niedziela, 12 lutego 2023

LOTTE - Rozdział 3

Razem z mamą mieszkałyśmy w niewielkim, piętrowym domku na ulicy Mickiewicza. Za sąsiadów miałyśmy starsze małżeństwo, natomiast naprzeciwko mieszkała wielodzietna, rozkrzyczana rodzina. Osobiście bardzo lubiłam tę okolicę. Było tam spokojniej, niż w centrum miasta, najbliższy market mieścił się jakieś dwieście metrów dalej, poza tym ludzie wydawali się być milsi i bardziej życzliwi.
Sara natomiast mieszkała na drugim końcu miasta, w ogromnej willi, przy której brakowało tylko basenu. Moja przyjaciółka pochodziła z bogatej rodziny, a wszystko dzięki jej rodzicom – ojca, emerytowanego żołnierza, który prowadził rozchwytywane biuro detektywistyczne, oraz matki – właścicielki zakładu krawieckiego, prosperującego równie dobrze, co interes jej męża.
Sara miała również dwie młodsze siostry, upierdliwe, równie snobistyczne i jasnowłose – Asię i Amelię. Był jeszcze Artur, ale jego moja przyjaciółka kompletnie nie uznawała, a to dlatego, że chłopak nie był ani jej bratem, ani kuzynem, ani nikim z rodziny. Państwo Głogowscy, zdecydowali się zostać rodziną zastępczą dla Artura, kiedy jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym.
Moja przyjaciółka nigdy nie zaakceptowała nowego członka rodziny, i wiecznie darła z nim koty, chociaż nie było o co. Chłopak zawsze był bardzo grzeczny, uprzejmy i bardzo dbał zarówno o Sarę, jak i o jej dwie młodsze siostry. Ja osobiście nic nie miałam do dwudziestolatka, jak również do młodszych sióstr przyjaciółki, chociaż musiałam przyznać, że potrafiły mnie cholernie irytować.
Siedziałam właśnie w ogromnym, nowocześnie urządzonym salonie Sary. Podłoga wyłożona wielkimi, marmurowymi kaflami, ściany w kolorze jasnej szarości. Na środku ogromna, biała rogówka, przed nią szklany stolik, a naprzeciwko równie biała sofa. Na ścianie wisiała ogromna, najnowsza plazma, obok ogromne głośniki, wytwarzające dźwięk, jakby się było w kinie, a pod spodem czarny, podłużny stolik z Xboxem i całą masą gier. Obok, po lewej stronie wielki regał wypełniony książkami i kilka komód, ozdobionych ramkami ze zdjęciami z rodzinnych imprez i wyjazdów.
No chodź pograć! — Melka ciągnęła mnie za rękę, nie dając za wygraną. Miała na sobie różową tunikę, legginsy, a długie jasne włosy zostały zaplecione w dwa warkocze. — Pogramy w „Dance Central”!
Mela, ja nie umiem w to grać — jęknęłam poirytowana.
To dziecko męczyło mnie już pół godziny i nie przyjmowało do wiadomości słowa „nie”.
Pokażemy ci. — Jak spod ziemi wyrosła przede mną Aśka, i zaczęła mnie ciągnąć za drugą rękę. Była wyższa od swojej siostry o głowę i rok od niej starsza. Jej włosy nie były tak jasne, jak u Melki czy Sary, jednak kręciły się w nieregularne spirale.
Dobra, choć, zagramy z nimi jedną rundę — Sara przewróciła oczami i postawiła mnie przed niewielką kamerą.
Amelia uruchomiła grę i się zaczęło...
Ogólnie nigdy nie lubiłam sportu. Nienawidziłam biegania, skakania, robienia przysiadów czy żadnych innych, bezsensownych ćwiczeń fizycznych. Byłam zbyt wolna, zbyt leniwa, zbyt mało gibka i wszystkie inne określenia, które pasowały do słowa „zbyt”. Nienawidziłam również, kiedy ktoś mnie zmuszał do tańczenia, i wykonywania figur, które groziły mi złamaniem przynajmniej w sześciu miejscach. Bo jakim cudem, można było to wszystko zatańczyć, bez odniesienia uszczerbku na zdrowiu, to ja nie wiedziałam. I chociaż nie miałam ochoty w to wszystko grać, to robiłam, co mi kazano, bo mimo wszystko, ciężko było odmówić dzieciom, które chciały mi wszystkie kończyny powyrywać. Wykonywałam te wszystko skłony, obroty i wygibasy, czując jak wszystko mi strzyka w stawach. A potem zdałam sobie sprawę z tego, że moje ciało zachowywało się tak, jakby miało ze sto lat i oczekiwało ciepłej trumienki i tony piachu.
No, no...
Usłyszałam za sobą męski głos, a kiedy się odwróciłam, ujrzałam Artura. Był wysoki, szczupły, jednak zdecydowanie zaliczał się do chłopaków, o których się marzy. Miał czarne, gęste włosy, zazwyczaj wystylizowane za pomocą żelu, duże, niebieskie oczy i dołeczki w policzkach, które się pojawiały podczas uśmiechu.
Odwal się — warknęła do niego Sara i wykonała obrót.
Nie umknęło mojej uwadze, że Artur patrzył na nią z lekkim zdumieniem, i jakby... zachwytem? Nie, musiało mi się przewidzieć.
Chętnie pogram z wami — powiedział i usiadł na rogówce.
Ogłuchłeś?! — wrzasnęła moja przyjaciółka. — Mówiłam, żebyś się ODWALIŁ!
Też tutaj mieszkam — rzekł spokojnie, opierając łokcie o szeroko rozstawione uda. Puścił do Melki oczko, a ta roześmiała się wesoło.
Gdyby nie moi rodzice, mieszkałbyś na podwórku, w budzie dla psa! — Sara założyła ręce na piersi i patrzyła ze złością na Artura.
Musiałam przyznać, że kiedy bywała zła, z jej oczu leciało tyle iskier, ile podczas spawania. Chłopak wytrzymał jej spojrzenie i uśmiechnął się pod nosem.
Nie wiem, jaki masz w tym cel — powiedział spokojnie — ale nie musisz mi przypominać, że nie mam rodziców. Świetnie o tym pamiętam i możesz mi wierzyć, nawet gdybym chciał, nigdy o tym nie zapomnę.
Takimi słowami na moment zbił Sarę z tropu, ale nie na długo. Podeszła bliżej swojego przyszywanego brata i ze złością przeczesała dłonią włosy.
Wypierdalaj — wycedziła przez zęby. — Najlepiej jak najdalej od tego domu.
Jak sobie życzysz, księżniczko — odpowiedział chłopak i wstał.
Ruszył do wyjścia, jednak w pewnym momencie stanął w miejscu, odwrócił się i spojrzał najpierw na mnie, później na Sarę.
Mówiłem ci już kiedyś, że ładnie ci w prostych włosach — rzekł. — Cieszę się, że wzięłaś to sobie do serca.
Opadła mi szczęka, natomiast Sara krzyknęła, chwyciła poduszkę i rzuciła nią w chłopaka. Niestety nie trafiła, ponieważ zdążył już zniknąć za drzwiami.
Możesz mi wyjaśnić, co to było? — zapytałam, patrząc na blondynkę.
Moja przyjaciółka opadła na rogówkę, zakładając ręce na piersi i zrobiła minę, niczym naburmuszone dziecko, któremu odmówiono lizaka.
Nienawidzę go — warknęła. — Zadufany w sobie debil!
Powiedz mi, Sara — usiadłam obok niej i podałam szklankę soku, który stał na stoliku — czemu ty go tak nie lubisz? Przecież jest miły.
Tak, tak miły — burknęła. — Tygrysek też jest miły, ale jak podejdziesz, to ci pół dupy użre!
Unikasz odpowiedzi — zauważyłam.
Nie unikam! — zawołała. — Jest wkurzający i tyle! I jak to mówią, chears za jego dead! — Kiwnęła w moją stronę szklanką, jakby wznosiła toast i popiła sok.
Cóż. Nie byłam ani ślepa, ani głupia, i już z daleka widziałam, że coś było na rzeczy. Nie wierzyłam, że tak bez powodu Sara była cięta na Artura, i albo w przeszłości musiało się coś wydarzyć, albo trafne było stwierdzenie „kto się czubi, ten się lubi”. Jednak nie zamierzałam w to wnikać, dopóki Sara sama nie zechciała nic mówić. A widząc jej nastawienie, domyślałam się, że dane mi będzie długo czekać, zanim przyjaciółka coś z siebie wykrztusi.
Do domu wróciłam koło godziny dwudziestej, jednak kiedy tylko przekroczyłam próg, poczułam natychmiastową chęć ewakuowania się poza jego mury. Moja mama stała w naszym niewielkim salonie przed telewizorem, ubrana w MOJĄ bokserkę i MOJE spodenki i wyginała się to w przód, to w tył, robiła przysiady, pajacyki i calą masę innych, dziwnych pozycji. W TV, jakaś atrakcyjna, biuściasta kobieta, robiła dokładnie to samo.
Co ty wyprawiasz? — zapytałam, stając w progu salonu.
Mama zerknęła na przez ramię i zrobiła kolejny przysiad.
Trenuję — odpowiedziała, sapiąc, niczym lokomotywa.
Prędzej zawału dostaniesz — odpowiedziałam i weszłam do niewielkiej kuchni.
Jasnobrązowa podłoga, ściany pokryte tapetą w kolorze kości słoniowej, jasnozielone szafki, a na środku drewniany stół z czterema krzesłami.
Właśnie robię to, żeby nie mieć zawału! — zawołała z salonu, a ja przewróciłam oczami.
Jeżeli dalej będzie tak skakać, to kiedyś odfrunie, pomyślałam.
Otworzyłam lodówkę i krytycznym okiem oceniłam jej zawartość.
Byłaś na zakupach?! — zawołałam.
Nie, a czemu pytasz?
Podskoczyłam, słysząc głos mamy tuż przy moim uchu.
Pytam, bo w lodówce zastałam tylko niską temperaturę — mruknęłam.
Mamy brokuły i jajka. — Uśmiechnęła się. — Mogę zrobić coś zdrowego, i...
Nie, dzięki — przerwałam. Doskonale znałam te zdrowe posiłki mojej mamy. Króliki jadły pożywniej, niż ona. — Zatkam się jogurtem.
Rano zrobię zakupy — obiecała i popiła łyk wody, prosto z butelki. — Jak w szkole?
Bo ja wiem. — Wzruszyłam ramionami. — Chyba dostanę banię z matmy. — Otworzyłam jogurt naturalny, ponieważ innych moja mama do domu nie wpuszczała.
Zacznij się uczyć — poleciła. Podskoczyła, a następnie usiadła na blacie szafki.
Czasami miałam wrażenie, że moja mama była trzynastoletnią dziewczynką, zamkniętą w ciele dorosłej kobiety, której ktoś dał pracę, dom, dziecko i kazał żyć na własny rachunek.
Uczę — odpowiedziałam. — Tylko babka zrobiła niezapowiedzianą kartkówkę.
Kartkówek się nie zapowiada.
Jak mogłam zapomnieć, że rozmawiałam z panią dziekan? Przecież cokolwiek bym powiedziała, i tak wyszłabym na nieuka.
Dobra, pouczę się — mruknęłam.
Nie chciałam słuchać wywodów mamy, że powinnam systematycznie zaglądać do książek i zeszytów, oraz poświęcać minimum dziesięć minut dziennie na rozwiązywanie zadań matematycznych.
A jak tam inne sprawy? — zmieniła temat, bujając wesoło nogami w powietrzu.
Jakie inne sprawy? — zdziwiłam się.
Matka Teresa posłała mi szeroki uśmiech.
No... TE sprawy. — Patrzyła na mnie dużymi oczami.
Mamo! — zawołałam z obrzydzeniem. — Przecież ja nawet nie mam chłopaka!
W dzisiejszych czasach nie trzeba mieć chłopaka, żeby to robić.
Nie... Ja w poprzednim w cieleniu musiałam być jakimś potworem, bo bez powodu nie obdarzono mnie taką matką.
Nie jestem puszczalska! — zawołałam, dostawiając jogurt na stół. Jakoś przeszła mi ochota na jedzenie.
Ja też nie, ale kobiety mają swoje potrzeby.
Moja szczęka powędrowała w dół i z trzaskiem walnęła o podłogę. Czy moja mama przyznała, że czasami uprawiała NIEZOBOWIĄZUJĄCY SEKS?!
Jesteś chora — podsumowałam i czym prędzej pobiegłam do mojego zaśmieconego pokoju.
Szczerze powiedziawszy, nie miałam wątpliwości, że moja mama miała wielu wielbicieli, bo przecież była mega atrakcyjna. Jednakże swoje łóżkowe sprawy mogła zostawić dla siebie. Mnie niekoniecznie interesowało, co robiła moja mama, w momencie, kiedy byłam w szkole, u Sary lub szlajałam się po mieście. Są pewne granice wiedzy, który nie powinno się zacierać między rodzicem i dzieckiem, i taką granicą były seksualne wyczyny mojej matki.
Opadłam na moje łóżko i chwyciłam w dłoń laptopa. W okresie wakacyjnym, kiedy Sara była na jakiś wyspach z całą rodziną, nie mając nic lepszego do roboty, założyłam bloga. Pisałam tam głównie jakieś opowiadanie romantyczne, jednakże nikomu o tym nie powiedziałam. Bałam się, że jeżeli do strony dotrą moi koledzy i koleżanki z klasy, stanę się obiektem drwin i kpin. Przyjaciółce również nic powiedziałam, ponieważ ona najpierw znalazłaby z milion powodów, aby się z bloga ponabijać, potem oceniłaby to jako totalną beznadzieję, a potem stwierdziła, że to jest „cool” i mogę „pisać se go dalej”.
Mój laptop był starym urządzeniem mojej mamy, który potrzebował dobrych kilkunastu minut by się uruchomić. Zanim system rozruszał się na tyle, bym mogła wejść na bloga, zdążyłam odrobić zadanie domowe z polaka i połowę z matematyki. Przejrzałam szybko nowe komentarze, sprawdziłam pocztę i zalogowałam się na portal społecznościowy. Przyszło mi do głowy, że skoro do wtorku zostały trzy dni, mogłam poszukać Kulczyckiego na portalu. Mogłam dzięki temu zrobić małe rozeznanie i może znaleźć jakąś informację, dzięki której nie zbłaźniłabym się na zajęciach. Okazało się jednak, że mój nauczyciel z portali społecznościowych nie korzystał i mój plan spalił na panewce.
ROBERT
W tym samym czasie, gdzieś na jednym z blokowisk, w niewielkiej kawalerce, Robert Kulczycki zdusił w sobie jęk bezsilności.
Mam tego dosyć, Kinga — rzekł ostro. — Mam po dziurki w nosie twoich niezapowiedzianych wizyt, wiecznych telefonów, i niby przypadkowych spotkań. Najwyższy czas pogodzić się z rzeczywistością.
Ale moją rzeczywistością jesteś ty — powiedziała kobieta.
Ja jestem twoją przeszłością — syknął. — Rozstaliśmy się, jesteśmy w separacji!
Ponieważ ty tego chciałeś — zauważyła z pretensją. — Ty, nie ja.
A mam ci przypomnieć dlaczego? — zapytał z ironią.
Robert, to nic nie znaczyło — wyszeptała. — Nigdy nic nie znaczyło.
Świetnie, bardzo się cieszę, ale teraz wynocha, bo muszę popracować. — Otworzył drzwi i wskazał ręką korytarz, jednak Kinga nie ruszyła się z miejsca.
Praca jest ważniejsza, niż ja? — zapytała z niedowierzaniem. — Niż nasze małżeństwo?
Tak — syknął. — Praca jest ważniejsza. Poza tym naprawdę nie mam ochoty na wysłuchiwanie twoich wywodów na temat miłości, małżeństwa i zaufania. Jeżeli zmienię zdanie, wtedy sobie pogadamy, ale na razie chcę, żebyś sobie poszła.
Dobrze — warknęła. — Zajmij się więc swoją pracą! — Minęła Roberta, posyłając mu mordercze spojrzenie.
Na razie — powiedział za kobietą i zamknął drzwi kopniakiem.
To brnęło za daleko. Musiał w jakiś sposób utemperować Kingę, ponieważ zaczynała coraz bardziej zatruwać mu życie. Zawsze była uparta i dostała to, czego chciała, więc jeżeli zapragnęła wrócić do męża, z pewnością miała jakiś plan, który miał w tym pomóc. Problem polegał na tym, że Robert zamknął ten rozdział w momencie, którym nakrył żonę w łóżku z innym facetem.
I nawet mu ulżyło.
Kinga była ogromnie absorbująca i przytłaczająca. Oczekiwała atencji, opieki i lubiła być w centrum uwagi, a Robert miał swoje plany, które zaczął wprowadzać w życie. Zdrada żony była mu na rękę, bo dzięki temu pozbył się osoby, mogącej go zdemaskować lub przeszkodzić w jego działaniach.
A one były bardzo skrupulatnie i dokładnie przygotowane.
Najpierw jednak musiał przygotować nowy program nauczania dla Charlotte Bright. A później mógł tylko patrzyć, jak zasiane przez niego ziarno, zaczyna kiełkować. 

______________________________

Maraton LOTTE

Za moment wrzucę kolejną część :) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz