Niektórzy
doskonale wiedzą, jak to jest być dzieckiem rozwodników. Jest się
przerzucanym z domu, do domu. Jeden z rodziców próbuje cię
nastawić przeciwko temu drugiemu, wiecznie ktoś ma do siebie
pretensje, a dziecko stoi pośrodku tego wszystkiego, i nie bardzo
wie, co ma robić. Dlatego ja, bardzo się cieszyłam, że nas i ojca
dzieliło tysiące kilometrów. Dzięki temu omijały mnie wszystkie,
tego typu atrakcje. Nie żebym coś do niego miała, jednak kiedy
dano mi wybór, skorzystałam z niego i zadeklarowałam chęć bycia
z mamą. Życia z moim ojcem, bez Teresy, nie umiałam sobie
wyobrazić, więc nikt się nie dziwił, kiedy zadecydowałam, że
wyjeżdżam wraz z mamą.
Mój
tata, James Bright w niczym nie przypominał byłej żony. Tak
naprawdę, z czystym sumieniem, można go było nazwać sztywniakiem,
który cały swój wolny czas, spędzałby na fotelu przed
telewizorem, okryty szlafrokiem i z ciepłymi bamboszkami na nogach.
Czasami zastanawiałam się, jak to możliwe, że taka kobiet jak
moja matka, wyszła za mąż za takiego człowieka. Tata nigdy nie
lubił wychodzić z domu, aby się trochę rozerwać i odetchnąć od
codziennej rutyny. Mama natomiast, kochała odwiedzać restauracje,
modne puby i relaksować się w gronie przyjaciół, spędzając
sobotnie wieczory w drogich klubach. Bardzo często miewałam
wrażenie, że ojciec nie potrafił dotrzymać mamie kroku. Ona była
szalona, miała milion pomysłów na minutę i zachowywała się jak
nastolatka. On to raczej ten stary gbur, który na wszystko patrzył
krzywym okiem i nie akceptował swojego otoczenia – a zwłaszcza
mnie.
To
nieprawdopodobne, ale kiedy mieszkaliśmy jeszcze razem, to z ojcem
nie rozmawiałam prawie wcale. Nasze konwersacje składały się z
pojedynczych słów i dotyczyły strasznie błahych spraw dlatego też
nie miałam zbytniego problemu z rozwodem rodziców.
Spadło
to na mnie nagle, niczym kupa gołębia, ale przyjęłam ten fakt ze
spokojem. Jedyne, co ciężko było mi zrozumieć i zaakceptować, to
fakt, że tata związał się z Camilą – starszą od niego samego
niemal o dziesięć lat. Nie, nie miałam nic przeciwko związkom z
dużą różnicą wieku. Uważałam, że takie relacje miały szansę
przetrwać i dawać ludziom pełnię szczęścia. Tylko nie
pojmowałam, jak ojciec mógł zostawić MOJĄ MATKĘ, dla kobiety,
która ukończyła pięćdziesiąt lat. Przecież to było tak, jakby
wymienić nowy samochód prosto z salonu na stary gruchot, nadający
się tylko na złom.
Jeżeli
chodzi o zajęcia indywidualne... minęły dwa tygodnie, w trakcie
których nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Lekcje wyglądały
tak, jak wyglądać powinny, a pan Robert zachowywał się normalnie.
Nadal wydawało mi się, że zerkał na mnie częściej niż
powinien, a podczas ostatnich lekcji przyłapałam go, jak bezczelnie
się na mnie gapił – to jednak wszystko inne było zupełnie w
porządku. Kulczycki, nawet na jednej z lekcji, którą miałam wraz
zresztą klasy, wygłosił krótkie przemówienie na temat
komentarzy, rzucanych przez moje koleżanki. Jasno wyraził, że nie
życzył sobie takiego traktowania oraz takich uwag, ponieważ było
to wysoce niestosowne. Od tamtej pory, wszystkie wciąż komentowały
nauczyciela, jednak tak, by tego nie słyszał.
Całe sobotnie przedpołudnie spędziłam z Sarą,
ponieważ obudziła mnie z samego rana i godzinę ględziła przez
telefon, że koniecznie musimy iść na zakupy. Najgorsze w tym
wszystkim było to, że podobnie do młodszych sióstr, moja
przyjaciółka nie tolerowała słowa „nie” i prawdopodobnie
całkowicie usunęła je ze swojego słownika. Dlatego po ciężkiej
walce z samą sobą, zwlekłam się z łóżka i poszłam z nią na
podbój galerii handlowej, gdzie nakupowała całą masę
niepotrzebnych rzeczy. W efekcie, na powrocie zadzwoniła po Artura,
który musiał po Sarę przyjechać, ponieważ taszczenie takiej góry
toreb graniczyło niemal z cudem. Jedyny plus z tego całego wypadu
był taki, że Artur podrzucił mnie do domu i nie musiałam wracać
pieszo, męcząc przy tym moje piękne nóżki.
Zdziwiłam
się, kiedy po powrocie, zastałam mamę, siedzącą na sofie w
salonie.
–
Dobrze, że jesteś – powiedziała, patrząc na swój
laptop, stojący na stoliku do kawy. – Tata chce z tobą
porozmawiać.
Najpierw
opadła mi szczęka i zaczęłam się rozglądać dookoła, ale
niczego nie zauważyłam. Później doszłam do wniosku, że Teresa
Bright oszalała.
–
Uderzyłaś się w głowę? – zapytałam, a mama
wskazała głową laptop.
Dopiero
wtedy zauważyłam, że na monitorze, widniała twarz ojca. James
Bright to wysoki brunet z prostokątnymi okularami na dużym nosie.
Miał piwne oczy, zmarszczki wokół oczu oraz przy kącikach ust i
uśmiechał się do mnie przyjaźnie. Zupełnie zdumiona usiadłam na
sofie obok mamy.
–
Cześć Charlotte – powiedział po polsku, czym
zdziwił mnie jeszcze bardziej.
Zazwyczaj
posługiwał się językiem angielskim.
–
Cześć – odpowiedziałam niepewnie.
–
Co u ciebie słychać? Jak się masz?
Zamrugałam
i spojrzałam na mamę. Ta tylko wzruszyła ramionami.
– W
porządku – odpowiedziałam i zaczęłam ściągać z siebie
kurtkę. – A u ciebie?
–
Też w porządku – odpowiedział i uśmiechnął się.
– Firma świetnie prosperuje, niedługo zamierzamy z Camilą kupić
większe mieszkanie.
–
Ee... aha. – Znów zerknęłam na mamę. Westchnęła,
wstała i bez słowa wyszła z salonu, znikając za drzwiami swojej
sypialni.
–
Powiedziałem coś nie tak? – zapytał ojciec.
–
No cóż... nie odzywałeś się przez pół roku. –
Zmarszczyłam czoło.
–
Wiem, Charlotte, ale miałem naprawdę wiele obowiązków.
– Poruszył się w monitorze, tak jakby poprawiał się na fotelu,
czy na czym tam siedział. – Jak sobie radzicie?
–
Świetnie. – Uśmiechnęłam się szeroko. – Ja
chodzę do szkoły, mama jest dziekanem i naprawdę świetnie sobie
radzimy.
–
Słyszałem, że masz jakieś indywidualne zajęcia?
Masz problemy z nauką?
–
Nie! – zawołałam szybko. – To zajęcia z
angielskiego. Umiem więcej niż moi rówieśnicy, więc mam
trudniejszy program nauczania.
–
Mogłaś zostać w Stanach – rzekł. – Nie
musiałabyś mieć żadnych nadprogramowych zajęć.
Szczerze
to nie wyobrażałam sobie mieszkania w USA. Już nie. Moje życie
toczyło się w Polsce.
–
Dobrze mi tutaj – powiedziałam.
– A
wagary? – Uniósł jedną brew do góry. – Dzwoniłem do twojej
szkoły i wiem, że wiecznie się spóźniasz na lekcje, a kilka
tygodni temu uciekłaś w trakcie zajęć.
–
To nie było tak – odpowiedziałam mu szybko – brat
mojej przyjaciółki zaginął i...
–
Charlotte, nauka powinna być dla ciebie najważniejsza
– przerwał mi i poprawił swoje okulary. – Przyjaciółka sama
sobie poradzi, ty masz się zająć swoimi obowiązkami. Już mówiłem
mamie, że jeżeli nie potrafi cię dopilnować, to powinnaś wrócić
do Stanów.
–
Oszalałeś?! – zawołałam. – Mama świetnie sobie
radzi. Prosiłam ją nawet żeby mi usprawiedliwiła te godziny, ale
się nie zgodziła. Powiedziała, że skoro uciekłam, to nie będzie
za mnie nadstawiać karku. A ty odzywasz się po sześciu miesiącach
i śmiesz mi mówić, gdzie mam mieszkać?! — Nie mogłam pozwolić,
by ktoś mi mówił, że mama sobie nie radziła i lepiej by było,
gdybym mieszkała za granicą.
–
Zmień ton, młoda damo – rzekł ostro. – Nie
zapominaj z kim rozmawiasz.
–
No z kim?! – rzuciłam ze złością. – Rozmawiam z
człowiekiem, który mnie spłodził i nic więcej. Nie będziesz mi
mówił co mam robić i jak. Nie będziesz mi też dyktował, gdzie
powinnam mieszkać, bo nie masz takiego prawa!
–
Jestem twoim ojcem i mam do ciebie większe prawa, niż
myślisz – warknął, czerwieniejąc na twarzy.
–
Jesteś tylko ojcem na papierku – wycedziłam przez
zęby. – Mogłeś o mnie decydować, kiedy mieszkałeś z nami, a
teraz nie będziesz mi nic dyktował. Życie możesz układać tej
swojej starej babie!
–
Charlotte! – zawołał ojciec, ale ja go nie
słuchałam.
Zamknęłam
laptop i opadłam na oparcie sofy. Jak on śmiał? Odezwał się po
pół roku i wmawiał, że mama nie dawała sobie rady? Bredził, że
niby lepiej by mi było u niego? A co on o mnie wiedział? Nic! To
mama zawsze przy mnie była! On wiecznie zajmował się firmą, miał
w dupie nas obie, i nagle obudził się „ojciec na medal”. Chciał
żebym z nim zamieszkała? Niedoczekanie. Prędzej zaczęłabym
bytować na dworcu centralnym albo w kartonie po telewizorze, ale do
USA nie zamierzałam wracać.
Podniosłam
się z kanapy i poszłam zajrzeć do mamy. Stała odwrócona do mnie
tyłem i patrzyła na coś za oknem.
–
To idiota, mamo – powiedziałam.
Kobieta
odwróciła się w moją stronę.
–
Pójdziesz na zakupy? – zapytała. Miała dziwny wyraz
twarzy, ale nie umiałam określić, co on dokładnie oznaczał. –
Lista i pieniądze są w kuchni.
–
No... – zająkałam się – no okej. – Wyszłam z
pokoju nieco zaniepokojona emocjonalnym stanem mojej matki.
W
drodze do marketu, towarzyszyło mi dziwne uczucie, że ojciec
powiedział mamie coś, co musiało ją bardzo zranić. Nigdy nie
widziałam jej tak cichej i zamkniętej w sobie, nawet w trakcie i
już po rozwodzie. Może powinnam naciskać na rozmowę, ale trochę
zbiła mnie z tropu, prosząc o te zakupy. Byłam zła na ojca, że
wtrącał się w nasze życie. Mieszkałyśmy tysiące kilometrów od
niego, mama robiła co mogła, aby niczego nam nie brakowało, a on
odzywał się przy pomocy durnej kamerki i śmiał nas krytykować.
Nie wiem, jakim prawem, kontaktował się z moją szkołą i pytał o
oceny. Nie było go z nami, więc nie powinien wpychać nosa tam,
gdzie go nie chciano. A ani ja, ani mama już nie widziałyśmy dla
niego miejsca w naszym życiu.
Kupiłam
wszystko, co było zapisane na liście, i nadal zła, wyszłam ze
sklepu. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego ojciec tak nagle się
odezwał. Przez równe sześć miesięcy olewał mnie i mamę, miał
szeroko w dupie, co się z nami działo, i nagle, ni stąd, ni zowąd,
dzwoni przez Internet i wmawia, że mama źle mnie wychowywała.
Miałam przecież siedemnaście lat, według polskiego prawa niedługo
kończyłam pełnoletność, a on się nagle za wychowywanie zabrał.
Wszystko ładnie i pięknie, tylko szkoda, że zechciał to robić
jakieś... siedemnaście lat za późno.
Idąc
przez parking, odniosłam wrażenie, że wszystko sprzysięgało się
przeciwko mnie. Nawet cholerne siatki musiały się urwać i w
efekcie wszystkie moje zakupy wylądowały na ziemi.
–
Zajebiście! – warknęłam sama do siebie, uklękłam
i zaczęłam zbierać produkty. Chciałam ułożyć siatki tak, by
jakoś to donieść do domu, ale cokolwiek zrobiłam, zakupy ponownie
lądowały na kostce brukowej.
–
Charlotte?
Usłyszałam
nagle znajomy głos, od którego zmroziło mnie w środku. O nie,
powtarzałam sobie w myślach. Tylko nie on! Niepewnie podniosłam
głowę i napotkałam szare oczy Roberta Kulczyckiego. Mężczyzna
schylił się i pomógł mi zbierać zakupy.
–
Och – wydusiłam – dzień dobry. Widzi pan, mam
dzisiaj jakiś kiepski dzień.
Pan
Robert zaśmiał się cicho.
–
Widocznie nie tylko mnie dzisiaj pech prześladuje –
rzekł radośnie. Miał na sobie czarne dresy z pomarańczowym
napisem na prawej nodze i czarną rozpiętą kurtkę, spod której
wyłaniała się biała bluza z nadrukiem.
–
Ale chyba o wiele lepszy niż mój, skoro tak panu humor
dopisuje.
Znów
się zaśmiał.
–
Poczekaj tu chwilę, mam chyba jakieś reklamówki w
samochodzie.
Zanim
zdążyłam zaprotestować podniósł się i przebiegł przez parking
do czerwonego Audi A3, otworzył bagażnik i wyjął z niego
reklamówki. W kilka sekund znów znalazł się przy mnie i pomógł
mi zapakować wszystkie zakupy.
–
Dziękuję – rzekłam, chwytając reklamówki i
podnosząc się. – Normalnie uratował mi pan życie. Kwitłabym
tutaj do nocy.
–
Znalazłem się w odpowiednim miejscu, o odpowiedniej
porze – powiedział z rozbrajającym uśmiechem i wcisnął dłonie
do kieszeni kurtki.
–
Też przyjechał pan na zakupy? – palnęłam bez
namysłu.
KRETYNKO
DO KWADRATU! A CO INNEGO MOŻNA ROBIĆ W MARKECIE?! Chyba się nawet
zarumieniłam, bo poczułam, że twarz zaczęła mnie palić.
– W
zasadzie to nie – odpowiedział. – Moja znajoma tutaj pracuje,
odwiozłem ją.
–
Rozumiem. – Powinnam się jak najszybciej ewakuować,
zanim ponownie zrobiłabym z siebie idiotkę. – Muszę już lecieć,
miłego było pana spotkać. Do zobaczenia na zajęciach! – Nie
czekając na odpowiedź nauczyciela, wyminęłam go i ruszyłam przed
siebie.
–
Charlotte! – Znów ten seksowny głos.
Niech
to diabli!
–
Tak? – zapytałam, odwracając się w jego stronę.
–
Daj spokój, nie będziesz tego taszczyć. – Wskazał
brodą na moje zakupy. – Podwiozę cię.
Eee...
chciał mnie podwieźć? Do domu miałam ledwie kilkaset metrów. Ale
Kulczycki chciał mnie podwieźć. Kiedy ponownie mogłabym mieć
okazję wsiąść do jego samochodu? Pewnie nigdy.
–
Mieszkam bardzo blisko – powiedziałam – ale skoro
pan nalega – dodałam.
Pan
Robert wybuchł śmiechem.
–
Nalegam – przyznał i wskazał swoje auto.
Mój
mózg zrobił minę w stylu „mam focha” i zaczął mnie
ignorować. Zdecydowanie bardziej wolał spacer, aniżeli
przejażdżkę. W samochodzie pachniało... chyba lawendą. Nie byłam
do końca pewna. Kulczycki odpalił silik i zanim wycofał,
uśmiechnął się w moją stronę i włączył radio. Nie umknęło
mojej uwadze, że z boku wepchnięty był niebieski pendrive, który
po chwili zaczął mrugać i rozbrzmiała znana klubowa piosenka.
Zdziwiłam się trochę, bo sądziłam, że ktoś taki jak Kulczycki,
będzie bardziej gustował w muzyce klasycznej. Siedziałam na
miejscu pasażera i oprócz zapachu lawendy, czułam jeszcze perfumy
mężczyzny.
Jeju...
dlaczego ja się zgodziłam na tę podwózkę?
–
To powiesz, co ci dzisiaj tak humor popsuło? –
zagaił, włączając kierunek i skręcając w lewo.
Droga
do mojego domu prowadziła w prawo, ale mi tam. Niech mnie wywiezie w
szczere pole, myślałam.
–
Mój ojciec – powiedziałam gorzko.
Przez
ostatnie dwa tygodnia poznałam mojego nauczyciela na tyle, że
wiedziałam, iż mogę mu mówić o niektórych sprawach. Ale tylko
niektórych.
–
Ach, tatuś – rzekł z uśmiechem. – Pamiętam te
czasy. Co prawda, ja się z moim ojcem nie kłóciłem, ale moja
siostra i owszem. Ciągłe awantury, zwłaszcza, kiedy dorastała.
–
Ale pana ojciec, na pewno nie jest skończonym bucem. –
Założyłam ręce na piersi.
–
Zgadza się – potwierdził, a ja zerknęłam w jego
stronę. – Ale jest bardzo surowy i lubi wszystkich kontrolować.
–
Nawet pana?
–
Czasami nawet mnie – odwdzięczył spojrzenie,
uśmiechając się w moją stronę.
Boże,
dlaczego on się wciąż uśmiechał?!
–
Charlotte – zaczął po chwili – jestem pewien, że
cokolwiek twój ojciec robi, robi to z troski o ciebie. Jesteś jego
córką, martwi się.
–
Tak, tak – odpowiedziałam. – Dlatego siedzi w
Stanach i praktycznie się do mnie nie odzywa. Niech pan zjedzie na
rondzie drugim zjazdem – poinstruowałam. Doszłam do wniosku, że
poprowadzę go naokoło miasta, i w ten sposób dotrzemy do mojego
domu.
Pan
Robert kiwnął głową i zrobił tak, jak poprosiłam.
–
Nie chcę nikogo usprawiedliwiać – powiedział –
ale kiedy z nim rozmawiałem...
–
Słucham?! – zawołałam, przerywając wypowiedź.
–
Sądziłem, że wiesz – zdziwił się. Położył
prawą rękę na drążku zmiany biegów.
–
Wiem, że dzwonił do szkoły, ale nie miałam pojęcia,
że z panem rozmawiał – wyznałam zgodnie z prawdą.
–
Nie tylko ze mną się kontaktował, ale z dyrektorem i
twoją wychowawczynią także.
Patrzyłam
na mężczyznę całkowicie zdumiona. Po cholerę ojciec gadał aż z
tyloma ludźmi? Z wychowawczynią okej – pewnie chciał się
dowiedzieć jak mi idzie w szkole, z Kulczyckim też spoko –
interesowały go dodatkowe zajęcia. Ale dyrektor? Nie umiałam
znaleźć na to wyjaśnienia.
–
Dlaczego ojciec rozmawiał z dyrektorem? – zapytałam
na głos.
Profesor
wzruszył ramieniem.
–
Nie wiem. Sądziłem, że ty mi powiesz. – Spojrzał
na mnie. – Gdzie teraz?
Dojeżdżaliśmy
do skrzyżowania.
– W
prawo – odpowiedziałam, jednak myślami byłam daleko w USA przy
ojcu, który ewidentnie coś kombinował.
– W
sumie, to nawet dobrze, że ciebie spotkałem, Charlotte. –
Kulczycki zmienił temat. – Chciałem cię gdzieś zaprosić.
Moje
myśli natychmiast wróciły do Polski.
–
Zaprosić? – zapytałam zaskoczona.
Kiwnął
głową.
– W
piątek w tutejszym Domu Kultury odbędzie się przedstawienie.
Przyjadą aktorzy z Londynu.
–
Teatr?
Zaraz,
zaraz... zaraz. Czy Kulczycki zapraszał mnie na spektakl?!
–
Chcę zabrać kilku uczniów. Pomyślałem, że może
cię to zainteresować.
Och...
całą grupą. Moje ekscytacja gdzieś uleciała.
–
Jasne. – Starałam się, by nie wyczuł zawodu w moim
głosie. – Chętnie pójdę.
–
Zorientuję się w temacie i na zajęciach dam ci znać
– powiedział wyraźnie zadowolony. – Popytaj wśród kolegów i
koleżanek, może ktoś zechce dołączyć.
–
Oczywiście, że zapytam – rzuciłam.
Cholerna,
naiwna gówniara, myślałam. To twój nauczyciel! WBIJ TO SOBIE DO
TEJ TĘPEJ BANI!
–
Może się pan tutaj zatrzymać – dodałam, zdając
sobie sprawę, że byliśmy na mojej ulicy.
Chwyciłam
moje siatki w ręce, a pan Robert posłusznie zaparkował przy
krawężniku.
–
Dziękuję za podwózkę. Do widzenia! – Już chciałam
wysiąść, ale poczułam delikatny uścisk na moim przedramieniu.
–
Poczekaj, Charlotte – rzekł i natychmiast zabrał
rękę.
Wyglądało
to tak, jakby się przestraszył. A ja? Ja przepadłam totalnie, po
moim ciele przebiegło z milion mrówek.
–
Tak?
Czekałam
z nadzieją na odpowiedź. Oczekiwałam... cholera wie czego.
–
Gdybyś... – Podrapał się po głowie z
zakłopotaniem. – Masz mój numer, jak coś – wydusił wreszcie.
– Pisz śmiało.
Patrzyłam
przez chwilę na jego przystojną twarz, a mój mózg z wrażenia
upuścił talerz zupy. Zamrugałam kilka razy, chcąc się przywołać
do porządku i mocniej ścisnęłam reklamówki.
– W
porządku – wyjąkałam wreszcie, otworzyłam drzwi i wysiadłam.
Nawet
się nie pożegnałam.
_______________
Maraton LOTTE w toku :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz