś się na znacznie wyższym poziomie.
— A
kiedy mają zacząć się te zajęcia? — zapytała moja mama.
— Jeszcze
nie wiem — przyznał. — W sekretariacie układają nowy plan
zajęć dla Charlotte. — Spojrzał na mnie swoimi szarymi oczami. —
We wtorki chyba zaczynacie lekcje o dziesiątej, prawda? — zapytał.
— Tak.
— Więc
na pewno we wtorki, będziemy się spotykać przed twoimi zajęciami.
— A
co z lekcjami, na które Lotte dotychczas uczęszczała?
Jeszcze
nigdy nie widziałam, aby moja mama była taka dociekliwa.
— Jeżeli
chodzi o angielski z klasą, to jeżeli lekcja ze mną wypada w
środku zajęć, Charlotte będzie na nią przychodziła, ale dla
niej to będzie taka luźna godzina. Będzie mogła na niej
przygotowywać się do innych zajęć, lub rozwiązywać jakieś
testy, jeżeli takowe będę miał. Jeśli zajęcia wypadną na
początku lub na końcu, to będzie zaczynała lekcje później, lub
szybciej je kończyła — wyjaśnił. — Nie chcielibyśmy
przekraczać sześciu godzin angielskiego tygodniowo, więc jeżeli
będziemy mieli dwie godziny we wtorki, kolejne dwie w inny dzień,
to Charlotte pozostanie jedna godzina zajęć z klasą. Resztę
lekcji angielskiego będzie mogła opuszczać.
— Rozumiem.
Czy muszę coś podpisywać? Jakąś zgodę?
— Z
tego co wiem, to nie, jednak dyrektor może poprosić o podpisanie
oświadczenia, że wie pani o zmianie toku nauki angielskiego. Ale to
już dostarczy pani Charlotte.
— Cudownie.
— Mama wstała, następnie ja i Kulczycki.
Po
krótkich badziewiach typu „bardzo się cieszę, że zechciał pan
uczyć moją Lotte” i „to tylko moja praca”, ruszyłyśmy z
mamą do wyjścia. Kiedy obie byłyśmy już przy drzwiach, nagle
dotarł do mnie głos nauczyciela:
— Do
zobaczenia we wtorek, Charlotte.
Odwróciłam
się i napotkałam szare tęczówki mężczyzny, patrzące wprost w
moje oczy. Stał oparty o biurko, z rękoma ukrytymi w kieszeni
spodni.
— Do
zobaczenia — odpowiedziałam i wyszłam za mamą z klasy.
Dopiero
kiedy zamknęłam drzwi, zdałam sobie sprawę, że tego dnia również
miałam lekcję angielskiego. Dlaczego więc powiedział do
zobaczenia we wtorek?
___________________________
Cześć, Kochani!
Dzisiaj zamierzam nadrobić zaległości na blogu i opublikować wszystkie poprawione rozdziały LOTTE :)
Na Wattpadzie ruszyła nowa powieść pt. KOBIETA Z KORYTARZA i za moment zacznę jej publikację również tutaj.
Nie pisałam o tym na blogu, ale już 26.04.2023 będzie miała premiera mojej debiutanckiej książki pt. Zapach róży! Jeżeli ktoś chciałby posiadać tę pozycję na swojej półce, to książka jest już dostępna w przedsprzedaży na stronie empiku. Link udostępniam TUTAJ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz