niedziela, 12 lutego 2023

LOTTE Rozdział 2

Tego dnia lekcje dłużyły mi się niemiłosiernie. Sara dotarła do szkoły dopiero po trzeciej godzinie, ponieważ, jak to ona ujęła, musiała przecież wziąć prysznic, zrobić makijaż, wyprostować włosy i tak dalej. Oczywiście kiedy tylko mnie zobaczyła, pierwsze co zrobiła, to zdzieliła mnie w głowę, wyładowując swoją irytację związaną z zaspaniem, a potem zmierzyła mnie od stóp do głów i powiedziała:
Chyba matka Teresa ci dzisiaj ciuchy wybierała, co? Bo wszyscy chłopacy się na ciebie gapią.
W istocie zauważyłam, że kilku kolegów z klasy zerkało na mnie częściej, niż zazwyczaj, ale nie miałam czasu o tym rozmyślać. Pojawił się poważniejszy problem, a mianowicie inny tok nauczania, którego za cholerę nie chciałam. Musiałam z kimś o tym pogadać, więc na przerwie zaciągnęłam Sarę do kibla, i zanim zaczęłam mówić, sprawdziłam, czy kabiny były puste.
Dobra, rudzielcu — rzekła blondynka i przeczesała dłonią swoje długie, jasne włosy. Zwykle kręciły się jak spirale, jednak Sara zaczęła je prostować, mówiąc, że dzięki temu wyglądała dojrzalej i seksowniej. — Gadaj o co chodzi.
Kulczycki chce, żebym miała jakiś indywidualny tok nauczania — powiedziałam, stając przed lustrem. Przeczesałam moje rude włosy, podobnie jak przyjaciółka chwilę wcześniej.
A po kiego grzyba? — Spojrzała na mnie zdziwiona. Swoje ciemne oczy podkreśliła cienką kreską eyelinera i tuszem.
Bo umiem więcej, niż wy — burknęłam.
Nawet nie wiesz ile bym dała, żeby mieć indywidualne lekcje z Kulczyckim — rozmarzyła się. — Wszystkie dziewczyny będą ci zazdrościć.
Jak mogłam o tym zapomnieć? Moja przyjaciółka również należała do grona zagorzałych fanek naszego nauczyciela. Naszła mnie chęć kopnięcia Sary w twarz, bo ja miałam bardzo poważny problem, a ona bujała w obłokach!
Ale ja nie chcę żadnych lekcji! — powiedziałam dobitnie, patrząc jak dziewczyna wyciąga z torebki potężną kosmetyczkę, po czym zaczyna w niej gmerać, szukając maskary.
Dlaczego? — zdziwiła się. — Przecież to ci tylko pomoże. Umiesz więcej niż my, jesteś na wyższym poziomie, więc nauczanie powinnaś mieć dostosowane pod ciebie, Lotte.
Chęć kopnięcia Sary wzrosła jeszcze bardziej.
I ty, Brutusie, przeciwko mnie?! — zawołałam.
Blondynka wzruszyła ramionami i zaczęła malować rzęsy, pochylając się przy tym do przodu, bliżej lustra.
Przestań panikować — powiedziała, posyłając mi szeroki uśmiech. — Spójrz na to z innej strony. Kilka godzin sam na sam z Kulczyckim, może być całkiem... interesujące. I wzbogaci twoją wiedzę — znów mnie zmierzyła — nie tylko z angielskiego.
Cholera jasna, Sara! Czy ty i moja matka pozamieniałyście się na rozumy?! — To, że byłam załamana, było jakimś niedopowiedzeniem.
Sądziłam, iż Sara stanie po mojej stronie, ewentualnie pobiegnie do naszego nauczyciela, ciężko go pobije, a potem wróci z wielkim napisem na czole „WE ARE THE CHAMPION”. Ale niestety, musiała całkowicie poprzeć zdanie boskiego Dawida, a ja zostałam całkowicie sama na polu bitwy. Bo w to, że Teresa będzie zachwycona takim obrotem spraw, wcale nie wątpiłam.
Przestań dramatyzować — Sara włożyła kosmetyczkę do torby i zamknęła ją. — To tylko głupie, indywidualne lekcje. Przecież nikt nie będzie cię tam mordował. Nie rozumiem twojego nastawienia, każdy inny uczeń by się cieszył, a ty wybrzydzasz.
Nie wybrzydzam! — zaprzeczyłam gwałtownie. — Ja po prostu wolę mieć lekcje z wami wszystkimi.
Moja przyjaciółka przewróciła oczami i ruszyła do wyjścia z łazienki.
Lotte, nie rób afery o nic — powiedziała, kiedy byłyśmy już na korytarzu. — To tylko jeden przedmiot, kilka godzin w tygodniu. Kiedy masz pierwsze zajęcia?
Jeszcze nie wiem — wyznałam. — Kulczycki chce najpierw porozmawiać z dyrkiem.
Pewnie ułożą dla ciebie osobny plan, żeby gdzieś ci wpasować lekcje angielskiego.
Spojrzałam na nią błagalnie. Dlaczego nie mogła mnie pocieszyć, albo pozwolić mi uciec, jak najdalej?
Zabij mnie — poprosiłam, Sara zaśmiała się wesoło.
Zaraz po lekcjach poszłyśmy na uczelnię, gdzie pracowała moja mama. Dziekanat był duży, ściany kremowe, ozdobione bliżej nieokreślonymi dyplomami i wyróżnieniami uczelni, a za brązowym blatem siedziała młoda, jasnowłosa kobieta i pisała coś zawzięcie na komputerze. W rogu stała brązowa kanapa, a przed nią stolik, jednak nie miałam wątpliwości, że siadać mogą tam tylko pracownicy uczelni, a ściślej mówiąc – wykładowcy. Po prawej stronie, na jakiejś starej ławce, leżał cały stos, porozrzucanych niedbale ulotek, związanych z medycyną. Gdy z Sarą weszłyśmy do pomieszczenia, blondynka podniosła na nas spojrzenie i zmarszczyła lekko czoło.
Słucham? — zapytała, a ja zdusiłam w sobie chęć jęknięcia.
Dotychczas nie musiałam mówić kim byłam, i co tam robiłam.
Szukam mojej mamy — wyjaśniłam. — Teresy Bright.
Blondynka zmierzyła mnie uważnie od stóp do głów, jakbym naprawdę była jakimś eksponatem, a następnie zerwała się z miejsca.
Pani Tereso! — zawołała, zaglądając do jakiegoś pomieszczenia obok. — Przyszły dwie młode dziewczyny do pani!
Moja córunia? — Usłyszałam głos mamy, a chwilę później pojawiła się w dziekanacie.
Wyglądała dokładnie tak samo, jak rano – czyli moja spódniczka, szpilki, koszula. Włosy spięła w rozpadającego się koka, twarz ozdobiła perfekcyjnym, jednak delikatnym makijażem, a na usta przywołała szeroki, serdeczny uśmiech.
No, twoja córunia — bąknęłam, na co Sara parsknęła śmiechem. — Mam wiadomość do przekazania, od mojego nauczyciela.
Przeskrobałaś coś? — oparła się biodrem o biurko.
Nie, ale chcę ci oznajmić, że będę miała indywidualne lekcje z angola.
Mama zmarszczyła brwi.
Kto o tym zadecydował? Powinnam zostać poinformowana.
Boże, widzisz i nie grzmisz, pomyślałam.
Przecież właśnie cię informuję — zauważyłam.
Kulczycki — odezwała się Sara. — Stwierdził, że Lotte jest za dobra z angielskiego i powinna mieć nauczanie na wyższym poziomie. Będzie rozmawiał z dyrektorem na ten temat.
Mama zmrużyła oczy w zamyśleniu.
Chcę porozmawiać z tym Kulczyckim — powiedziała. — Muszę się dowiedzieć, jak to będzie wyglądało.
Chyba nie chcesz pójść do mojej szkoły? — zapytałam przerażona.
Jeszcze tego brakowało, matka Teresa w mojej szkole i siara stulecia.
Oczywiście, że chcę — odpowiedziała z uśmiechem. — Jutro pójdziemy do tego twojego nauczyciela.
Stałam, dosłownie wryta w podłogę, ruszając ustami, niczym ryba wyjęta z wody. Nie, to nie mogło się dziać.
Nie trzeba żebyś tam szła — jęknęłam błagalnie. — Poza tym ja nie wiem, o której Kulczycki zaczyna zajęcia.
O ósmej — wtrąciła Sara, a mnie ogarnęła chęć mordu.
Pogrzebała moją jedyną możliwość odwiedzenia mamy od pomysłu pójścia do szkoły. Czy gdybym w tamtym momencie, zadźgała Sarę nożem, a jej ciało wyrzuciła do rzeki, sędzia uznałby, że działałam pod wpływem wyższej konieczności? Zapewne tak.
Więc świetnie! — Mama wesoło klasnęła w dłonie. — Wrócę z pracy, wezmę szybki prysznic i pójdziemy do szkoły.
Zajebiście — mruknęłam. — Normalnie cud, miód i malinki!
Mama i Sara wybuchły śmiechem, a ja zaczęłam się zastanawiać czy nie powinnam zadzwonić do szpitala psychiatrycznego, by zabrali je obie.
Swoją drogą sama nie rozumiałam, dlaczego tak bardzo sprzeciwiałam się tym zajęciom. Przecież była cała masa osób, które odbierały edukację w ten sposób i jakoś świat się z tego powodu nie walił. Potem jednak, uświadomiłam sobie, skąd ta moje niechęć wynikała.
Jak już wcześniej wspominałam, damska część szkoły wręcz szalała za Kulczyckim. Pomimo swojego wieku, miał świetny kontakt z uczniami, i nawet jeżeli zachowywał się na tak zwanym „luzie”, to potrafił wzbudzić respekt i utrzymać dyscyplinę. Nie zachowywał się jak reszta nauczycieli – sztywno i zarozumiale. Wiedział jak pobudzić uczniów do działania, przekazywał wiedzę z pasją i zaangażowaniem, dzięki czemu uczniowie z utęsknieniem czekali na kolejne lekcje. Cały jego charakter, w połączeniu z nieziemskim wyglądem, sprawiał, że w oczach nastolatek, Robert Kulczycki był ideałem. Za którym szalała nawet moja przyjaciółka.
Okej, nie ma co oszukiwać. Mi również imponował, jednak nie zapominałam, że był przede wszystkim naszym nauczycielem. Poza tym, chyba każda nastolatka ma w swoim życiu taki moment, kiedy zaczyna się interesować starszymi mężczyznami. Albo popada w zauroczenie własnym nauczycielem. Wydawało mi się, to normalna kolej rzeczy, towarzysząca dojrzewaniu. Nie chciałam mieć indywidualnych zajęć, ponieważ po pierwsze: nie wiedziałam jak miałabym się zachowywać, będąc z nauczycielem sam na sam, a po drugie... Nie chciałam popaść w zauroczenie, które zrobiłoby ze mnie trzepoczącą rzęsami, zakochaną gówniarę. Wolałam podziwiać Kulczyckiego z daleka, siedząc z Sarą w ławce i od czasu do czasu zerkać na jego rozbrajający uśmiech.
Jednak niestety, pomimo moich próśb i zapewnień, że nie jest to konieczne, następnego dnia, moja wredna matka, zwlekła mnie za nogi z łóżka i siłą zaciągnęła do szkoły. Kompletnie nie mnie nie słuchała i nie dała się przekonać, że przecież wszystko mogłam sama załatwić. Przypomniałam jej nawet, że żyłyśmy w XXI wieku i istniały telefony, przez który mogła zadzwonić do Kulczyckiego. Odpowiedziała mi, że wtedy wyszłaby na wyrodną matkę, która ma dobro córki w dupie i dzwoni tylko po to, by odpękać nudną, bezsensowną rozmowę z mało ciekawym nauczycielem. Usłyszawszy to, zapragnęłam przywalić głową w ścianę, jednakże pechowo, nigdzie w pobliżu takowej nie było.
Kiedy już w końcu dotarłyśmy do tej durnej szkoły, zaprowadziłam mamę do pokoju nauczycielskiego, gdzie drzwi otworzyła nam Lipowicz. Zerknęłam wymownie w sufit, w niemym pytaniu do Boga, czy skończył wreszcie robić sobie ze mnie pośmiewisko. Odpowiedzi nie uzyskałam, więc uznałam, że świetnie się bawił moim kosztem.
Witam — pierwsza odezwała się moja mama. — Nazywam się Teresa Bright i szukam pana Kulczyckiego.
Ach, mama Charlotte! — zawołała geograficzka, a jej oczy błysnęły złowrogo.
W większe bagno się wpakować nie mogłam. Ciekawe, dlaczego ziemia nie chciała się rozstąpić pod moimi stopami, bo naprawdę wolałam zapaść się pod ziemię, niż stać w takim towarzystwie.
Cieszę się, że panią widzę, pani Bright — kontynuowała. — Czy może mi pani powiedzieć, czy w domu wszystko w porządku? Macie państwo jakieś problemy?
Zarówno ja, jak i mama zrobiłyśmy wielkie oczy.
Nie — odpowiedziała Teresa. — Dlaczego pani pyta?
Martwię się trochę o Charlotte. — Po raz pierwszy w życiu widziałam, jak Lipowicz robiła zatroskaną minę. — Bardzo często spóźnia się na zajęcia, poza tym wyzywająco się ubiera.
Moja mama zmierzyła mnie wzrokiem.
Miałam na sobie czarną bokserkę, czerwoną koszulę w kratę i czarne rurki.
Charlotte to nastolatka. — Mama uniosła dumnie głowę. — Nie będzie chodziła w moherowych sweterkach. Zapewniam panią, że u nas wszystko w porządku, a teraz proszę zawołać profesora Kulczyckiego, bo nie mam czasu rozmawiać o bzdurach.
Matka Teresa się wkurzyła, a kiedy tak się działo, lepiej było schodzić jej z drogi, bo waliło piorunami wszędzie, gdzie się dało.
Uważa pani, że to są bzdury? — Lipowicz wyglądała na zdumioną.
Oczywiście. — Mama się uśmiechnęła. — Moja córka ubiera się i zachowuje tak samo, jak inni nastolatkowie w jej wieku. A teraz zawoła pani tego Kulczyckiego, czy sama mam to zrobić? — Teatralnie założyła ręce na piersi.
Kilkoro uczniów, stojących niedaleko, przyglądało się nam z zaciekawieniem, a ja pragnęłam zniknąć z powierzchni ziemi.
Lipowicz zmierzyła moją mamę srogim spojrzeniem, a potem zniknęła w pokoju nauczycielskim tylko po to, by po chwili wyłonić się z niego z boskim Dawidem. Tego dnia miał na sobie niebieski, obcisły t-shirt z nadrukiem oraz ciemne jeansy. Przez rękę przerzucił sobie ciemną bluzę, a w dłoni trzymał dziennik.
Pani Bright, jak mniemam — powiedział na przywitanie, ściskając mojej mamie dłoń.
Tak, chciałam z panem porozmawiać. — Teresa uśmiechnęła się.
Oczywiście, zapraszam do klasy. — Posłał mi przyjazny uśmiech i wskazał drzwi sali obok. Przepuścił nas pierwsze, wskazał dłonią pierwszą ławkę, dając tym samym znak, że mam usiąść, sam zaś przysunął sobie krzesło i usiadł z boku, zaraz obok mnie.
Lotte wspominała o jakichś zajęciach indywidualnych — zaczęła mama, a Kulczycki skinął twierdząco głową.
Charlotte ma świetne oceny. — Otworzył dziennik i wyszukał w nim nazwę swojego przedmiotu. — Ze wszystkich kartkówek piątki, z klasówek szóstki. Poza tym potrafi płynnie rozmawiać po angielsku, akcentować i świetnie zna gramatykę.
Wychowałam się w USA — wyjaśniłam. — To dlatego.
I to jest powód, dla którego chciałbym przerobić z tobą trudniejszy materiał. — Ponownie się do mnie uśmiechnął. — Charlotte — tym razem mówił do mojej mamy — naprawdę radzi sobie niesamowicie z angielskiego. Jednakże odnoszę wrażenie, że nudzi się na moich zajęciach, ponieważ materiał, który przerabiamy na lekcjach, Charlotte pojęła już jako mała dziewczynka.
Zgadzam się z panem — powiedziała Teresa, zakładając nogę na nogę. Obie ręce położyła na blacie stołu, a ich palce splotła ze sobą. — Chciałabym jednak wiedzieć, jak to ma wszystko wyglądać, i oczywiście ile będzie kosztować.
O nie, nie — profesor się zaśmiał i opadł na oparcie krzesła. — Robię to w ramach mojej pracy i mojego etatu. Pani nic za to nie płaci. Spotykałbym się z Charlotte po jej lekcjach, tutaj w szkole. Przygotuję specjalny program nauczania, który zostanie uwzględniony na świadectwie.
Na świadectwie? — zapytałam. Ta informacja była całkiem interesująca.
Tak. — Kiwnął głową. — Będziesz miała wyraźnie zaznaczone, że tego przedmiotu uczyłaś się na znacznie wyższym poziomie.
A kiedy mają zacząć się te zajęcia? — zapytała moja mama.
Jeszcze nie wiem — przyznał. — W sekretariacie układają nowy plan zajęć dla Charlotte. — Spojrzał na mnie swoimi szarymi oczami. — We wtorki chyba zaczynacie lekcje o dziesiątej, prawda? — zapytał.
Tak.
Więc na pewno we wtorki, będziemy się spotykać przed twoimi zajęciami.
A co z lekcjami, na które Lotte dotychczas uczęszczała?
Jeszcze nigdy nie widziałam, aby moja mama była taka dociekliwa.
Jeżeli chodzi o angielski z klasą, to jeżeli lekcja ze mną wypada w środku zajęć, Charlotte będzie na nią przychodziła, ale dla niej to będzie taka luźna godzina. Będzie mogła na niej przygotowywać się do innych zajęć, lub rozwiązywać jakieś testy, jeżeli takowe będę miał. Jeśli zajęcia wypadną na początku lub na końcu, to będzie zaczynała lekcje później, lub szybciej je kończyła — wyjaśnił. — Nie chcielibyśmy przekraczać sześciu godzin angielskiego tygodniowo, więc jeżeli będziemy mieli dwie godziny we wtorki, kolejne dwie w inny dzień, to Charlotte pozostanie jedna godzina zajęć z klasą. Resztę lekcji angielskiego będzie mogła opuszczać.
Rozumiem. Czy muszę coś podpisywać? Jakąś zgodę?
Z tego co wiem, to nie, jednak dyrektor może poprosić o podpisanie oświadczenia, że wie pani o zmianie toku nauki angielskiego. Ale to już dostarczy pani Charlotte.
Cudownie. — Mama wstała, następnie ja i Kulczycki.
Po krótkich badziewiach typu „bardzo się cieszę, że zechciał pan uczyć moją Lotte” i „to tylko moja praca”, ruszyłyśmy z mamą do wyjścia. Kiedy obie byłyśmy już przy drzwiach, nagle dotarł do mnie głos nauczyciela:
Do zobaczenia we wtorek, Charlotte.
Odwróciłam się i napotkałam szare tęczówki mężczyzny, patrzące wprost w moje oczy. Stał oparty o biurko, z rękoma ukrytymi w kieszeni spodni.
Do zobaczenia — odpowiedziałam i wyszłam za mamą z klasy.
Dopiero kiedy zamknęłam drzwi, zdałam sobie sprawę, że tego dnia również miałam lekcję angielskiego. Dlaczego więc powiedział do zobaczenia we wtorek?

___________________________

Cześć, Kochani! 

Dzisiaj zamierzam nadrobić zaległości na blogu i opublikować wszystkie poprawione rozdziały LOTTE :) 
Na Wattpadzie ruszyła nowa powieść pt. KOBIETA Z KORYTARZA i za moment zacznę jej publikację również tutaj. 

Nie pisałam o tym na blogu, ale już 26.04.2023 będzie miała premiera mojej debiutanckiej książki pt. Zapach róży! Jeżeli ktoś chciałby posiadać tę pozycję na swojej półce, to książka jest już dostępna w przedsprzedaży na stronie empiku. Link udostępniam TUTAJ 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz